„Proszę... po prostu pozwól mi odejść” – błagałam, a w moich oczach wezbrały łzy. Przygwoździł mnie do łóżka, a jego ciemne, drapieżne oczy wbiły się w moje. „Nie chcę nikogo innego, mała kusicielko” – jego niski, szorstki głos sprawił, że po moim kręgosłupie przebiegł przerażający dreszcz. „Jesteś moja”. ☆☆☆ Sloane jest niewinną studentką medycyny, która stara się po prostu przetrwać swoje zmiany jako kelnerka. Jednak jedna noc w ultraekskluzywnym klubie Vannicelli zmienia wszystko. Z wysokiego balkonu VIP Dante „Deacon” Vannicelli – bezwzględny, zimnokrwisty boss włoskiej mafii – czyni z niej swoją ofiarę. Śledzi ją, porywa i zamyka w swojej luksusowej rezydencji. Sloane nienawidzi jego okrucieństwa, ale za każdym razem, gdy dotykają jej jego wytatuowane dłonie, jej ciało zdradza ją przerażająco ekscytującym żarem, któremu nie potrafi się oprzeć. Czy zdoła uciec ze szponów diabła, czy może jest już uwięziona w jego złotej klatce?

Pierwszy Rozdział

Perspektywa Sloane Przeraźliwy dzwonek rozdarł spokojną ciszę. Jęknęłam, na oślep uderzając dłonią w szafkę nocną, aż trafiłam w ten irytujący budzik. Zwinęłam się w ciasny kłębek, wciskając twarz w miękką poduszkę i desperacko pragnąc móc zostać tu na zawsze. Bądźmy szczerzy, czułam się dziś leniwa. Kogo ja oszukuję? Czuję się leniwa dosłownie każdego dnia. Z pełnym dezaprobaty jękiem zrzuciłam z siebie kołdrę i zmusiłam stopy do postawienia kroku na zimnej podłodze. Po ogarnięciu pokoju, powlokłam swoje wyczerpane ciało do łazienki i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Odkręciłam prysznic, drżąc w oczekiwaniu, aż woda osiągnie idealną temperaturę. Ściągając z siebie piżamę, weszłam pod gorący strumień. Dałam sobie czas, a nawet zadałam sobie trud ogolenia nóg. Dwadzieścia minut później wyszłam z ociekającymi wodą włosami, czując się odświeżona i pachnąc wanilią. Wybrałam swobodny, niebieski kombinezon do połowy uda z uroczą kokardą w talii, chcąc się choć trochę wyróżniać. Siadając przy toaletce, wtarłam w skórę krem nawilżający. Ostra kreska eyelinera uwydatniła moje niebieskie oczy, a pociągnięcie truskawkowym błyszczykiem dopełniło całości. Związałam moje średniej długości blond włosy w prosty kucyk, zostawiając kilka luźnych kosmyków okalających twarz. Wsuwając na stopy czarne baletki, skierowałam się prosto do kuchni. Kawa była absolutną koniecznością. Chwyciłam mój ulubiony kubek, parząc mocny napar i dodając dwie hojne miarki francuskiej śmietanki karmelowej oraz dwie łyżeczki cukru. Pycha. Wycofując się do sypialni, chwyciłam telefon i wepchnęłam go do czarnej torebki wraz z kawą. Szybkie spojrzenie na zegar sprawiło, że żołądek podszedł mi do gardła. Była już dziewiąta rano, a moje pierwsze zajęcia zaczynały się dokładnie o dziesiątej. Wypiłam kawę w szaleńczym pośpiechu, chwyciłam z blatu czerwone jabłko i ugryzłam je. Nie zawracałam sobie głowy pukaniem do drzwi sypialni Sienny; moja najlepsza przyjaciółka miała dziś wcześnie zajęcia, więc wiedziałam, że już jej nie ma. Chwytając kluczyki, wyszłam z mieszkania i szybko wsiadłam do samochodu. Zapinając pas bezpieczeństwa, odpaliłam silnik. Radio natychmiast ożyło, a ja podkręciłam głośność na maksa, gdy z głośników ryknęło "Positions" Ariany Grande. Optymistyczny rytm dodał mi energii. Wyjeżdżając tyłem z podjazdu, ruszyłam z piskiem opon w stronę kampusu uniwersyteckiego. Znalazłam idealne miejsce do zaparkowania na kampusie. Zgasiłam silnik, wyskoczyłam i sprawdziłam godzinę na telefonie. Była prawie dziesiąta. Wrzucając telefon z powrotem do torebki, puściłam się pędem przez dziedziniec, wpadając do sali wykładowej w samą porę na moje pierwsze zajęcia. Godziny później, przywlekłam swoje wyczerpane, wyprane psychicznie ciało z powrotem do domu. "Hej mała, jak tam dzisiaj zajęcia?" zapytała Sienna w chwili, gdy przekroczyłam próg naszego mieszkania. Spojrzałam na nią, czując znajome ciepło. Sienna i ja byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami od zawsze, a teraz chodziłyśmy do tego samego college'u. Nie wiedziałam, gdzie bym była bez niej lub jej niesamowitej rodziny. Gdy miałam szesnaście lat, moi rodzice tragicznie zginęli w wypadku samochodowym. Mój cały świat legł w gruzach z dnia na dzień, ale rodzice Sienny nie zawahali się ani przez sekundę. Przyjęli mnie pod swój dach i wychowali jak własną córkę. Byli moją zastępczą rodziną, moją siatką bezpieczeństwa. "Pani Ward potrafi być tak cholernie irytująca", pożaliłam się z goryczą, rzucając