Jako pierwsza w historii przyszła Królowa Alfa, Seraphina Adair stała się chodzącym celem. Po brutalnej próbie zamachu, jej nadopiekuńczy ojciec przydziela jej osobistego ochroniarza. Roman jest potężny, przerażająco zabójczy i ukrywa twarz za czarną maską, a dłonie w skórzanych rękawiczkach. Nie przestrzega żadnych zasad, odzywa się zaledwie pojedynczymi słowami i wyrywa gardła gołymi rękami. Jednak pod tą chłodną, pozbawioną emocji fasadą, niezaprzeczalne przyciąganie więzi partnerów rozpala niebezpieczny ogień. Podczas gdy Seraphina jest zmuszona lawirować w zdradzieckich, śmiertelnie niebezpiecznych grach rywalizujących ze sobą rodów Alfa i odkrywać tajemnice morderstwa swojej matki, prawdziwe zagrożenie może spać w sąsiednim pokoju. Roman nie jest tylko ochroniarzem. To Thanatos, budzący największą grozę zabójca przestępczego podziemia, a zarazem wygnany brat największego wroga jej rodziny. Kiedy jej własne królestwo obróci się przeciwko niej, czy potwór z cieni okaże się jej ostateczną zgubą... czy też jedynym ocaleniem?

Pierwszy Rozdział

"Tato, mówiłam ci to sto razy. Nie potrzebuję ochroniarza." Jęknęłam, opadając na łóżko. Mój tata przez chwilę milczał, ale nadal czułam jego obecność w swoim pokoju. "Wiesz, że on tylko próbuje zapewnić ci bezpieczeństwo." Skarciła mnie moja wilczyca, Nyx. "Seraphina." Odezwał się surowy głos mojego taty, a ja niechętnie usiadłam i spojrzałam w jego srebrne oczy. Czułam, jak moc Króla Alfy wypełnia moją sypialnię i powstrzymałam ochotę, by się wzdrygnąć. Nyx mruknęła: "No, to teraz się doigrałaś." Jego moc Alfy nie działała na mnie w ten sam sposób; bycie jego córką miało pewne zalety. Niemniej jednak powstrzymałam ochotę, by skulić się pod jego intensywnym spojrzeniem. Westchnęłam, wiedząc, że ta rozmowa donikąd nie prowadzi. "Tak, tato?" "Będziesz posłuszna i pozwolisz, by twój ochroniarz cię strzegł." Jego władczy głos wypełnił moje uszy, a ja powstrzymałam ochotę, by przewrócić oczami. Cały trening, który przeszłam, nie zmienił jego zdania. Uparcie twierdził, że nie dorównuję jego wrogom, nie dopóki nie zostanę Królową. Odmawiał zrzeczenia się tytułu, dopóki pozostawałam bez przeznaczonego, i miał większą niż kiedykolwiek motywację, by przydzielić mi niechcianego ochroniarza. "Dobrze." Warknęłam. "Ale wiesz, że nigdy nie będę grzeczna." Skrzyżowałam ramiona i wyjrzałam przez okno sypialni, pozwalając oczom błądzić po ogromnym ogrodzie na tyłach domu. Mój tata posłał mi współczujący uśmiech i usiadł na łóżku. "Seraphino, wiesz, że to ostatnia rzecz, jakiej pragnę. Wszędzie mamy wrogów. Muszę mieć pewność, że jesteś bezpieczna." Prychnęłam i nadal wpatrywałam się w ogrody. Nie miałam zamiaru grać miłej, nie wtedy, gdy odbierano mi tę odrobinę wolności, którą miałam. "Nie mogę stracić również ciebie, Sero." Usłyszałam pusty głos taty, a moje serce się ścisnęło. Moje zielone oczy spotkały się z jego spojrzeniem, gdy zobaczyłam, jak bardzo w głębi duszy ma złamane serce. Straciłam matkę zaledwie rok temu, a