Wychodzę na zewnątrz i przemieniam się. Nieważne, ile razy to robię. Nigdy nie przyzwyczaję się do bólu towarzyszącego łamaniu kości, gdy układają się na nowo.
Zaciskam zęby pod naporem bólu i po kilku minutach stoję na czterech łapach. Moje ubrania leżą na podłodze potargane. Nie tracę czasu i ruszam pędem. Boję się, że Sebastian mnie złapie, a wtedy czekałoby mnie prawdziwe piekło.
Jego dom stał
















