Resztę dnia spędziłam na wylegiwaniu się, potwornie znudzona. Dałam Romanowi spokój z droczeniem się, z pełnym zamiarem wznowienia tego, gdy tylko ubiorę się na imprezę.
Nie ubierałam się, by zaimponować komukolwiek innemu, tylko Romanowi. Chciałam sprawdzić, czy zdoła zachować swoje pozbawione emocji spojrzenie, gdy zobaczy, co zamierzam na siebie włożyć.
Ruby zapukała do drzwi mojej sypialni około dwudziestej trzydzieści. Roman wszedł do mojego pokoju w tym samym czasie co Ruby i oparł się o ścianę.
– Yyy, czy on tu zostanie? – Ruby spojrzała na mnie ze zdezorientowanym wyrazem twarzy.
Zachichotałam i pokręciłam głową: – Dopóki ty tu jesteś, on również.
– Ja nie stanowię zagrożenia dla Serafiny, ale ty z drugiej strony. – Ruby uśmiechnęła się złośliwie do Romana, którego wzrok skupiony był wyłącznie na mnie.
Przewróciłam oczami. Gdy dotrzemy na imprezę, obierze sobie za cel jakąś inną biedną ofiarę i zostawi mojego ochroniarza w spokoju. – Chodź, Ruby, wybierz sobie sukienkę.
Weszłyśmy do ogromnej garderoby, z której rzadko korzystałam, i wyciągnęłam swoją sukienkę z jednego z wielu wieszaków.
– Tyle ubrań – sapnęła Ruby, przesuwając palcami po każdym kawałku materiału.
Zachichotałam: – Jedna z zalet. Ale wiesz, są też minusy.
– Och, proszę cię, bardzo chciałabym być na twoim miejscu – westchnęła rozmarzona Ruby.
Wzruszyłam ramionami: – Z zewnątrz zawsze wygląda to lepiej.
Ruby odwróciła się i uniosła brew: – Nie zgrywaj mi tu Chloe. Zazwyczaj to ona gada takie filozoficzne gówna.
Uśmiechnęłam się półgębkiem: – Może mogłybyśmy się czegoś nauczyć od Chloe.
– Masz w stu procentach rację, ale nie waż się jej mówić, że to powiedziałam. – Ruby spochmurniała i wycelowała we mnie palcem.
Roześmiałam się: – Nie muszę, pewnie już wie.
– Przysięgam, że ona i jej mama są medium, czy coś w tym stylu. Zawsze wiedzą, co się u ciebie dzieje, chociaż nikt im nic nie mówi. – Ruby skrzywiła się, przeglądając moje sukienki.
Chwyciłam parę czarnych szpilek z paseczkami i skinęłam głową: – W tym masz rację. Będę w łazience, zrobię sobie makijaż. – Z tymi słowami wyszłam z garderoby.
Roman ruszył za mną do łazienki, ale trzymał się na dystans. Stanął tuż za drzwiami łazienki i oparł się o ścianę.
Moja mama często powtarzała mi, że cisi ludzie mają najciekawsze myśli. Cisi ludzie to ci, którzy widzieli świat takim, jakim był naprawdę, i często potrafili od razu przejrzeć wszelkie bzdury. Zastanawiałam się, czy Roman pasuje do tej kategorii.
Choć brzmiało to próżnie, nie byłam przyzwyczajona do samodzielnego robienia pełnego makijażu w stylu glamour. Mój tata zazwyczaj sprowadzał do rezydencji zespół kobiet, które zajmowały się moimi włosami i makijażem. Dziś wieczorem postawiłam na prostotę. Pociągnęłam powiekę eyelinerem, dodając małą jaskółkę, a potem nałożyłam tusz do rzęs. Nigdy nie lubiłam tych wszystkich podkładów, korektorów i tego wszystkiego. Cały ten proces mnie dezorientował i zawsze kończyło się to tym, że wszystko psułam.