mój ojciec stracił swoją przeznaczoną. Mój tata kreował wizerunek, który prezentował światu. Stanowczego i graniczącego z okrucieństwem Króla Alfy, który dbał o bezpieczeństwo swojego ludu. Tylko mi i mojej matce wolno było widzieć tę jego stronę – stronę zdolną do uczuć. Nie mogąc dłużej utrzymać złości, zmarszczyłam na niego brwi. "Kiedy tu będzie?" Przewróciłam oczami, gdy na twarzy taty wykwitł pełen ulgi uśmiech, i nie mogłam powstrzymać delikatnego uśmiechu, który zaigrał na moich ustach. "Jutro rano." Mój tata skinął głową, rzucając szybkie spojrzenie na swój telefon. Ostatnio rzadko miał czas; przez trwającą wojnę i zamachy miał pracy po uszy. Westchnęłam. "Bardzo dobrze. Czy on również zamieszka w moim pokoju?" Uśmiechnęłam się złośliwie. Twarz mojego taty przybrała interesujący odcień czerwieni. "Absolutnie nie." Wykrztusił. "Przeniesiesz się do jednego z połączonych pokojów, a on zajmie ten drugi." "Dobrze. Wolałabym widywać go tak rzadko, jak to tylko możliwe." Prychnęłam, opierając się o wyciągnięte ramię taty. "Po prostu zrób mi przysługę, Sero. Nie opuszczaj dzisiaj posiadłości. Możesz to zrobić jutro, ale nie bez swojego ochroniarza. Poślę później pokojówki, żeby przeniosły twoje rzeczy." Westchnęłam i skinęłam głową, zdeterminowana, by cieszyć się tymi kilkoma chwilami sam na sam z tatą. Jak zawsze, nigdy nie trwały długo. "Muszę iść, Sero." Mój tata westchnął, przeczesując palcami swoje szpakowate włosy. Przyjrzałam się uważnie jego twarzy i zdałam sobie sprawę, jak bardzo wyglądał na zmęczonego po utracie mamy. Oboje mieli mnie, gdy mieli zaledwie dwadzieścia lat. Za miesiąc skończę osiemnaście, co sprawiało, że miał dopiero trzydzieści siedem lat. Westchnęłam i mocno oplotłam go ramionami; na samą myśl o jego stracie żołądek zwinął mi się w supeł. "Po prostu uważaj na siebie, dla mnie." "Nie wybieram się nigdzie w najbliższym czasie. Nie wtedy, gdy mam ciebie, nieustannie pakującą się w kłopoty." Uśmiechnął się półgębkiem, a w jego srebrnych oczach pojawił się ten znajomy błysk. Zadrwiłam z niego: "Poradzę sobie z ochroniarzem, ale nie mam zamiaru być grzeczna!" Zawołałam, gdy wychodził z mojego pokoju. Słyszałam, jak jego głęboki śmiech cichnie w korytarzu. Zwlekłam się z łóżka i narzuciłam na siebie dżinsy oraz bluzkę odsłaniającą ramiona. Za każdym razem, gdy patrzyłam w lustro, przypominała mi się mama. Moje kruczoczarne włosy spływały po plecach w jedwabistych falach, a moje krągłości niemal odzwierciedlały jej własne. Jedyną rzeczą, jaką odziedziczyłam po ojcu, były jego bujne rzęsy i temperament. Wyciągnęłam komórkę i wysłałam moim dwóm najlepszym przyjaciółkom szybkiego SMS-a. Ruby i Chloe były moimi dwiema najbliższymi przyjaciółkami. Obie były córkami naszych sprzątaczek, ale to nigdy nie zmieniło tego, co do nich czułam. Od najmłodszych lat wychowywałam się u ich boku. Dotrzymywały mi towarzystwa przez te wszystkie lata bycia jedynaczką. Zazwyczaj to pierworodny syn przejmował stanowisko Alfy lub, w moim przypadku, Króla