Obudziłam się tego ranka, czując się najlepiej od dłuższego czasu. Koszmary mnie tej nocy nie dręczyły i byłam zszokowana, gdy okazało się, że pospałam aż do 11:00.
Siadając na łóżku, przeciągnęłam się i zatarłam zaspane oczy. Zsunęłam się z krawędzi łóżka i omal nie krzyknęłam, gdy mój wzrok spotkał się z oczami Romana.
Siedział na kanapie; opierał łokieć na podłokietniku, wpatrując się we mnie. Od jak dawna tu był i czy naprawdę patrzył, jak śpię?
Kompletnie zapomniałam o tym, że mam na sobie jedynie cienką koszulkę na ramiączkach i parę koronkowych majtek, ale nie czułam się skrępowana. Z pewnością powinnam, przecież to był mężczyzna, podczas gdy ja wciąż czułam się jak dziewczynka.
"Taki chętny, żeby rzucić okiem jeszcze raz?" Uśmiechnęłam się złośliwie, krzyżując ramiona na piersi. Na jego widok w brzuchu zaczęły latać mi motyle.
Znów miał na sobie formalną koszulę z długim rękawem, czarne materiałowe spodnie, skórzane rękawiczki oraz czarną maskę zakrywającą dolną połowę twarzy. Czułam, że ta głupia maska coraz bardziej mnie irytuje, a moja ciekawość groziła, że wkrótce całkowicie mnie pożre.
Przewrócił ciemnymi oczami, wywołując we mnie dreszcz podniecenia, po czym popukał się w zegarek, który nosił na nadgarstku.
"Prędzej czy później i tak zdejmiemy mu tę maskę." Nyx uśmiechnęła się złośliwie. Miała swój własny pomysł na to, co zrobimy, kiedy zyskamy dostęp do dolnej połowy jego twarzy, a w szczególności do jego warg.
Odmruknęłam jej: "Wcale nie chcę, żeby ją zdjął po to, żebym mogła go pocałować." Ale nawet ja słyszałam fałsz we własnych słowach.
Oparłam dłonie na biodrach, patrząc na niego: "Nigdy wcześniej nie pospałeś sobie dłużej?"
Potrząsnął głową, kręcąc nią na "nie", a ja patrzyłam, jak jego potargane, czekoladowe włosy przesuwają się przy tym ruchu.
Prychnęłam na niego, po czym podeszłam do komody, wyciągając bluzkę i jeansowe szorty. Zerknęłam krótko na roztrzaskane drzwi od łazienki i uśmiechnęłam się pod nosem.
Nie dając mu szansy na pospieszną ucieczkę, odwróciłam się do niego plecami i ściągnęłam podkoszulkę przez głowę.
Ukłucie gorąca musnęło moją skórę, gdy poczułam na sobie jego wzrok; na moich nagich plecach od razu pojawiła się gęsia skórka. Moje usta wygięły się w zadziorny uśmiech na samą myśl o tym, że jego oczy mogły błądzić po moim ciele, gdy nie patrzyłam.
Wsunęłam dopasowany do majtek, czarny biustonosz i odwróciłam się przodem do niego. Jego oczy znów spoczywały na moich.
"Wiesz, potrafię wyczuć na sobie twój wzrok." Uśmiechnęłam się w stronę jego wspaniałej twarzy. Choć nienawidziłam maski, którą nosił, dodawała mu jedynie jeszcze większego, boskiego seksapilu.
Dziwne, mrowiące uczucie przebiegło w dół mojego ciała i uwiło sobie gniazdko między moimi nogami, gdy patrzyłam, jak przewraca oczami i odwraca wzrok.
Wzruszyłam ramionami: "Wyważyłeś drzwi do mojej łazienki, a ja musiałam się przebrać. Poza tym i tak już to wcześniej widziałeś." Uśmiechnęłam się filuternie.
Z odwagą, o posiadanie której bym siebie nie podejrzewała, powolnym krokiem podeszłam do niego. Miałam na sobie tylko stanik i majtki, ale było mi niesamowicie wręcz ciepło.
"Musisz traktować swoją pracę niezwykle poważnie." – dumałam, pozwalając, by moje spojrzenie prześlizgnęło się po długości jego ciała. "To nie brzmi, jakby sprawiało ci to dużo frajdy, Roman." Wydęłam usta, kusząco wysuwając dolną wargę.