Z włosami nie wiedziałam, co zrobić. Nigdy nie zależało mi na wymyślnych upięciach, więc pozwoliłam, by moje włosy spływały mi po plecach w kruczoczarnych falach.
Wsunęłam na siebie sukienkę i obejrzałam się w lustrze. Sukienka była czarna i dość krótka. Koronkowy materiał przylegał do mojej skóry, podkreślając każdą krągłość. Dekolt opadał niesamowicie nisko, a jednak zdołał całkowicie zakryć moje pełne piersi. Na koniec włożyłam czarne szpilki z paseczkami.
– Wyglądamy gorąco – zadowolony głos Nyx przemknął mi przez myśl.
Zachichotałam i nie mogłam się z nią nie zgodzić. – Zdecydowanie tak.
– Niech teraz spróbuje nam się oprzeć – parsknęła Nyx.
Uśmiechnęłam się półgębkiem do mojego zarozumiałego wilka: – Och, spróbuje, ale tym razem nie da rady.
Prawie podskoczyłam, gdy Ruby weszła do łazienki i zmierzyła mnie wzrokiem z góry na dół.
– Kurczę, dziewczyno. Umiesz się odstawić. – Ruby skinęła głową, a na jej ustach igrał lekki uśmieszek.
Przewróciłam oczami: – Znamy się przez całe moje życie. Dlaczego zawsze brzmisz na taką zaskoczoną?
– Bo wiem, że brakuje ci umiejętności w robieniu makijażu – zachichotała Ruby.
Posłałam Ruby żartobliwe, gniewne spojrzenie i wyszłam z łazienki. Chciałam zobaczyć reakcję Romana, dopóki Ruby była zajęta przygotowywaniem się. Z pewnością ukryłby swoją potencjalną reakcję, gdyby Ruby była przy tym obecna.
Wymknęłam się z łazienki i skrzyżowałam spojrzenie z Romanem. Opierał się o ścianę, wyglądając seksowniej niż kiedykolwiek.
Jego czarna maska zlewała się z grafitową koszulą z długimi rękawami. Czarne, skórzane rękawiczki zakrywały jego dłonie i nadgarstki. Jego czekoladowe włosy były zwichrzone, co nadawało mu typowy wygląd niegrzecznego chłopca. To, co uważałam za najbardziej pociągające, to sposób, w jaki jego obsydianowe oczy zdawały się wyróżniać na tle tego, co miał na sobie. Nawet pośród tych wszystkich ciemnych ubrań, jego oczy były pierwszą rzeczą, którą się w nim zauważało.
Stanęłam przed nim i oparłam dłoń na biodrze, uważnie obserwując jego oczy. Tyle razy mogłam przysiąc, że widziałam migotanie czegoś dziwnego pod jego ciemnym spojrzeniem, ale był ekspertem w ukrywaniu tego.
Półuśmiech wpełznął na moją twarz, gdy walczył, by utrzymać swój wzrok na moim. Jego spojrzenie było gorące i powolne, a kiedy jego oczy powędrowały w dół, wydawało się, jakby nie mógł ich powstrzymać.
Jego oczy błądziły po sukience, którą miałam na sobie, zatrzymując się na mojej klatce piersiowej i odkrytych udach. Złote plamki, które wirowały w jego oczach, dały mi wszystkie informacje, których potrzebowałam. Zdecydowanie odczuwał pokusę.
– Nie może się powstrzymać – zachichotała Nyx.
Prawie cofnęłam się o krok, gdy jego zwykła aura dzikości i dominacji zaryczała do życia, zalewając mnie niczym tsunami. Jego oczy były teraz prawie całkowicie złote, a jego wilk rwał się do wyjścia, żeby się zabawić.
Jego agresywna aura prawdopodobnie przerażała każdego, kto się z nią zetknął, ale z jakiegoś powodu mnie to tylko ekscytowało. Przesyłało to dziwne dreszcze podniecenia i przyjemności w dół mojego kręgosłupa oraz między uda.
