Zabójczy partner: Sekret ochroniarza

Zabójczy partner: Sekret ochroniarza

Autor: Aurora Sánchez

Rozdział 1
Autor: Aurora Sánchez
25 maj 2026
Obudziłam się wcześnie rano. Słońce jeszcze nie wzeszło do końca, ale nie potrafiłam zmusić się do powrotu do snu. Mój sen nękały koszmary, zawsze krążące wokół mojej Mamy. Przerażenie w jej oczach, gdy jeden z wyrzutków groził, że rzuci się na mnie. Krzyk, który wydarł się z jej gardła, gdy przemieniła się i ocaliła mi życie. I wreszcie światło, które ugasło w jej oczach, gdy wyrzutek rozerwał jej gardło, a jej czarne futro lśniło od świeżej krwi. Mój Tata nie widział momentu, w którym z jej płuc uszedł ostatni oddech. Odpierał atak trzech wyrzutków naraz, walcząc o to, byśmy wszyscy byli bezpieczni. Patrzyłam, jak światło uchodzi z jej oczu, i byłam niemal pewna, że poczułam moment, w którym jej dusza ostatecznie opuściła ciało w towarzystwie jej wilczycy, jej najbliższej towarzyszki. Ta strata wypaliła we mnie dziurę; ból był nieustannym przypomnieniem o jej odejściu. Zginęła, próbując mnie ratować. Zwlekłam się z pluszowego łóżka, wsunęłam na siebie szlafrok i ruszyłam do łazienki. Chłód powietrza przenikał przez miękki szlafrok, wywołując na mojej skórze gęsią skórkę. Włączyłam prysznic i zsunęłam z siebie piżamę. Pozwoliłam, by gorąca woda spływała po moim ciele, zmywając wspomnienia przeszłości. Pośpiesznie narzuciłam na siebie dżinsowe szorty i czarny top na ramiączkach. Nie zawracałam sobie głowy wkładaniem butów; o tej porze obudzona mogła być tylko służba. Wciągnęłam na stopy parę czarnych skarpetek, by zwalczyć chłód zimnej podłogi, po czym opadłam na kanapę i wyciągnęłam książkę. Zatraciłam się w słowach powieści, podnosząc wzrok dopiero wtedy, gdy o moje drzwi zabębniło ciche pukanie. Otworzyłam je i spojrzałam w miodowe oczy Maggie. Chloe była tak bardzo podobna do swojej mamy – ze swoją skórą w odcieniu espresso, kręconymi włosami i jasnymi oczami. "Chciałam ci tylko przynieść śniadanie, kochanie." Maggie obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem, wciągając wózek ze śniadaniem do mojej sypialni. Odwzajemniłam uśmiech i opadłam na kanapę. "Skąd wiedziałaś, że nie śpię?" Jak na człowieka, Maggie i Chloe miały instynkt i intuicję Likana. Obie zdawały się wiedzieć znacznie więcej, niż powinny. "Miałam przeczucie." Maggie wzruszyła ramionami, podając mi szklankę soku pomarańczowego. "Ja też nie spałam zbyt dobrze. Zbyt wiele złych snów krążyło mi po głowie." Skinęłam raz głową, biorąc duży łyk świeżego soku. "U mnie to samo, ale mój koszmar jest zawsze jeden i ten sam." Westchnęłam. Maggie zmarszczyła brwi i usiadła obok mnie na kanapie; jej zapach był dziwnie uspokajający. Ludzki nos nie byłby w stanie tego wyczuć, ale Maggie pachniała jak świeżo palona kawa i kruche wypieki z nutą delikatnych perfum. Przypominał mi o domu i o mojej Mamie. "Nie możesz winić się za to w nieskończoność, kochanie. To nie była twoja wina." Maggie pokręciła do mnie głową. Z chytrym uśmiechem podała mi ciepłą muffinkę z kawałkami czekolady, a ja, biorąc kęs, nie mogłam powstrzymać śmiechu. "To nie twoja wina, Seraphino. Rodzice są od tego, by poświęcać się dla swoich dzieci." Pokręciła głową Nyx, również odczuwając stratę mojej matki. Nyx przyjaźniła się z wilczycą mojej Mamy, ale wilki radzą