Alfy. Chociaż moi rodzice wciąż starali się o kolejne dziecko, po prostu nie było im to pisane. Mój tata, uparty jak zawsze, ogłosił, że po jego ustąpieniu zostanę mianowana Królową Alfą. Pierwszą Królową Alfą w historii. Spojrzałam na telefon, gdy ekran się zaświecił. Ruby wyjechała z miasta, by odwiedzić rodzinę, ale Chloe miała czekać na mnie w ogrodach. Odesłałam krótką wiadomość, wdzięczna, że głęboko wkroczyliśmy w nowoczesny świat. Wiele się zmieniło od czasów ceglanych zamków i maleńkich wiosek. Chociaż nasz dom dorównywał wielkością zamkowi, przypominał raczej wyolbrzymioną rezydencję. Wciąż mieliśmy kucharzy, pokojówki i Gwardię Królewską. Wiele miast i miasteczek otaczających nasz dom znajdowało się pod dowództwem mojego taty. Zarządzał największym Królestwem na świecie, a pewnego dnia ja miałam robić to samo. Spędziłam niezliczone lata na nauce etykiety, treningach i zgłębianiu historii. Każda lekcja była prosta, ale miałam problem z przestrzeganiem cudzych zasad. Zwalcie to na moją krew Alfy albo na fakt, że jestem uparta, ale często tworzę i przestrzegam własnych zasad. Wyskoczyłam z pokoju i ruszyłam głównym korytarzem. Zbiegając po schodach, zręcznie mijałam pokojówki i kucharzy, kierując się do ogrodu. Moimi ulubionymi miejscami w całym domu były ogród i ogromna biblioteka. Moja mama potrafiła na całe godziny zagubić się w tysiącach książek, które posiadaliśmy. Ilekroć znikała na zbyt długo, tata i ja wymykaliśmy się do biblioteki, aby ją znaleźć. Aby dostać się do ogrodów, musiałam przejść przez tętniące życiem kuchnie. Kuchnia bez problemu dorównywała rozmiarem restauracji, gotowa w mgnieniu oka wydać ucztę czy galę. Schyliłam się pod uniesionymi tacami z muffinkami i wypiekami, pozwalając, by uwodzicielsko słodki aromat wypełnił mój nos. O każdej porze dnia w kuchni panował absolutny chaos. Moja mama kazała wysyłać jedzenie do mniej zamożnych mieszkańców miasta i zawsze domagała się, by karmiono ich posiłkami tej samej jakości, co nas, członków rodziny królewskiej. Po jej śmierci tata utrzymał tę zasadę i każdego dnia dbał o to, by jedzenie trafiało do potrzebujących. Przekradłam się przez kuchnię, a kiedy zauważyłam, że nikt na mnie nie patrzy, zacisnęłam palce na ciepłej muffince z kawałkami czekolady. Właśnie miałam podnieść ciepłą babeczkę do ust, gdy usłyszałam swoje imię: "Seraphino, odłóż tę muffinkę!" Zauważyłam, że mama Chloe, Maggie, ruszyła za mną, trzymając w górze brudną szmatkę niczym broń. Posyłając jej zawstydzony uśmiech, odłożyłam babeczkę i rzuciłam się biegiem przez kuchnię. Maggie zawsze była dla mnie drugą mamą i szybko stanęła na wysokości zadania, gdy moja prawdziwa mama odeszła. Były bliskimi przyjaciółkami i jej śmierć mocno ją uderzyła. Nawet jako członkowie rodziny królewskiej, moja rodzina nigdy nie patrzyła na nikogo z góry. Wzbudzaliśmy szacunek ze względu na naszą krew Alfy, ale nigdy bez potrzeby nikogo nie krzywdziliśmy ani nie dręczyliśmy. Wiedziałam, że niektóre z innych Królestw na świecie nie