Złapałam się na tym, że robię kroki w jego stronę, a jego muśnięte złotem spojrzenie znów spoczęło na moim.
Kiedy byłam zaledwie kilka kroków od niego, wypuścił ostro powietrze i odwrócił wzrok. Poczułam, jak gotuje się we mnie frustracja. Próbował się uspokoić.
Roman może i próbował mi się oprzeć, ale jego wilk zdecydowanie tego nie robił.
– Dlaczego nie pozwolisz mu wyjść i się zabawić? – wydęłam wargi, używając swojego najbardziej uwodzicielskiego głosu. Nie miałam żadnego doświadczenia w byciu uwodzicielską, ale sądząc po jego kolejnej reakcji, musiałam wykonać niesamowitą robotę.
Niskie, ostrzegawcze warknięcie wydobyło się z piersi Romana, a fale podniecenia wciąż przepływały przeze mnie. Jego oczy natychmiast przeniosły się na moje i tym razem były prawie całkowicie złote.
– Wystarczy. – Jego głęboki głos brzmiał chropawo i szorstko, a lekki akcent dodawał mu tego gardłowego brzmienia, które zaczynało mi się podobać.
Odsunął się ode mnie o krok i zamknął oczy; całe jego ciało było napięte. Widziałam, jak pod koszulą falują mu mięśnie. Nawet przez maskę dostrzegałam, jak zaciska i rozluźnia szczękę.
Kiedy otworzył oczy, znów przybrały kolor lśniącego obsydianu. Posłał mi mordercze spojrzenie, którego prawdopodobnie używał wobec swoich wrogów, ale strach nie miał zamiaru przeze mnie przepłynąć.
– Przepraszam? – wydęłam usta, spoglądając na niego zza rzęs, i chichot wyrwał się z moich ust, gdy przewrócił oczami i odwrócił wzrok.
Nawet nie chwilę później Ruby wyszła z łazienki i zakręciła się przed nami. Coraz trudniej było mi powstrzymać się od przewracania oczami, ilekroć Ruby próbowała flirtować z Romanem. Zawsze czułam samozadowolenie, gdy jego wzrok ani na moment nie odrywał się od mojego.
Ruby miała na sobie krótką, różową sukienkę z pasującą szminką. Jej długie, piaskowoblond włosy były upięte w wysoki kucyk.
– Nie powiesz mi, że ładnie się odstawiłam? – wydęła do mnie wargi.
Zachichotałam i przewróciłam oczami: – Sama już wiesz, że dobrze wyglądasz.
Jej wydęte wargi zmieniły się w uśmieszek: – Masz rację. Wyglądam niesamowicie.
Uniosłam na nią brew: – Jesteś gotowa do wyjścia? Czy wolisz zostać tutaj i przeglądać się w lustrze przez całą noc?
– Jestem gotowa, księżniczko rządzicielko. – Ruby pokazała mi język i ruszyła przodem, wychodząc z mojej sypialni.
Wyszliśmy z domu i zmarszczyłam brwi, gdy zauważyłam, że Ruby idzie w stronę swojego samochodu.
– Od kiedy to lubisz prowadzić? – Uniosłam brew, gdy wsiadała na fotel kierowcy.
Ruby przewróciła oczami i odpaliła samochód: – Od teraz, suko!
Zachichotałam do niej, przypominając sobie, jak Ruby potrzebowała siedmiu podejść i kiepsko wręczonej łapówki, żeby w końcu zdać egzamin na prawo jazdy. Należała do tych osób, które były zbyt pochłonięte własnymi myślami i telefonem, by móc prawidłowo prowadzić samochód.
– Jeśli mnie zabijesz w drodze na tę imprezę, Roman skopie ci tyłek. – Pokazałam jej język. Sądząc po wyrazie twarzy Romana, w pełni zgadzał się z moim stwierdzeniem.
Ruby prychnęła: – Och, proszę cię. Nie jestem taka zła.