Roman wydał z siebie sapnięcie, odwracając głowę i odrywając ode mnie wzrok. Ruch ten wyglądał na wymuszony, co tylko dodało mi pewności siebie.
Niezależnie od tego, czy zechciałby to przyznać, czy nie, z pewnością czuł się kuszony. Zastanawiałam się, nad iloma młodymi kobietami kazano mu już czuwać i ile z nich również próbowało go wodzić na pokuszenie. Ta myśl zostawiła w moich ustach gorzki posmak.
"Może to się zmieni" – pozwoliłam, by te słowa powoli stoczyły się z moich ust, po czym odwróciłam się, by włożyć ubranie.
Wciągnęłam na siebie rzeczy dokładnie w chwili cichego pukania do drzwi.
"Proszę!" – zawołałam, poirytowana tym przerwaniem.
Chloe wsadziła głowę do mojego pokoju z zaskoczeniem na twarzy. Jej oczy przeniosły się z Romana na roztrzaskane drzwi do łazienki, a na koniec wróciły na mnie. Byłam pewna, że moja twarz spłonęła rumieńcem, ale wiedziałam też, że Chloe nie wyciągała pochopnych wniosków.
"Dziewczyno, czekam na ciebie całą wieczność" – Chloe sapnęła i skrzyżowała ramiona.
Posłałam jej winny uśmiech: "Przepraszam, zaspałam."
"Wiesz, że Ruby dostanie szału. Czeka na ciebie w altanie." Chloe pokręciła głową z dezaprobatą.
Moja buzia otworzyła się ze zdziwienia; kompletnie zapomniałam, że Ruby wraca dzisiaj do domu.
"Kurde, chodźmy!" Westchnęłam, a mój wzrok powędrował do Romana tylko po to, by skrzyżować się z jego. Czy ten facet spędzał całe dnie po prostu gapiąc się na mnie?
Wyszłam za Chloe z sypialni. Nie musiałam oglądać się za siebie, by wiedzieć, że Roman podąża moim śladem. To było tak, jakbym miała dziwną świadomość jego obecności.
Choć bardzo tego chciałam, nie zaryzykowałam kradzieży kolejnej babeczki Maggie. Ruby i tak już zrobi aferę o to, że zaspałam.
Truchtając podbiegłyśmy do altany akurat wtedy, gdy Ruby wstawała z jednego z krzeseł.
"Och, widzę. Wyjechałam tylko na kilka dni, a wy już o mnie zapomniałyście." Ruby przewróciła swoimi niebieskimi oczami i przerzuciła piaskowe blond włosy za ramię.
Posłałam jej uspokajający uśmiech, dobrze wiedząc, jak dramatyczna potrafi być Ruby. "Żartujesz sobie? Nigdy nie mogłabym o tobie zapomnieć. Nawet gdybym spróbowała, nie pozwoliłabyś mi na to." Przekomarzałam się z nią, po czym zauważyłam, jak rysy jej twarzy lekko łagodnieją.
Ruby była jedną z tych dziewczyn, które po prostu nigdy nie potrafiły znacząco przybrać na wadze. Była ode mnie odrobinę wyższa, ale dużo bardziej smukła. Ja wciąż miałam te swoje pełniejsze kształty, które za nic w świecie nie chciały zniknąć. Żadne treningi ani ćwiczenia nie przynosiły zauważalnych efektów.
Dołączyłam do Ruby i Chloe przy stole w altanie, a mój żołądek zabulgotał na widok zbliżającego się wózka z jedzeniem.
Ruby nawet nie zapytała i chwyciła kilka z kanapek; nie to żebym miała coś przeciwko. Zawsze jadłam z nimi dwiema śniadania, a czasem i obiady. Chloe uśmiechnęła się do mnie delikatnie, a ja kiwnęłam głową. Nie byłam pewna, dlaczego w ogóle wciąż mnie o to pytała, skoro nigdy nie stanowiło to dla mnie problemu.
"No więc, w życiu nie uwierzycie, co się stało, jak mnie nie było." – szczebiotała Ruby, a ja odchyliłam się na oparciu z cierpliwym uśmiechem. Przyzwyczajenie się do Ruby zawsze wymagało czasu, ale miałam z nią do czynienia przez całe dzieciństwo.
"Co ta–" – zaczęłam ją pytać, ale mi przerwała. Czekałam, aż w końcu to zauważy.
"No i zaczyna się" – powiedziała cicho Chloe, podczas gdy przez jej ciało przepływały wibracje śmiechu.
Usta Ruby rozchyliły się odrobinę, gdy jej wzrok zaczął błądzić po Romanie: "Kto to jest?" Uniosła na mnie brew, a na jej twarzy wykwitł przebiegły, złośliwy uśmieszek.
"Ee, on jest–" I znowu, Ruby mi przerwała.
Jej chytry uśmiech się poszerzył: "Znalazłaś sobie chłopaka, kiedy mnie nie było? Rany boskie, Serafina! Jest potężny." Ruby ściszyła głos, szepcząc do mnie i całkowicie zapominając, że Likani mają wyczulony słuch.
"Ruby." Posłałam jej ostre spojrzenie, a ona uniosła ręce w geście obronnym.
"Daj jej dojść do słowa, Ruby." Chloe pokręciła głową.
Jej cwany uśmieszek nie zniknął. "Co? Jest."
"Ruby, on nie jest moim chłopakiem. To mój ochroniarz i ma na imię Roman." Przewróciłam oczami, ale nie potrafiłam powstrzymać się przed zerknięciem na Romana. Wydawało się, że jego oczy zawsze są przyklejone do mojej osoby i mogłabym przysiąc, że na dźwięk moich słów w ich głębi coś zapłonęło.
Usta Ruby otworzyły się, wydając słyszalne kliknięcie: "Nie jest twoim chłopakiem?"
"Nie." Zachichotałam, wiedząc doskonale, w jakim kierunku podąży ta rozmowa.
"Roman, taak?" – mruknęła Ruby z zamyśleniem, a jej oczy wędrowały po jego ciele. Ugryzłam się w język, żeby powstrzymać poirytowane warknięcie, zastanawiając się, co się dzisiaj ze mną u licha dzieje.
Dłubałam przy owocach na moim talerzu, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z Chloe.
"Więc, jesteś singlem?" Ruby spojrzała z ukosa na Romana, lecz jego wzrok pozostawał niezmiennie utkwiony we mnie.
Zdusiłam w sobie dziwne poczucie zaborczości wobec niego i wzruszyłam ramionami: "Nie mam pojęcia."
"A to go nie zapytałaś?" Odezwała się cicho Ruby, a jej oczy wciąż spoczywały na Romanie.
Przewróciłam oczami na jej nieporadną próbę szeptania: "Niewiele mówi, a tak w ogóle po co mi ta wiedza?" Skrzywiłam się; ta dziwna zaborczość wyszła znikąd. Nawet jeśli to nie była moja sprawa, chciałam wiedzieć. Czy Roman z kimś się spotykał?
"Hej, Roman?" – zachichotała Ruby, a ja wbijałam mordercze spojrzenie w moje owoce, podczas gdy jego oczy przeniosły się na nią przez ułamek sekundy.
Westchnęłam, pozwalając, by mój wzrok znów powędrował ku jego twarzy. Jego gęsta brew drgnęła na dźwięk głosu Ruby, a ja poczułam lekką zazdrość. Ruby zawsze taka była, i nigdy nie brałam tego do siebie, ale coś w Romanie sprawiło, że czułam się inaczej.
"Masz dziewczynę?" Zachichotała, pochylając się do przodu na krześle, gdy tak w niego wpatrywała.
Zdusiłam w sobie chęć puszczenia pełnego dumy uśmieszku, który starał się wyrzeźbić na mojej twarzy, gdy oczy Romana natychmiast wróciły do moich.
"Nie." Gdy to powiedział, jego obsydianowe oczy skrzyżowały się z moimi. Jego szorstki głos posłał wzdłuż mojego ciała dreszcz; coś, co na pewno zauważył.
Głos Ruby przebił się przez ciszę, ale jego wzrok wciąż był skupiony na mnie. "Och, jaka szkoda." Jej ton sugerował co innego.
"Czym się zajmowałeś przed tym, Roman?" Wypowiedziała jego imię, niemalże mrucząc, a ja znów przewróciłam oczami. Zepchnęłam dziwną zazdrość gdzieś głęboko. W końcu Roman był tylko moim ochroniarzem. To, że sprawiało mi radość droczenie się z nim, nie oznaczało jeszcze, że mam do niego jakiekolwiek prawo.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu, gdy Roman ją zignorował. "Mówiłam ci. On w zasadzie w ogóle nie mówi." Wzruszyłam ramionami, wrzucając do ust winogrono.
"Może ja będę potrafiła to zmienić" – zaśmiała się Ruby, znów zerkając na Romana.
Wzruszyłam ramionami: "Hej, jeśli ci się uda, zdradź mi swój sekret."
"Co chciałaś powiedzieć, zanim rozproszył cię ochroniarz Serafiny?" Chloe uśmiechnęła się złośliwie na widok speszonego wyrazu twarzy Ruby.
Ruby przez chwilę parskała w poszukiwaniu słów: "Cóż, tylko to, że wpadłam na mojego byłego i naprawdę nam się super rozmawiało. Może nawet się pocałowaliśmy." Zachichotała, chociaż jej wzrok wciąż wędrował z powrotem na Romana.
"Ale myślę, że dla obojga nas lepiej będzie zostać przyjaciółmi." Dodała Ruby, a dobrze wymierzone spojrzenie skierowane na Romana dało mi wszystkie informacje, których potrzebowałam.
Chloe parsknęła cicho śmiechem, z pewnością zauważając to samo.
"Cóż, będę musiała już iść. Mam dziś długą zmianę." Chloe westchnęła. Uściskałyśmy ją obie na pożegnanie i kontynuowałyśmy pogaduchy.
Ruby pochyliła się do przodu na krześle: "Więc tak, jutro wieczorem jest taka impreza i chciałabym, żebyś przyszła." Prawie podskakiwała na miejscu z ekscytacji.
Zmarszczyłam brwi: "Nie jestem pewna, czy tata się zgodzi."
"Och, to tylko małe przyjęcie, nic wielkiego. Przecież nie ma nic przeciwko, żebyś piła alkohol, więc nie powinien też robić problemów o małą imprezę." Wzruszyła ramionami, odrzucając włosy na plecy.
Przewróciłam oczami: "Nie ma nic przeciwko temu, bym piła, bo jestem Likanem. Wiesz, że trzeba bardzo dużo, by Likan się upił."
Wzruszyła ramionami: "Po prostu go zapytaj. Powiedz mu, że to małe spotkanie i że Roman tam będzie." Dodała z delikatnym chichotem.
"W porządku, zapytam go." Uśmiechnęłam się zadowolona.
"Serafina, czy mogłabyś przyjść do mojego gabinetu?" Głos wujka zabrzmiał w mojej głowie.
"Jasne, będę za kilka minut." Odpowiedziałam mu i zakończyłam połączenie myślowe.
"Muszę iść, Ruby. Mój wujek mnie wzywa." Westchnęłam.
Ruby roześmiała się: "Uwielbiam tę waszą wilczą więź myślową. To tak jakby mieć komórkę w głowie."
Zaśmiałam się: "Ta, komórkę, której nie można ani zignorować, ani wyłączyć."
"Nie zapomnij do mnie napisać, jak już zapytasz tatę!" Ruby poklepała mnie po ramieniu, gdy wstałam z krzesła.
Uśmiechnęłam się do niej z dołu: "Nie zapomnę. Postaram się potem do ciebie złapać!"
Wiadomość myślowa od wuja przypomniała mi to, co stało się wczoraj przy kolacji. Byłam pewna, że mój ojciec i wujek coś przede mną ukrywają. Znałam ogólny zarys sytuacji. Byliśmy właśnie na krawędzi wojny z innym Królestwem. Nie byłam pewna jakim, jako że jeszcze nie poznałam żadnego z pozostałych władców.
Tata zawsze starał się oszczędzić mi krwawych szczegółów tego, co działo się na świecie, mimo moich błagań. Jeżeli kiedyś miałam zająć jego miejsce, musiałam znać pełen zakres wszystkiego. Wujek wydawał się bardziej skłonny dawać mi skrawki prawdy, więc postanowiłam zacząć od niego.
Teraz zobaczmy, co uda mi się wyciągnąć od mojego wuja.
















