Sekretni spadkobiercy Alfy

Sekretni spadkobiercy Alfy

Autor: Aeliana Moreau

11
Autor: Aeliana Moreau
3 mar 2026
Knightly "To ma sens" – śmieję się, bo jej logika jest bezbłędna. "Obiecuję, że to nic osobistego, Knightly. Ale oni znaczą dla mnie wszystko. Nie miałam dobrego dzieciństwa i nie chcę tego dla nich. Przysięgam, że pozwolę tobie i twojej mamie widywać ich, kiedy tylko zechcecie. Myślę, że to byłoby niesamowite dla Aizena. Ale on tego nie potrzebuje" – stuka w ekran. "To słodki, niewinny chłopiec i zrobię wszystko, żeby pozostał taki najdłużej, jak to tylko możliwe. Ayrie też. Ma mój temperament, ale jest taka urocza." "Masz temperament?" – śmieję się. "Jakoś tego nie widzę." "Myślisz, że dotarłam tu, gdzie jestem, będąc dla wszystkich miłą?" – prycha. "Masz szczęście, że jesteś przystojniakiem o pięknych zielonych oczach. To moja jedyna słabość. Całe szczęście mój syn to dobry chłopiec i nie wykorzystuje tej broni" – oboje się śmiejemy. "Mogę zrobić test na ojcostwo. Choćby po to, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości." "Nie mam żadnych" – kręcę głową. "Nie byłoby mnie tutaj, gdybym miał jakiekolwiek wątpliwości, Phoebe." "Nic o mnie nie wiesz" – spogląda na mnie z dołu. "Naprawdę dobrze oceniam charaktery. Gdyby to był ktokolwiek inny, spróbowałby do mnie dotrzeć w chwili, gdy tylko się o tym dowiedział. Ktoś inny nie siedziałby tu ze mną, gdy odchodzi od zmysłów ze strachu." "Owszem" – kiwa głową, spoglądając na swoje dłonie. "Naprawdę się boję." "Nie musisz. W każdym razie nie mnie. Moja mama z kolei już zabezpiecza swój dom przed dziećmi i kupuje zabawki" – przyznaję. Śmieje się. Jasna cholera, ten dźwięk to właśnie to, co mnie przyciągnęło, kiedy się poznaliśmy. Mogłem odejść po tym zdjęciu, ale dźwięk jej głosu, dźwięk jej śmiechu. Sposób, w jaki jej twarz płonęła jasną czerwienią ze wstydu. Tamtej nocy prawie złamałem wszystkie obietnice złożone rodzinie. Rozważałem rzucenie tego wszystkiego dla niej. Siedząc tu teraz z nią, nie potrafę zdobyć się na żal, że odszedłem. Nie wiedziałem, czy długo przetrwam. Prawdopodobnie nie, gdybym ją naznaczył. Pociągnąłbym ją na dno razem ze sobą. Sprawy potoczyłyby się dla nas zupełnie inaczej. "Faktycznie wydawała się krewka" – podnosi na mnie wzrok. "Jeśli chcesz, ten dom może być twój. Nikt go już nie używa. Jeśli szukasz domu. Osobiście uważam, że jest o wiele lepszy niż ten od Barbie." Potrzebuję jej blisko. Gdzieś, gdzie będę mógł mieć na nich oko. "Zamierzasz ją niemiłosiernie rozpieścić, prawda?" – wzdycha. "O, tak. Wejdzie mi na głowę, a ja nie zrobię absolutnie nic, żeby ją powstrzymać" – potwierdzam. "Będziesz tego żałować do końca życia" – śmieje się. Wstaje, by stanąć ze mną twarzą w twarz. "Myślę, że potrzebujemy odpowiedniego zapoznania." "Okej" – wstaję i schodzę stopień niżej, żebyśmy znaleźli się na jednym poziomie wzroku. "Cześć, nazywam się Phoebe Altaha i jestem matką twoich dzieci" – wzdycha z ulgą i wyciąga do mnie rękę. "Jakie to dobre uczucie móc to wreszcie powiedzieć." Spoglądam w dół, wiedząc, że jeśli ją chwycę, jeśli nawiążę to połączenie, nie będzie już odwrotu dla żadnego z nas. Gdyby Perry albo Violetta tu były, z pewnością by się śmiały. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak bardzo torturowała się tym sekretem. Niezależnie od tego, jak jest niewinny, wiem, jak wielkim ciężarem bywa kłamstwo. Sam noszę ich wiele. "Knightly Blake" – kładę swoją dłoń w jej. "Och" – wydaje z siebie ten cichy pisk, przez który wpakowałem się w ten cały bałagan. Przez moje ciało przepływa piorun elektryczności i czuję, jak mój wilk budzi się we mnie. "To było dziwne." "To było..." – pocieram dłonią pierś. "Chciałabyś zobaczyć dom?" "Eee, chciałabym pojechać do domu. Chcę być z moimi dziećmi. Zanim, wiesz, zrobi się ciężko. Muszę z nimi porozmawiać." Kolejne nie. "Jeśli tego właśnie chcesz." "Tego chcę" – mówi nieco bardziej zrelaksowana. "Pojadę do siebie, a ty będziesz mogła wyruszyć stamtąd." "Racja, przyjechaliśmy tu moim samochodem" – kiwa głową. "Nie mogę kurwa uwierzyć, że wsiadłam do samochodu z nieznajomym. Masz w sobie coś takiego, że przy tobie wydaję się bezradna." "Uwierz mi, kiedy mówię, że nikt nie uważa cię za bezradną, Aniele. Widziałem, co zrobiłaś w tamtej szkole w Paryżu. Stracili jedne z największych darowizn przez to, co się stało." "Powinni byli zareagować już za pierwszym razem, kiedy ten gówniarz położył swoje brudne łapska na moim synu" – prycha. "Pierwsze dwa razy nie zrobiłam niczego, bo prosił mnie, żebym to zignorowała. Nie było mowy, żebym puściła to płazem. Pieprzyć tych ludzi. On wciąż ma te ślady." Próbuję ukryć uśmiech na mojej durnej twarzy, bo, jasna cholera, ona naprawdę ma temperament. Jej twarz jest czerwona i szczerze wygląda na zdenerwowaną bójką dwojga dzieciaków. Tak właśnie robią dzieci, ale kryje się w tym poczucie dumy, którego nie mogę zignorować. Ktoś zagroził jej dziecku, a ona zareagowała tak, jak zareagowałaby każda wilczyca. Kłami i pazurami. Będzie tego potrzebować. Nawet jeśli nie przemieni się, kiedy ją naznaczę. Mój świat tego wymaga. Martwię się, jak zareaguje, kiedy powiem jej prawdę. Ale nie o to, jak sobie w nim poradzi. Zaszła tak daleko beze mnie i nie jest już sama. Zrobię wszystko, co konieczne, by upewnić się, że cała ich trójka jest chroniona. Nie ma odwrotu. Udupiłem nas oboje i dopilnuję, by wszystko naprawić. Bez względu na cenę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

11 – Sekretni spadkobiercy Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka