Złota klatka Dona

Złota klatka Dona

Autor: Aeliana Thorne

Zasadzka
Autor: Aeliana Thorne
19 lip 2026
Pełny miesiąc wlókł się od tamtej niepokojącej nocy w Klubie Vannicelli, a moje wyczerpujące egzaminy semestralne wreszcie dobiegły końca. Został mi jeszcze jeden tydzień na ukończenie ostatecznego projektu przypisanego na koniec roku, zanim będę mogła oficjalnie ukończyć studia i z niecierpliwością rozpocząć staż medyczny. Wczesnoletni upał był absolutnie duszny, gdy pociłam się, odbywając wyczerpującą zmianę jako kelnerka w L'Elite, uchodzącej za jedną z najbardziej prestiżowych i popularnych restauracji w mieście. Czułam, jak gorący pot zbiera się pod moją białą koszulą. Moje czoło wymagało ciągłego wycierania, włosy lepiły się do szyi, a na tym etapie byłam niemal pewna, że mój makijaż to jeden wielki bałagan. "Sloane, stoliki szósty i dziewiąty, proszę!" zawołał ciepły głos. "Już się robi, pani Ricci!" odpowiedziałam, posyłając jej promienny uśmiech, który z wdziękiem odwzajemniła. Była naszą menadżerką i była niesamowicie dobra i miła. Jej ciepło sprawiało, że zarówno personel, jak i klienci ją uwielbiali. Weszłam do kuchni, gdzie wskazała na cztery talerze ustawione w rzędzie na powierzchni ze stali nierdzewnej. Balansując wszystkimi czterema talerzami na ramionach i dłoniach, wycofałam się przez kuchenne drzwi tyłem i weszłam na salę jadalną. Postawiłam talerze na moim pierwszym stoliku i wytarłam dłonie w fartuch. Odwróciłam się, by zobaczyć Silvię, naszą recepcjonistkę, witającą i kierującą uroczą, starszą parę do stolika dziewiątego. Natychmiast się uśmiechnęłam, widząc, że to stali klienci. Gdy już usiedli, chwyciłam notes i podeszłam do nich z ciepłym powitaniem. "Dobry wieczór, panie i pani Ward. Witamy ponownie w L'Elite. Co mogę dla państwa dziś przygotować na początek?" zapytałam, przewracając stronę w notesie. "Witaj, Sloane. Wyglądasz dziś dobrze", powiedziała pani Ward, odwzajemniając uśmiech. "Wątpię w to, ale za to pani wygląda zapierająco dech w piersiach. Czy to jakaś specjalna okazja?" zapytałam. "To nasza dwudziesta rocznica ślubu", odpowiedział z dumą pan Ward, biorąc żonę za rękę i składając delikatny pocałunek na jej wierzchu, podczas gdy uśmiechali się do siebie z miłością. "To absolutnie cudowne. Gratulacje", powiedziałam, czując jak w mojej piersi formuje się głęboki, cichy ból, gdy obserwowałam ich czyste uczucie, skrycie marząc, by pewnego dnia znaleźć miłość równie trwałą jak ich. "Dziękujemy, Sloane. Poprosimy oboje stek z antrykotu z czosnkowymi chipsami i butelkę waszego najlepszego czerwonego wina", zamówił pan Ward. "Wezmę to samo, co Jack", powiedziała z uśmiechem pani Ward. Zapisałam zamówienie. "Już się robi." Złożyłam ich zamówienie w kuchni i zrobiłam sobie krótką przerwę, pozwalając innemu kelnerowi przynieść im wino. Jakkolwiek wyczerpująca była ta praca, uwielbiałam pracować tutaj. Pracowałam w L'Elite już od czterech lat, a to w pełni sfinansowało moje czesne i pozwalało mi się utrzymać. To była moja jedyna niezawodna kotwica w tym zatłoczonym mieście. "Gotowe!" zawołała Gina, jedna z osób z personelu kuchennego. Zbalansowałam talerze na dłoniach i ostrożnie wyszłam. "Proszę bardzo", powiedziałam, stawiając dania. "Dziękujemy", odpowiedziała para jednocześnie. "Proszę się nie wahać wezwać mnie, jeśli będą państwo czegoś potrzebować. Życzę wspaniałego wieczoru." Odeszłam od pary i podeszłam, by posprzątać puste stoliki. Skanując salę jadalną wypełnioną szczęśliwymi, śmiejącymi się rodzinami jedzącymi wspólne posiłki, zalała mnie głęboka fala smutku i samotności. W pobliżu okna szczęśliwa rodzina, składająca się z ojca, matki i ich młodej córki, śmiała się razem, całkowicie ignorując duszny letni upał. Dzielili się