– Mówi dziewczyna, która cofnęła w pieprzony budynek – parsknęła Nyx.
Uśmiechnęłam się półgębkiem: – Hej, a czy przypadkiem nie wjechałaś kiedyś w budynek? – Wbrew zdrowemu rozsądkowi wsiadłam na fotel pasażera i patrzyłam, jak Roman sadowi się z tyłu.
– To był wypadek i dobrze o tym wiesz! – skarciła mnie Ruby.
– Jedynym wypadkiem był fakt, że w trakcie tego zdarzenia siedziała na telefonie. – Nyx przewróciła oczami, a ja stłumiłam chichot.
Skinęłam głową z poważnym wyrazem twarzy. – Och tak, wypadek.
– To nie moja wina, że Tyler postanowił napisać do mnie dokładnie w tamtym momencie. Co miałam zrobić? Zignorować go? – Ruby prychnęła, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
Następne piętnaście minut spędziłyśmy na kręceniu się i zawracaniu na głównych drogach. Moja dłoń kurczowo zaciskała się na drzwiach, walcząc o życie, podczas gdy rzucałam Ruby rady dotyczące prowadzenia.
– Żadnego telefonu – warknęłam, wyrywając jej aparat z dłoni, gdy skręcała w lewo.
Ruby prychnęła: – Tak, mamo.
– Jesteś potwornie lekkomyślna jak na kruchą ludzką istotę, Ruby. – Skrzywiłam się, patrząc na nią.
Wzruszyła ramionami i posłała mi cwaniacki uśmieszek: – Żyję dla niebezpieczeństwa.
– Masz na myśli to, że żyjesz po to, by być lekkomyślną – zauważyłam.
Roman wyglądał upiornie spokojnie, siedząc na tylnym siedzeniu, ale jego oczy były wpatrzone we mnie. Zastanawiałam się, czy po cichu panikował ze względu na to, jak Ruby prowadziła.
Nie zadawałam pytań, kiedy Ruby wyjechała z naszego głównego miasta, ani gdy skręciła w nieznaną drogę. Zatrzymaliśmy się przed miejscem, które wyglądało na klub. Neonowe światła odznaczały się na tle zaciemnionej ulicy, a muzyka z wnętrza dudniła na zewnątrz przez drzwi.
– Ruby? – zmarszczyłam brwi – To nie jest domówka.
– Okej, więc może trochę skłamałam. – Ruby przewróciła oczami. – Masz prawie osiemnaście lat i nigdy jeszcze nie byłaś w klubie. To jeden z najlepszych w okolicy. Po prostu spróbuj tego dla mnie, dobrze? – Ruby wydęła wargi, obdarzając mnie lekkim uśmiechem, gdy zobaczyła niechęć na mojej twarzy.
– W porządku. – Westchnęłam. – Ale jeśli mój tata się dowie, to będzie twoja wina.
– Po prostu powiedz Romanowi, żeby zachował to w tajemnicy. – Ruby zachichotała, wysiadając z samochodu.
Razem z Romanem wysiedliśmy z auta i stanęliśmy z boku, podczas gdy Ruby rozmawiała z bramkarzem.
– Romanie, czy mógłbyś nie wspominać o tym mojemu tacie? – westchnęłam, błagając go spojrzeniem.
Spojrzenie Romana wydawało się jeszcze mroczniejsze, gdy tak stał w świetle słabo oświetlonej latarni. Wypuścił głośno powietrze i przewrócił oczami, ale ostatecznie przytaknął głową.
– Dziękuję! – Uśmiechnęłam się do niego szeroko. – Ale wszyscy inni mnie tu zauważą. – Zmarszczyłam brwi, czując się głupio, że nie pomyślałam o tym wcześniej.
Byłam niemal w stu procentach pewna, że Roman uśmiecha się pod maską. Gdyby dolna połowa jego twarzy była równie wspaniała jak reszta, byłam pewna, że zemdlałabym na widok jego złośliwego uśmiechu.