były tak przyjazne. Wytruchtałam przez ogromne drzwi tarasowe i odetchnęłam świeżym powietrzem na zewnątrz. Wiosna dopiero się zaczęła, a ja cieszyłam się każdą jej chwilą. Wiosna była moją ulubioną porą roku. Kwiaty w ogrodzie zaczynały kwitnąć, a ich słodkie zapachy mieszały się w coś egzotycznego i wykwintnego. Wdychając rześki zapach róż i słodki aromat wiciokrzewu, ruszyłam piaszczystą ścieżką do dużej altany, która znajdowała się w samym centrum. Dostrzegłam kręcone włosy Chloe, która napotkała moje spojrzenie. Chloe była tą odpowiedzialną w naszej małej grupie. Ruby miała w sobie dziką stronę, podobnie jak ja. Chloe próbowała, często bezskutecznie, trzymać nas w ryzach i z dala od kłopotów. Podczas gdy ja byłam w pełni Likanem, Ruby i Chloe były ludźmi. Nasze terytorium zamieszkiwała mieszanka ludzi i Likanów, przy czym ci drudzy stanowili większość. Wielu ludzi w naszym Królestwie było w połowie Likanami, ale tylko garstka z nich potrafiła faktycznie się przemieniać. "Trochę ci zeszło." Chloe pokręciła głową, a jej czekoladowe loki podskoczyły przy tym prostym ruchu. Skóra Chloe miała odcień świeżego espresso, przez co jej miodowe oczy wyraźnie się odznaczały. Wzruszyłam ramionami i opadłam na jedno z krzeseł wewnątrz altany. "Tata musiał ze mną porozmawiać." "Coś ważnego?" Chloe uniosła na mnie brew, a jej miodowe oczy przybrały kalkulujący wyraz. Prychnęłam na nią, nienawidząc, gdy tak na mnie patrzyła. Chloe potrafiła być mistrzynią przesłuchań; jedno spekulacyjne spojrzenie jej miodowych oczu sprawiło, że każdy zacząłby mówić. Przerwało nam dwóch służących wchodzących po schodach altany, pchających przed sobą metalowy wózek pełen jedzenia i napojów. "Och, przepraszam, dałam im znać, że zjesz tu śniadanie." Chloe posłała mi uśmiech. Ciągłe usługiwanie było czymś, z czym nadal nie czułam się zbyt komfortowo. Zawsze patrzono na mnie z ostrożnością, prawie że ze strachem. Nikt nie chciał narazić się tacie; gdyby tylko mogli zobaczyć go takim, jakim widzę go ja. "Doceniam to." Uśmiechnęłam się do niej. "Zjedz ze mną!" Pchnęłam w jej stronę talerz z jajecznicą. "Bierz, na co masz ochotę." Posłała mi wdzięczny uśmiech i zaczęła jeść. Odwróciłam się do służących, którzy wtargali wózek z jedzeniem po schodach altany. "Dziękuję za śniadanie. Zostawcie wózek, dopilnuję, by wrócił na miejsce." Uśmiechnęłam się do nich dwojga. Służący nienawidzili, gdy robiłam cokolwiek sama. Wszyscy domownicy pracowali tu od wielu lat, patrząc, jak dorastam. Wiedzieli, że doceniam wszystko, co robią, ale wciąż czułam potrzebę pomagania tam, gdzie tylko mogłam. "Więc o czym rozmawiałaś z Królem Alfą?" Chloe zmarszczyła brwi, a ja dostrzegłam zmartwienie w jej złotych tęczówkach. Westchnęłam, wkładając do ust dużą truskawkę. Brakowało mi tej muffinki z kawałkami czekolady. "Przydziela mi osobistego ochroniarza." Mruknęłam. "Och, z pewnością tego nienawidzisz." Chloe zachichotała, a ja wystawiłam jej język. "Wiesz, że to ostatnia rzecz, jakiej pragnę." Wymamrotałam. Chloe