sobie ze śmiercią inaczej niż ludzie. Delektując się niesamowitą babeczką, odwróciłam się do niej. "To trudne. Wciąż myślę, że gdybym tylko potrafiła walczyć, ona by żyła." Wzruszyłam ramionami, walcząc z poczuciem winy, które było we mnie zakorzenione od tak dawna. "Rodzice mają chronić swoje dzieci, Seraphino. Twoja mama wykonała swoje zadanie, i to dobrze. Rodzice nie powinni przeżyć swoich dzieci, kochanie." Maggie mówiła głosem pełnym przekonania, a w jej słowach słyszałam miłość, jaką darzyła własne dziecko. Uśmiechnęłam się do niej, doceniając tę matczyną figurę, którą miałam w swoim życiu. "Dziękuję ci za to, Maggie. Ty i Chloe zawsze zdajecie się wiedzieć, o czym myślę." Zachichotałam. "Obie znamy cię od tak dawna, czy naprawdę możesz nas za to winić?" Maggie roześmiała się, podsuwając mi talerz z owocami. Zachichotałam: "Tak, ale znam Ruby równie długo, co ciebie i Chloe. A Ruby w ogóle nie potrafi czytać mi w myślach." "Ta dziewczyna ma głowę wsadzoną tak głęboko we własny tyłek, że to cud, iż w ogóle cokolwiek słyszy." Maggie zmarszczyła brwi, kręcąc głową, jakby Ruby była z nami w pokoju. Nie mogłam powstrzymać wybuchu śmiechu, który wyrwał się z moich płuc. Maggie wstała, by wyjść. "A teraz bądź grzeczna dla taty. Wiem, że nie podoba ci się ten nonsens z ochroniarzem, ale on po prostu dba o ciebie." Pogroziła mi palcem, ale na jej ustach igrał uśmiech. "Będę dla niego grzeczna." Uśmiechnęłam się złośliwie, wiedząc, że i tak będę sprawiać kłopoty i psocić, gdzie tylko się da. Maggie wyciągnęła wózek z pokoju i rzuciła mi porozumiewawcze spojrzenie. "Ale wciąż będziesz dręczyć resztę z nas. Mała buntowniczka." I po tych słowach wyszła. Przez kilka chwil chichotałam pod nosem, zastanawiając się, czy Chloe i Maggie nie są potajemnie Likanami. Żałując, że nie mam kolejnej muffinki z czekoladą, opadłam z powrotem na kanapę i kontynuowałam lekturę. Czytanie miało w sobie coś pocieszającego. Ucieczka do innego świata na zaledwie kilka minut potrafiła naprawdę dodać nieco perspektywy we własnym życiu. Kiedy w końcu podniosłam wzrok, na niebie jasno świeciło słońce, co wskazywało, że czytałam już od ponad godziny. Do drzwi mojej sypialni rozległo się mocniejsze pukanie, ale lenistwo sprawiło, że nie ruszyłam się z miejsca. "Proszę." Zawołałam, nie odrywając wzroku od książki. Usłyszałam, jak drzwi mojej sypialni otwierają się z rozmachem i do środka wchodzą dwie pary ciężkich stóp. Od razu wyczułam zapach taty; świeża ziemia i tytoń wypełniły mój nos. Moje oczy oderwały się od książki, gdy przeniknął mnie zapach, którego nie potrafiłam zidentyfikować. Pachniał obłędnie, męsko i surowo, ale miał w sobie złożone nuty mięty i jabłek. Był to jeden z najdziwniejszych, a zarazem najbardziej intrygujących zapachów, z jakimi się spotkałam. Spojrzałam w srebrne oczy mojego Taty i zauważyłam, że ma na sobie maskę Króla Alfy. Emanował aurą pewności siebie i autorytetu. Jeśli mężczyzna stojący obok niego to zauważył, nie dał po sobie tego poznać. Nieznajomy stojący obok Taty miał wokół siebie własną aurę mocy, ale nie była ona w niczym podobna do aury mojego Taty. Z obcego emanowała dominacja i dzikość. Przypomniałam sobie, co Tata mówił o moim osobistym ochroniarzu i o tym, że przybywa dzisiaj. Zacisnęłam szczękę, by powstrzymać ją przed opadnięciem