torbę i opadając na pluszową kanapę obok niej. "Przysięgam, nie wiem, dlaczego za każdym razem wybiera właśnie mnie na ofiarę tortur." "Dalej jest dla ciebie suką?" zapytała Sienna, unosząc brew. Pokiwałam żałośnie głową. "Ona poważnie musi zaliczyć", rzuciła z kamienną twarzą Sienna. "Wątpię, by jej mąż odwalał w tym dobrą robotę, skoro zawsze przychodzi taka zrzędliwa." Skrzywiłam się, całkowicie niewzruszona jej bezpośredniością. "Skoro już mowa o zaliczaniu", kontynuowała gładko Sienna, a w jej ciemnych oczach pojawił się psotny błysk, gdy całkowicie zmieniła temat rozmowy. "Jest piątkowy wieczór. Chodźmy do klubu." "Nie ma mowy. Mam zaległe zadania do zrobienia, a wiesz, że kluby to nie moja bajka", natychmiast odrzuciłam ten pomysł. "No weź, będzie fajnie, obiecuję", błagała, przysuwając się bliżej i chwytając mnie za ramię. "Poważnie musisz trochę spuścić pary." "Nie, wcale nie." "Proszę, proszę, proszę." Popełniłam fatalny błąd, odwracając się, by na nią spojrzeć. Sienna użyła swojej ostatecznej broni: nieuniknionych, błagających oczu szczeniaka. Jej dolna warga wysunęła się w żałosnym dąsie. Doskonale wiedziała, co robi, i doskonale wiedziała, że nigdy nie potrafię się temu oprzeć. Patrzyłyśmy na siebie w walce na wolę, zanim moja determinacja legła w gruzach. "W porządku", ustąpiłam z ciężkim westchnieniem. Sienna wydała z siebie pisk zwycięstwa. "Świetnie! Wychodzimy o siódmej". Obie wstałyśmy, kierując się do naszych sypialni. Wycofałam się do łazienki na szybki prysznic, aby zmyć z siebie ciężki stres całego dnia. Wycierając się ręcznikiem, spojrzałam na zegar na blacie. Była już szósta wieczorem. Dałam sobie czas na wysuszenie blond włosów, aż opadły idealnie prosto na moje plecy. Owijając szczelnie ciało ręcznikiem, podeszłam do szafy i rozsunęłam drzwi. Stałam tam sparaliżowana, wpatrując się w moją boleśnie wygodną kolekcję oversizowych spodni dresowych i grubych kardiganów. Nigdy nie chodziłam do klubów, więc nie miałam absolutnie żadnego stroju na nocne wyjścia. Nie znajdując nic do ubrania, poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam po prostu wycofać się z tego planu. Właśnie gdy miałam napisać jej wymówkę, ostre pukanie przerwało moje niespokojne myśli. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Sienna wkroczyła do mojego pokoju, niosąc na aksamitnych wieszakach dwie niewiarygodnie odkryte, skandaliczne sukienki. Nagle podejrzliwa wobec tej wzniosłej garderoby, wpatrywałam się w nią. "Sie, dokąd my tak naprawdę idziemy?" zażądałam odpowiedzi. Sienna wibrowała niezaprzeczalnym podekscytowaniem. "Okej, dobra, przyłapałaś mnie. Jest taki ultra-ekskluzywny klub, zarezerwowany wyłącznie dla sławnej, bogatej i potężnej elity. I tak się złożyło, że zdobyłam dwie wysoce pożądane wejściówki VIP." Moje stany lękowe natychmiast dały o sobie znać, a w żołądku zawiązał mi się zimny supeł. "Sie, nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Mówimy o miejscu, które wymaga zgody na wejście z najwyższego szczebla, żeby tylko przejść przez drzwi. Jestem pełna obaw w stosunku do tego." "Nie martw się, nie wydarzy się absolutnie nic złego", szybko zbyła moje obawy, zmuszając mnie, bym usiadła na stołku przy toaletce. "A teraz chodź, usiądź i pozwól mi cię wyszykować." Jęknęłam w duchu. W co ja się u licha wpakowałam? Po godzinie drobiazgowego strojenia, w końcu cofnęła się o krok. Wręczyła mi maleńką, bezlitosną czarną sukienkę i parę zdradzieckich szpilek z paskami, w których bez wątpienia będę miała trudności z chodzeniem. Ostrożnie przełożyłam moje najpotrzebniejsze rzeczy do małej designerskiej kopertówki, którą mi dała. Musiałam przyznać, że naprawdę przeszła samą siebie. Wstałam, wygładziłam materiał i odwróciłam się przodem do lustra. Wciśnięta w sukienkę, na sekundę przestałam oddychać. Byłam całkowicie oszołomiona zapierającym dech w piersiach odbiciem, które na mnie patrzyło. Makijaż smokey eye sprawił, że wyglądałam drapieżnie i pociągająco. "Jesteś pewna, że to ja, a nie ktoś inny?" zapytałam, kwestionując własne odbicie. Sienna podeszła do mnie od tyłu i uśmiechnęła się z dumą. "To ty, Slo. Tylko uwydatniłam naturalne piękno, które już masz." Zanim w ogóle zdążyłam przetworzyć ten komplement, mocno chwyciła mnie za rękę. "A teraz chodźmy, nie chcemy się spóźnić." Fizycznie odciągnęła mnie od lustra, wyciągając z sypialni i prowadząc nas prosto do drzwi wyjściowych, by rozpocząć naszą noc. Niech zacznie się noc.

Odkryj więcej niesamowitych treści