znów zachichotała, a ja spojrzałam na nią zmęczonym wzrokiem. "Co powiedziałaby Ruby, gdyby tu była?" Zastanawiałam się nad tym przez chwilę. "Pewnie coś o tym, żeby kazać mu spać w jednym łóżku ze mną, wiesz, dla bezpieczeństwa." Parsknęłam śmiechem. "Albo o potencjalnej atrakcyjności twojego osobistego ochroniarza." Chloe się roześmiała, a ja do niej dołączyłam. Czując się szczęśliwa i zadowolona, podczas gdy chłodna wiosenna bryza pieściła moją skórę, chrupałam kawałek kiełbaski. "Nadałaby nowe znaczenie określeniu osobisty ochroniarz." Zachichotałam. Po skończonym śniadaniu spacerowałyśmy po ogrodzie. Chloe uwielbiała ten ogród tak samo jak ja. Obie pomachałyśmy ogrodnikom, którzy dzisiaj pracowali. Przesunęłam palcami po miękkich płatkach jaskrawego tulipana i w dół po szorstkiej łodydze kilku słoneczników. "Seraphino, mogłabyś podejść tu na chwilę? Jestem w bibliotece." Głos mojego wujka zalał mój umysł. Skinęłam głową, a po chwili przypomniałam sobie, że nie mógł tego zobaczyć. "Zaraz tam będę, wujku." "Muszę iść." Westchnęłam. "Wujek mnie woła." Chloe skinęła głową ze zrozumieniem. "Dopilnuję, żeby wózek wrócił do kuchni." "Dziękuję." Uśmiechnęłam się do niej. Dając jej szybkiego całusa w policzek, wybiegłam z ogrodu z powrotem do domu. Jako dziecko często gubiłam się, wędrując po korytarzach. W wolnym czasie eksplorowałam i rysowałam mapy budynku, wyobrażając sobie, że każdy pokój kryje w sobie jakąś niesamowitą tajemnicę. Biblioteka, ze swoimi ciemnymi dębowymi drzwiami, kryła świat pełen syren i mitycznych stworzeń. Z wiekiem moja wyobraźnia zaczęła blaknąć. Moja świadomość wzięła górę nad wyobraźnią, zaczynając dostrzegać potworności tego świata. Z łatwością pchnęłam drzwi biblioteki, a moje oczy spoczęły na wujku Lucienie. Był pochylony nad wielką i dość zakurzoną książką. "Ach, tu jesteś." Jego głowa odskoczyła w górę, a jego srebrne oczy spotkały się z moimi zielonymi. Wszyscy ze strony mojego ojca mieli srebrne oczy. Jak tak często mi przypominano, byłam wykapana matka. Posłałam mu złośliwy uśmieszek. "Wzywałeś?" Lucien jest dużo młodszym bratem mojego taty. Dzieli ich dziesięć lat, co sprawia, że wujek Lucien ma zaledwie dwadzieścia osiem lat. Wyglądał niemal identycznie jak mój tata w młodości, gdy dręczyło go znacznie mniej stresu. Brązowe, kręcone włosy Luciena były krótko przycięte, oprawione gęstymi brwiami i długimi rzęsami. Każdy mężczyzna w rodzinie mojego taty był zbudowany jak olbrzym. To było typowe dla Likanów, że są muskularni, ale tata i wujek Lucien byli gigantyczni. "Słyszałem o planach twojego ojca wobec ciebie." Wujek Lucien posłał mi współczujący uśmiech. Wydawało się, że zawsze rozumie moje odczucia, nawet jeśli przez większość czasu zgadzał się z tatą. Przewróciłam oczami. "Chyba cały ten trening poszedł na marne." Wujek Lucien miał na twarzy delikatny uśmiech. "Cały ten trening okaże się przydatny, jeśli komuś uda się prześlizgnąć obok twojego ochroniarza. Nigdy nie powinnaś pragnąć, by musieć go