na podłogę na widok tego obcego. Miał taką samą potężną budowę jak mój Tata, tylko że ten mężczyzna miał długą bliznę biegnącą od szyi aż pod linię koszuli. Wzdłuż jego ramion ciągnęły się tatuaże, a jego ciemne oczy analizowały mnie, jakbym była celem. Utrzymałam na twarzy wyraz obojętności, gdy moje oczy błądziły po tym boskim nieznajomym. Dolną połowę jego twarzy zakrywała czarna maska i nie mogłam nic poradzić na ciekawość, która obudziła się we mnie z rykiem. Gęste czekoladowe włosy spoczywały w nieładzie na jego głowie. Góra była długa i rozczochrana, podczas gdy boki i tył zostały krótko wygolone. Ciemne brwi i długie rzęsy oprawiały jego obsydianowe oczy. Przeniosłam wzrok z maski zasłaniającej dolną część twarzy na czarne rękawiczki, które skrywały jego dłonie. "Możesz sobie udawać, ile chcesz, ale on jest po prostu boski." Zamruczała Nyx, przyglądając się stojącemu przed nią mężczyźnie. Przewróciłam na nią oczami. "Niczego nie udaję. Jasne, jest boski, ale czy nie czujesz, jak bardzo jest zabójczy?" "Och, czuję to, ale to on będzie nas chronił." Nyx znów zamruczała, wyraźnie pociągana przez tego przypominającego bóstwo mężczyznę. Obsydianowe oczy nieznajomego spotkały się z moimi i nie potrafiłam w nich niczego wyczytać. Po prostu wpatrywały się we mnie, pozbawione emocji. Tata odchrząknął, a moje oczy powędrowały ku niemu. Zmrużyłam na nich oczy, czując jeszcze większą niechęć przed zaakceptowaniem tego mężczyzny jako mojego ochroniarza. Można było wyczuć, jak zabójczy był ten człowiek, po prostu stojąc z nim w jednym pomieszczeniu. "To twój ochroniarz. Będzie cię wszędzie eskortował i zatrzyma się w przyległym pokoju." Tata wskazał na drzwi na przeciwległej ścianie mojego apartamentu. Powstrzymałam ochotę, by przewrócić oczami, wiedząc, że nie spodoba mu się, jeśli okażę mu brak szacunku w czyjejś obecności. Skinęłam krótko głową i przeniosłam wzrok na nieznajomego, który miał pełnić funkcję mojego ochroniarza. "Jak masz na imię?" Nieznajomy po prostu się we mnie wpatrywał, potęgując mój dyskomfort i irytację. "Niewiele mówi." Zauważył mój tata z szybkim spojrzeniem w jego stronę. "Ma na imię Roman." Gdy tata zarejestrował sprzeciw w moich oczach, pośpiesznie się wycofał. "Mam sprawy do załatwienia. Maggie prosiła, bym ci przekazał, że Chloe czeka na ciebie w ogrodzie, a Ruby wraca jutro." I tym sposobem zostałam zupełnie sama z moim przerażająco przystojnym ochroniarzem. Przestąpiłam z nogi na nogę, czując się dziwnie pod jego obsydianowym spojrzeniem. "Eee, idę się przebrać." Nic, absolutnie żadnej reakcji, ani żadnego znaku, że mnie usłyszał. Po prostu wpatrywał się we mnie swoim niewzruszonym wzrokiem. Wypuściłam z siebie głośne prychnięcie i uszczypnęłam się w nasadę nosa. Podchodząc do komody, chwyciłam sięgającą ud kwiecistą sukienkę i pomaszerowałam do łazienki. Mamrotałam cicho pod nosem, obiecując sobie, że przyłożę mu, jeśli w ogóle spróbuje pójść za mną do łazienki. Ku mojemu niezadowoleniu, po prostu pozostał tam, gdzie stał. Jego oczy śledziły mnie, gdy się do niego zbliżałam. Wsunęłam na stopy parę białych trampek, przez cały czas nie spuszczając wzroku z jego oczu. "Więc nie potrafisz mówić?" Złapałam się na tym, że pytam go, pragnąc usłyszeć chociaż próbkę jego głosu. Moje oczy się rozszerzyły. "Nie." To było