Patrzyłam w milczeniu, jak sięga do kieszeni spodni i wyciąga jedną ze swoich charakterystycznych, czarnych masek.
– Ooo, czuję się tak wyjątkowo, Romanie. – Uśmiechnęłam się do niego szeroko. – Dziękuję! – Oparłam się pokusie przytulenia go, wiedząc, że pewnie by tego nie docenił.
– Prędzej czy później to zrobi – wtrąciła się Nyx.
Roman uniósł na mnie brew, a w jego oczach zalśniło to dziwne migotanie czegoś niezidentyfikowanego.
Wsunęłam maskę na twarz, zakrywając jej dolną połowę. Część mnie czuła samozadowolenie, że pasowałam do Romana.
– Wyglądamy przy nim dobrze – zamruczała z aprobatą Nyx.
Uśmiechnęłam się półgębkiem: – Też tak myślę.
Weszliśmy do klubu z Ruby, która najwyraźniej wręczyła bramkarzowi pięćdziesiąt dolców łapówki, żeby wpuścił nas poza kolejką.
Wielokolorowe światła błyskały i przeskakiwały z osoby na osobę, podczas gdy bas sprawiał, że podłoga wydawała się wibrować.
– Cóż, to jest intensywne! – przekrzykiwałam muzykę.
W klubie pachniało alkoholem, potem i seksem. Nie był to do końca przyjemny zapach, a bycie Likanem tylko go potęgowało.
Ruby zaciągnęła mnie na parkiet, podczas gdy Roman stanął pod ścianą, zaledwie kilka kroków od nas.
Modliłam się, aby wszystkie lekcje tańca, które brałam jako dziecko, przygotowały mnie do tańca w klubie, ale wiedziałam, że to mało prawdopodobne. Patrzyłam na to, co robi Ruby, i uważnie naśladowałam jej ruchy. To musiało działać, bo poczułam, jak chłopak z tyłu kładzie dłonie na moich biodrach. Szczerze mówiąc, jak dotąd moją ulubioną częścią tego wieczoru było to, że Roman przepędzał każdego faceta, który kładł na mnie ręce.
W pewnym momencie zatrzymałyśmy się, żeby wziąć coś do picia. Upewniłam się, że Ruby pije powoli, a sama zadowoliłam się napojem gazowanym. Istniała spora szansa, że Roman lub ja będziemy musieli prowadzić w drodze powrotnej, jeśli Ruby wypije za dużo.
Wróciłyśmy na parkiet i zaczęłyśmy od miejsca, w którym skończyłyśmy. Tańczyłyśmy, dopóki nie rozbolały mnie stopy, a mięśnie nie zaczęły piec. Chociaż nie podobała mi się bliskość przypadkowych ludzi, to kolorowe światła i taniec zdecydowanie sprawiały mi przyjemność.
W pewnym momencie piosenka się zmieniła, a tłum ludzi wyległ na parkiet. Straciłam Romana z oczu i przez chwilę wpadłam w panikę.
Pozwoliłam sobie na relaks, przypominając sobie słowa mojego wujka. Wiedziałam, że to nie jest stuprocentowa gwarancja, ale był pewien, że nasze terytorium jest bezpieczne.
Poczułam, jak czyjaś dłoń zaciska się na moim ramieniu i odwróciłam się gwałtownie, by przepędzić kolejnego dupka. Ku mojemu zdziwieniu była to tylko Ruby.
– Serafino, musimy iść! – w głosie Ruby pobrzmiewała panika.
Zmarszczyłam brwi, rozglądając się za Romanem. – O co chodzi, Ruby? – warknęłam, a w moim głosie zadźwięczał strach.
Czułam, jak adrenalina zaczyna przedostawać się do moich żył i starałam się nie panikować.
– Są tam tacy ludzie. Wiedzą, kim jesteś, szukają cię – wydyszała Ruby, brzmiąc, jakby brakowało jej tchu.
