Złota klatka Dona

Złota klatka Dona

Autor: Aeliana Thorne

Stalker w Vannicelli
Autor: Aeliana Thorne
19 lip 2026
Moje knykcie zbielały od tego, jak mocno ściskałam dłoń Sienny. Z każdym krokiem w stronę imponującego wejścia do Klubu Vannicelli, węzeł niepokoju w moim żołądku zaciskał się coraz bardziej. Byłam w wielu miejscach, do których w przeszłości zaciągnęła mnie Sienna, ale to miejsce znajdowało się na zupełnie innym poziomie onieśmielenia. Krzyczało niewyobrażalnym bogactwem i niebezpieczeństwem. Z zewnątrz był wspaniały, ale mroczny, zdominowany przez masywną, smołowato czarną fasadę. Jedynym oświetleniem były uderzające, intensywne neonowo niebieskie światła okalające boki, oraz niebezpieczny czerwony płomień płonący agresywnie w samym środku litery "V" na głównym szyldzie klubu. Nazwa *Vannicelli* była wygięta pięknie, acz niebezpiecznie. Dwóch ochroniarzy o kamiennych twarzach stało po obu stronach wejścia, skanując tłum. Gdy przekroczyłyśmy próg, czyste bogactwo tego lokalu uderzyło mnie jak fizyczny cios. Wnętrze było niemal całkowicie czarne, oświetlone jedynie pulsującymi niebieskimi światłami i przyćmionymi górnymi reflektorami, które uwydatniały morze ludzi poruszających się po parkiecie. Było to sensoryczne przeciążenie od ciężkiego basu, drogich perfum i delikatnego zapachu alkoholu najwyższej jakości. Sienna natychmiast nawigowała przez tłum, ciągnąc mnie prosto do baru z wypolerowanego czarnego marmuru. Wszystko w tym miejscu krzyczało: bogate i drogie. Wspięłyśmy się na dwa wysokie skórzane stołki barowe, a barman, ubrany w elegancką czarną kamizelkę, podszedł, by przyjąć nasze zamówienie, wręczając nam dwa zmrożone kieliszki słodkich koktajli. "Więc", zaczęła Sienna, a jej głos zniżył się, gdy odwróciła się w moją stronę. Moje oczy natychmiast się zwęziły. Miała na twarzy przyklejony winny, wymijający wyraz — dokładnie taką minę, jaką robiła, gdy coś ukrywała. "Wiesz, jak to niemożliwe wejść do tego miejsca bez ekskluzywnej wejściówki VIP, prawda?" Uniosłam brwi, a mój głos był płaski. "Sienna. Czego mi nie mówisz?" Przełknęła ślinę z trudem, unikając mojego wzroku. "Ja... mogłam, choć nie musiałam, dostać te wejściówki od Calluma." To imię uderzyło we mnie niczym fizyczny, duszący cios. Zaparło mi dech w piersiach. "Co?" syknęłam, a to słowo smakowało jak trucizna. Callum był moim dawnym najlepszym przyjacielem i byłym chłopakiem. Myślałam, że się kochamy, ale iluzja prysła w dniu pogrzebu moich rodziców, kiedy nakryłam go w łóżku z moją własną kuzynką. To była podwójna zdrada, która pozostawiła mnie całkowicie złamaną. Nie miałam pojęcia, że Sienna wciąż ma z nim kontakt, a uświadomienie sobie tego zabolało mnie dogłębnie. "Dlaczego to zrobiłaś?" zapytałam zirytowana. "Dlaczego w ogóle z nim wciąż gadasz?" Sienna wyciągnęła ręce, chwytając moje dłonie, a jej twarz wykrzywiła się w wyrazie desperackich przeprosin. Użyła swoich klasycznych oczu szczeniaka — tych, którym wiedziała, że nigdy nie zdołam się oprzeć. "Tak mi przykro, Slo. Wiem, że jesteś wściekła, ale nie przyszłabyś, gdybyś znała prawdę. Chciałam tylko, żebyśmy spędziły niesamowitą, niezapomnianą noc." "Jasne jak cholera, że bym nie przyszła", powiedziałam z walącym sercem. "Na samą myśl, że Callum wciąż kręci się w naszej orbicie, przechodzą mnie ciarki." "On wciąż o tobie nie zapomniał, Sloane", powiedziała cicho Sienna. "Kiedy go zobaczyłam, wyglądał na całkowicie nieszczęśliwego. Uwierz mi, byłam gotowa zbić go na kwaśne jabłko, ale... byłam słaba, kiedy wyciągnął te wejściówki." Wypuściłam z siebie długi, ciężki oddech, wpatrując się w drinka, którego barman właśnie przed nami postawił. Chciałam być nadal zła, ale patrząc na błagającą twarz Sienny, wiedziałam, że nie chciała mnie zranić. "Ugh... w porządku. Na razie ci się upiekło", westchnęłam. "No chodź, idziemy tańczyć!" pisnęła Sienna, a jej twarz rozpromieniła się triumfalnym uśmiechem, gdy ściągnęła