Samochody wyjechały z posiadłości w kierunku sklepu spożywczego, a ja po prostu snułam się za Teresą, gdy kupowała rzeczy potrzebne do domu. Kiedy skończyła, przekazała torby dwóm mężczyznom, a oni wzięli je od niej, żeby włożyć je do bagażnika.
"Wracamy już do domu?" zapytałam, tłumiąc ziewnięcie.
"Nie, nie wracamy; nie minęła nawet godzina, odkąd tu przyjechałyśmy", mówi, chwytając moją dłoń i c
