jedyne słowo, jakie wydostało się z jego zakrytych ust. Jego głos był głęboki i szorstki, i skłamałabym, mówiąc, że mi się nie spodobał. "Jesteś wojownikiem?" Mruknęłam, mrużąc oczy w poszukiwaniu jakichkolwiek emocji ukrytych w jego obsydianowym spojrzeniu. "Nie." Słowo to było krótkie i ostre, gdy padło z jego zamaskowanych ust. Zmrużyłam oczy na Romana. "Tylko tyle potrafisz powiedzieć? Nie?" "Nie." Odpowiedział Roman swoim głębokim, monotonnym głosem. Piorunowałam go wzrokiem w jego ciemne oczy i powstrzymałam ochotę, by uderzyć się w czoło. Moja irytacja i rozdrażnienie sprawiły, że poczułam się niepotrzebnie zuchwała. Roman został wynajęty, by być moim osobistym ochroniarzem, nie skrzywdziłby mnie. Prawda? Podeszłam do niego, walcząc z węzłem nerwów, który osiadł w moim żołądku. Przez cały ten czas jego obsydianowe oczy utkwione były w mojej twarzy. Pozbawione emocji, obserwowały mnie, gdy do niego podchodziłam. Ciekawość, która zrodziła się, gdy spotkałam go po raz pierwszy, teraz buzowała we mnie i postanowiłam działać. Stojąc zaledwie stopę od niego, jego dziwny, a zarazem odurzający zapach był znacznie silniejszy, podobnie jak jego dominująca i dzika aura. Moje palce drgnęły, a ja nie mogłam zatrzymać ręki, gdy sięgnęłam w kierunku cienkiego, czarnego materiału ukrywającego dolną część jego twarzy. Po co mu w ogóle było potrzebne coś takiego? Przez krótką chwilę myślałam, że pozwoli mi zdjąć maskę. Jego obsydianowe oczy pozostały obojętne i nie ukazywały żadnych emocji, gdy moje palce zbliżały się do jego twarzy. W ruchu szybszym niż jakikolwiek Likan, jakiego spotkałam, jego dłoń w rękawiczce zacisnęła się na moim nadgarstku. Trzymał go w swojej dłoni tak, jakby był muchą, która odważyła się podlecieć zbyt blisko. Jego uścisk był wystarczająco mocny, by uniemożliwić mi ucieczkę, ale na tyle delikatny, by mnie nie zranić. "Nie." To samo irytujące słowo opuściło jego wargi po raz czwarty. W jego głosie kryła się jednak odrobina czegoś, czego nie potrafiłam dokładnie określić. Sposób, w jaki powiedział "Nie", różnił się od poprzednich. Niezależnie od tego, poczułam się jak dziecko skarcone za dotykanie czegoś, czego nie powinno. Jego wzrok pozostał utkwiony w moim przez kilka kolejnych sekund, wystarczająco długo, bym zauważyła nerwy i motyle rojące się w moim żołądku, zderzające się ze sobą i zlewające w jeden wielki bałagan. W końcu puścił mój nadgarstek, a ja pozwoliłam, by bezwładnie opadł wzdłuż mojego boku. Zagryzłam wargę i odwróciłam się od niego. Idąc korytarzem, z łatwością czułam za sobą jego obecność. Wystarczająco blisko, by mnie chronić, i wystarczająco daleko, by powstrzymać mnie przed próbą ponownego go dotknięcia. Im więcej o tym myślałam, tym jaśniejsza stawała się moja szalona decyzja. Nie będę grzeczna, niczego w sobie nie zmienię. Ale ciekawość, która się we mnie obudziła, rosła w zastraszającym tempie. Nie wiedziałam kiedy i jak, ale miałam zamiar zobaczyć jego twarz. A jeśli dopisze mi szczęście, uda mi się namówić go na przeprowadzenie ze mną prawdziwej rozmowy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 55

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

55 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 1 – Zabójczy partner: Sekret ochroniarza | Czytaj powieści online na beletrystyka