wykorzystać, Seraphino." Westchnęłam; surowy wyraz jego twarzy przypominał minę taty. "Wiem, wiem. Po prostu nienawidzę, gdy ktoś za mną chodzi, bez względu na to, dokąd idę." Mruknęłam, siadając na jednej z miękkich kanap rozrzuconych po bibliotece. Wujek Lucien uśmiechnął się. "Jesteś dziedziczką całego Królestwa, Seraphino, i jesteś jego córką. Nie możesz go winić za to, że podejmuje wszelkie środki ostrożności." "Masz rację, nie mogę. Ale to nie znaczy, że się z tego cieszę." Uniosłam na niego brew. Zaśmiał się cicho. "Niczego innego bym się nie spodziewał. Jesteś zbyt podobna do matki." Pokręcił głową, jakby przypominał sobie jakieś miłe wspomnienie. Moje serce ściskało się za każdym razem, gdy ktoś wspominał, jak bardzo byłam podobna do mamy. Była jedną z moich najlepszych przyjaciółek. "Czy ojciec ci powiedział, kto będzie cię chronił?" Pytanie wujka Luciena zaskoczyło mnie. Zmarszczyłam brwi. "Nie? Nic nie mówił. Po prostu założyłam, że to będzie jakiś wojownik." Wzruszyłam ramionami. "Znając twojego ojca, nie wybierze byle jakiego wojownika." Wujek Lucien wzruszył ramionami, ale wydawało się to wymuszone. Odepchnęłam od siebie podejrzliwe myśli, przypisując je irytacji. "Tata zorganizowałby mi osobistą armię, gdyby tylko mógł." Przewróciłam oczami. "Co do tego masz rację." Wujek Lucien zachichotał. Po wyjściu z biblioteki próbowałam wyśledzić Chloe. Powstrzymałam jęk, gdy Maggie powiedziała mi, że wyszła do pracy. Chloe pracowała w lokalnej kawiarni w mieście i często przynosiła mi mrożoną mokkę lub inne słodycze. Z każdą mijającą godziną pobyt w domu stawał się coraz nudniejszy. Chciałam jak najlepiej wykorzystać ten dzień, wiedząc, że jutro będzie za mną wszędzie podążał agresywny cień. Około osiemnastej jedna z pokojówek zaprowadziła mnie do mojej nowej sypialni. Piorunowałam wzrokiem duże drzwi na przeciwległej ścianie, wiedząc, że mój ochroniarz będzie zaledwie kilka stóp dalej. Mój nowy apartament zapewniał trochę dodatkowej przestrzeni, dając mi iluzję prywatności. Opadłam na łóżko i słuchałam muzyki, a kiedy to ostatecznie stało się nudne, powlokłam się do łazienki. Z biegiem lat dom przeszedł gruntowny remont, a moją ulubioną jego częścią były łazienki. Każda łazienka posiadała kabinę prysznicową typu walk-in i wannę na tyle dużą, by mogła służyć za basen. Odkręciłam gorącą wodę i patrzyłam, jak wanna zaczyna się napełniać. Wyciągnęłam waniliowy płyn do kąpieli i stłumiłam uśmiech, wlewając całą butelkę. Relaksowałam się w kąpieli, dopóki gorąca woda nie ostygła, a moje palce nie zaczęły przypominać suszonych śliwek. Czując się znacznie spokojniejsza na myśl o jutrzejszym dniu, zwinęłam się w kłębek w ciepłym łóżku i zapadłam w sen. *Od Autorki* Chciałabym tylko wyjaśnić, że w tej powieści przeznaczeni odkrywają się nawzajem w wieku 18 lat lub starszym. Rozpoznają się też przez dotyk, a nie po zapachu. Ponadto, jeśli podobają wam się te pierwsze rozdziały, pamiętajcie o oddaniu głosu i zostawieniu komentarza!

Odkryj więcej niesamowitych treści