Mimo cienkiej warstwy potu przywierającej do mojego ciała, zrobiło mi się lodowato zimno.
– Skąd dowiedzieli się, kim jestem, Ruby? – warknęłam, chwytając ją za ramiona i zmuszając, by na mnie spojrzała.
Łzy napłynęły jej do oczu i widziałam, że zaczyna wariować. – Nie wiem! Nie wiem! – Jej głos stawał się coraz wyższy, a łzy groziły spłynięciem z jej oczu.
– Musimy znaleźć Romana i się stąd wynosić – warknęłam, przemiatając wzrokiem tłum.
Skrzyżowałam spojrzenie z obcym mężczyzną stojącym po drugiej stronie klubu. Nawet pomimo dudniącej muzyki i migających świateł, wpatrywaliśmy się prosto w siebie.
Z przerażeniem patrzyłam, jak unosi coś w powietrze i celuje prosto w moją twarz.
– Padnij! – Próbowałam przekrzyczeć muzykę. Chwyciłam Ruby za ramię i pociągnęłam na podłogę akurat w momencie, gdy rozległ się wystrzał.
Dudniąca muzyka, która wcześniej brzmiała radośnie, teraz przypominała jakiś marsz pogrzebowy w stylu techno.
Na dźwięk strzału ludzie wpadli w panikę i zaczęli biec we wszystkich kierunkach. Zerwałam się z podłogi i rozejrzałam za Ruby lub Romanem. Żadnego z nich nigdzie nie było.
– Musimy odciągnąć ich od tych ludzi, Serafino – krzyczał głos Nyx w moim ogarniętym paniką mózgu.
Mężczyzna, z którym skrzyżowałam spojrzenie, był teraz znacznie bliżej, przepychając się przez tłum, by do mnie dotrzeć. Zaczęłam przed nim uciekać, przeciskając się przez oszalałych ludzi tak szybko, jak tylko potrafiłam.
Zamiast kierować się do głównych drzwi, pobiegłam na tyły klubu. Modliłam się, by mieli gdzieś w zasięgu ręki tylne wyjście.
Moje palce prześlizgnęły się po drzwiach toalet, aż mój wzrok zatrzymał się na czerwonym napisie WYJŚCIE wiszącym kilka metrów dalej. Nie wahałam się; pobiegłam do drzwi i wpadłam przez nie z impetem.
Wytoczyłam się na śliską alejkę. Zapach moczu i śmieci wypalił mi nozdrza.
Ogrodzenie z siatki chłodziło moje plecy, a oczy badały bok klubu i wejście do alejki.
W końcu tego właśnie chciałam, prawda? Chciałam ich odciągnąć od pozostałych, uchronić wszystkich innych przed krzywdą. Nie miałam planu na to, co zrobię, kiedy po mnie przyjdą. Nie było szans, bym zdołała obronić się przed kilkoma mężczyznami, a co gorsza, Likanami.
Przy wejściu do alejki pojawiły się cztery postacie, a moje serce niemal się zatrzymało. Ledwie mogłam dostrzec długie, kudłate włosy u każdego z mężczyzn.
– Nyx, co mam robić? – W moim głosie pobrzmiewał strach.
Nyx zamilkła na moment. – Walczymy, Serafino. Razem.
Czułam, jak przepływa przeze mnie jej siła. Napięłam się, czekając na odpowiedni moment do ataku.
Szanse na moje przetrwanie były niewielkie, jeśli mieli broń. Kule z tojadem doprowadziłyby do wyjątkowo bolesnej śmierci, ale nie mogłabym żyć ze sobą, gdybym nie spróbowała.
Czułam, jak otacza mnie moja własna aura mocy. Krew Króla Alfy, mojego taty, oraz krew jego przodków pulsowała w moich żyłach.
Ostatnią myślą, jaka przemknęła mi przez głowę, była twarz Romana.
