mnie z siedzenia. "Nie dam rady tańczyć w tych szpilkach", poskarżyłam się, gdy ciągnęła mnie w stronę parkietu. "Nie martw się, jak się zmęczysz, zrobimy sobie przerwę", obiecała, śmiejąc się i wciągając mnie w tłum. Parkiet taneczny był zbitą, pulsującą masą spoconych, pięknych ciał; wszyscy poruszali się zsynchronizowani z ciężkim rytmem. Gdy bas obmył mnie i przejął kontrolę, zalegające napięcie w moich ramionach zaczęło topnieć. Zamknęłam oczy, pozwalając moim biodrom kołysać się do mocnego bitu, uśmiechając się, aż rozbolały mnie policzki. Na moment naprawdę zatraciłam się w rytmie. Wtedy ciepło zniknęło. Lodowaty dreszcz spłynął po moim kręgosłupie. Temperatura zdawała się gwałtownie spadać, gdy ogarnęło mnie przerażająco uporczywe uczucie bycia obserwowaną. Próbowałam to zignorować, ale uczucie stawało się coraz cięższe, duszące. Czyjeś oczy wypalały dziurę w mojej skórze, śledząc każdy mój mikroruch w ciemnym, zatłoczonym pomieszczeniu. Moje biodra zwolniły. Przeskanowałam wzrokiem ciemny, zatłoczony pokój, przeszukując twarze wokół mnie. Nic. Ale ogromny ciężar tego spojrzenia nie zniknął. Popychana jakimś magnetycznym przyciąganiem, podniosłam wzrok. Wysoko nad parkietem tanecznym, na balkonie VIP L'Elite, jakiś mężczyzna opierał się niedbale o balustradę. Nasze oczy natychmiast się spotkały, a hałas klubu całkowicie zniknął. Był wyjątkowo wysoki, imponujący i niebezpiecznie przystojny, z potarganymi czarnymi włosami opadającymi mu na czoło i mocno zaciśniętą szczęką. Miał na sobie obcisłą czarną koszulę, która w pełni eksponowała jego mocno wytatuowaną, napiętą klatkę piersiową i mięśnie ramion. Wymocno umalowana kobieta z ciemnorudymi włosami desperacko trzymała się jego ramienia, ale jego ostre jak brzytwa skupienie było całkowicie, bez mrugnięcia okiem utkwione we mnie. Te ciemne, przeszywające oczy kryły w sobie drapieżną intensywność, która całkowicie mnie sparaliżowała. Stałam zamrożona na środku pulsującego parkietu, nie mogąc przerwać tego kontaktu wzrokowego, czując się jak zwierzę łowne złapane w snop światła. Moje serce tłukło się dziko o żebra. "Wszystko w porządku? Wydajesz się być w innym świecie", głos Sienny przebił się przez trans, gdy klepnęła mnie w ramię. Zamrugałam, a głośna muzyka powróciła do moich uszu niczym fala pływowa. "Przepraszam, po prostu jestem zmęczona. Bolą mnie nogi", skłamałam drżącym głosem. Nie chciałam jej martwić. "Robimy sobie przerwę?" zapytała. Pokiwałam głową, i powoli przedarłyśmy się z powrotem w kierunku obszaru barowego. Nie mogłam się powstrzymać przed ponownym spojrzeniem w stronę balkonu. On wciąż mnie obserwował, stojąc nieruchomo jak posąg, a żaden jego włos nie był nie na swoim miejscu. Był masywny, przerażający, a jednocześnie niezaprzeczalnie, uderzająco przystojny. Wiedział, że się gapię, a jego oczy nawet nie drgnęły. "Hej, Sienna, myślę, że najlepiej będzie, jak po prostu stąd wyjdziemy", powiedziałam, czując narastającą panikę. "Ale dlaczego? Dobrze się bawiłyśmy", jęknęła. "Mam zadania do skończenia i jestem wyczerpana", upierałam się. "W porządku, chodźmy", odpuściła. Szybko ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Byłyśmy prawie przy podwójnych drzwiach, kiedy dziwny, obezwładniający impuls zmusił mnie, bym odwróciła się po raz ostatni. Tajemniczy mężczyzna nie ruszył się nawet o milimetr. Wciąż tam stał, obserwując mój odwrót. Wyczuwając moje pełne strachu spojrzenie, kącik jego ust wykrzywił się w powolnym, mrożącym krew w żyłach uśmiechu. Powoli uniósł w moim kierunku kieliszek w milczącym, złowieszczym toaście, po czym zbliżył bursztynowy płyn do swoich warg. Głęboko wstrząśnięta mrocznymi obietnicami wirującymi w jego oczach, wybiegłam przez drzwi. Uciekłyśmy do czekającej taksówki z Sienną, szukając bezpieczeństwa naszego domu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Stalker w Vannicelli – Złota klatka Dona | Czytaj powieści online na beletrystyka