ogromnym deserem, wyglądając tak promiennie i na tak ze sobą związanych. To był piękny, szczęśliwy moment do oglądania, ale jednocześnie bolesne ukłucie przeszyło moje serce. Moje myśli natychmiast odpłynęły do mojej własnej rodziny, do życia, które straciłam. Tak bardzo za nimi tęsknię. Z niesamowicie ciężkim sercem, z trudem przełknęłam gulę w gardle i dokończyłam swoje obowiązki. Gdy moje wyczerpujące obowiązki dobiegły całkowitego końca, a na sali zapanowała cisza, wycofałam się do szatni pracowniczej, by zebrać swoje rzeczy. Z chęcią zrzuciłam z siebie sztywny, przepocony mundur na rzecz wygodnej bluzy i dżinsów. Sprawdzając telefon, odkryłam pięć nieodebranych połączeń i wiadomość tekstową od Sienny. *Sienna: Heej Slo, planuję iść do Klubu Vannicelli z kilkoma znajomymi. Piszesz się?* *Ja: Niespecjalnie. Jestem całkowicie wyczerpana i chcę się tylko przespać. Może następnym razem.* *Sienna: Okej, pewnie wyjdę, zanim wrócisz.* *Ja: Okej, baw się dobrze. Ale proszę, nie za dobrze.* *Sienna: Nic nie obiecuję! 😉* Zablokowałam telefon, wrzuciłam go do płóciennej torby i pożegnałam się ze współpracownikami oraz panią Ricci przed wyjściem z L'Elite. Było późno, ale spacery do domu o tej porze nie były dla mnie niczym niezwykłym i nie bałam się. Nie wzięłam samochodu, bo nie było daleko, a lubiłam nocne spacery, modląc się tylko, by nie natknąć się na żadnych zboczeńców. Jednak, gdy nawigowałam słabo oświetlonymi ulicami, po mojej skórze ciężko pełzło dokładnie to samo znajome, przerażające uczucie bycia obserwowaną. Przez cały ubiegły miesiąc, od tamtej nocy w Klubie Vannicelli, nękała mnie paranoja, że ktoś śledzi każdy mój krok, czając się w mrocznych cieniach bez ujawniania się. Powtarzałam sobie, że to tylko paranoja spowodowana stresem egzaminacyjnym, ale nie mogłam otrząsnąć się z lęku. Zatrzymałam się i spojrzałam za siebie, ale ulica była pusta. Ktoś mnie śledził, ale po prostu nie mogłam go zobaczyć. Nie ranił mnie, tylko obserwował. Mimo to ogarnęła mnie panika i przyspieszyłam kroku, zdesperowana, by dotrzeć do swojego budynku. Szłam coraz szybciej, a moje serce dziko łomotało o żebra, ale uczucie bycia zwierzyną łowną tylko przybierało na sile. Wypuściłam z siebie drżące westchnienie ulgi, gdy wreszcie po drugiej stronie cichej ulicy zobaczyłam mój budynek mieszkalny. Miałam wrażenie, że bezpieczeństwo jest wreszcie w moim zasięgu. Ale zanim zdążyłam zejść z krawężnika, by przejść na drugą stronę, nagła, masywna obecność zmaterializowała się bezpośrednio za mną, blokując chłodną, nocną bryzę. Przestraszona, obróciłam się gwałtownie, żeby uciekać, i brutalnie uderzyłam w twardą, nieustępliwą klatkę piersiową mężczyzny. Czułam się tak, jakbym uderzyła w ścianę z samych mięśni. Moje dłonie powędrowały w górę, by go odepchnąć, ale jego ciężki uścisk natychmiast zacisnął się na moich ramionach, kotwicząc mnie do chodnika. Wciągnęłam powietrze i spojrzałam w górę, zamierając całkowicie, gdy słaba, uliczna latarnia oświetliła jego ostre, niebezpiecznie przystojne rysy twarzy, wydatną linię szczęki i smołowato czarne, drapieżne oczy. "Witaj, Bella. Myślę, że czekałem już wystarczająco długo", wyszeptał mężczyzna, wpatrując się we mnie z mrożącym krew w żyłach, przerażającym autorytetem. Zanim mój mózg zdołał w ogóle przetworzyć reakcję, uformować spójną myśl lub krzyknąć o pomoc, poczułam nagłe, ostre ukłucie igły wbijającej się brutalnie w miękką skórę mojej szyi. W mgnieniu oka lodowate, obezwładniające odrętwienie zalało moje żyły, cały świat gwałtownie przechylił się na bok, a ja straciłam przytomność, odpływając w mrok. Jego oczy były ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Zasadzka – Złota klatka Dona | Czytaj powieści online na beletrystyka