POV: Sloane
Jest grubo po południu, kiedy wreszcie wyłaniam się z niespokojnego, przerywanego snu. Przez długi czas po prostu leżę całkowicie nieruchomo w potężnym łóżku, z twarzą zwróconą w stronę ogromnego okna, tępo wpatrując się w jasne światło dnia wlewające się do pokoju. Luksusowa miękkość ciężkiej kołdry nie daje absolutnie żadnego prawdziwego ukojenia; przypomina raczej pozłacaną klatkę.
















