Nudna sala lekcyjna to ostatnie miejsce, w którym chciałabym spędzać czas w tak piękny dzień, ale niestety, oto jestem. Profesor zanudza nas materiałem do powtórki przed zbliżającymi się egzaminami końcowymi, ale trudno mi się skupić na notatkach, gdy Tessa co kilka minut zerka na mnie przez ramię.
– Co? – pytam ostrym szeptem. Tessa to moja bliska przyjaciółka, ale zawsze uwielbiała dramaty i plotki. Żyła dla nich. Ja wolałam trzymać się na uboczu i cudze problemy nic a nic mnie nie obchodziły. Jednak sądząc po uśmieszku na jej twarzy, mój instynkt mnie nie zawodził.
Zanim zdążyłam uniknąć jej wzroku, odzywa się. – Widzisz tego faceta siedzącego w ławce z tyłu? – pyta, próbując niepostrzeżenie wskazać go palcem. – Leci na ciebie. Koleś nie przestaje się gapić, odkąd weszłaś do sali.
Natychmiast tracę zainteresowanie. – Niech sobie patrzy, bo ja nie jestem zainteresowana – śmieję się, kręcąc głową. Ta lekcja musi się skończyć. Wracam do swoich notatek.
Wibracja wstrząsa moim biurkiem, łapię telefon, zanim zsunie się z krawędzi. Moje oczy natychmiast się rozświetlają, gdy na ekranie miga imię Brielle. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami od lat. W szkole podstawowej moja siostra Gemma i ja miałyśmy ogromne szczęście. Jej rodzina przygarnęła nas po śmierci naszych rodziców. Od tamtej pory jest ważną częścią mojego życia. Brielle to moje wybawienie.
Zerkam ukradkiem na profesora, mając nadzieję, że nie zauważy zamieszania.
„Możemy spotkać się na kawę po zajęciach? Muszę cię o coś zapytać” – pisze Brielle.
„Oczywiście! Do zobaczenia, 😉” – szybko odpisuję pod ławką, rzucając profesorowi kilka spojrzeń, zanim kończę. Tessa zauważa, że mam lepszy humor, bo przesiada się na miejsce obok mnie i przez resztę zajęć cicho sobie gawędzimy.
Czas leci, aż w końcu dzwonek obwieszcza koniec zajęć.
– Uczcie się do egzaminów w przyszłym tygodniu – woła profesor Mercer, gdy cała grupa pędzi do drzwi. Tessa i ja jako ostatnie pakujemy swoje rzeczy, ale jemu to nie przeszkadza. – Udanego weekendu i uważajcie na siebie – mówi z uśmiechem, wpychając papiery do teczki.
– Pan również – odpowiadamy jednocześnie i wymieniamy spojrzenia, po czym wychodzimy przez drzwi na gwarne korytarze.
– Zadzwonię do ciebie później – obiecuję Tessie, gdy nasze drogi się rozchodzą.
Aż cała drżę z ekscytacji, kierując się do drzwi wyjściowych na parking.
– Hej, Sienna – woła za mną obcy głos. Odwracam się i przyklejam do twarzy sztuczny uśmiech, widząc chłopaka z zajęć.
Taksuję go wzrokiem, ale nie robi na mnie wrażenia. – Znamy się? – pytam zdezorientowana, krzyżując ramiona na piersi.
Przekępuje się niezręcznie z nogi na nogę pod moim spojrzeniem. – Cóż, nie. Nie oficjalnie. Jestem Nolan – uśmiecha się, wyciągając dłoń.
Ściskam ją przelotnie, po czym cofam rękę. – Potrzebujesz czegoś? – pytam, mając nadzieję, że to szybko się skończy. Mój telefon wibruje jak szalony w torbie. Już idę, Brielle. Przysięgam.
Nolan zbiera się na odwagę i odchrząkuje, podczas gdy ja walczę, by zachować cierpliwość. – Zastanawiałem się, czy miałabyś kiedyś ochotę wyjść ze mną na kawę? – pyta, a jego oczy napełniają się nadzieją. Następnie, jakby wyczuwając, że zamierzam mu odmówić, unosi ręce w obronnym geście. – Jako przyjaciele, jeśli to pomoże ci w podjęciu decyzji – negocjuje, posyłając mi ciepły uśmiech, a ja nie potrafię powstrzymać wewnętrznego wzdrygnięcia. Coś w nim mi nie pasowało, ale nie chciałam wyjść na sukę i ranić jego uczuć.
– W porządku, jako przyjaciele – zgadzam się z uśmiechem. – Możemy iść po egzaminach. Jestem pewna, że kilka innych osób z grupy chętnie będzie świętować z nami – proponuję i zauważam, jak nadzieja Nolana znika wraz z moją odpowiedzią.
– Ta, jasne. Jesteśmy umówieni – mówi Nolan, obdarzając mnie lekkim półuśmieszkiem, po czym odwraca się i rusza z powrotem korytarzem.
Czekam, aż Nolan zniknie mi z oczu, zanim wychodzę ze szkoły.
Otrząsam się z utrzymującej się niezręczności, idąc do mojej dumy i radości, Camaro mojego ojca z 1969 roku. Zostawił go Gemmie i mnie w testamencie, ale ona pozwoliła mi go zatrzymać. Wie, że zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Kiedy byłam dzieckiem, ojciec i ja odrestaurowaliśmy go razem.
Przekręcam kluczyk w stacyjce, a silnik natychmiast ożywa z głośnym mruczeniem. – Nadal to ma – uśmiecham się pod nosem, wyjeżdżając z parkingu i kierując się na spotkanie z Brielle.
Dotarłszy do kawiarni, parkuję i spieszę do wejścia, wiedząc, że jestem spóźniona. Gdy tylko wchodzę do środka, widzę Brielle, która jest zajęta zamawianiem napojów.
Skradam się obok niej, ignorując dziwne spojrzenia klientów. – Hej, seksowna suko – szepczę chrapliwie do jej ucha.
Odwraca się z zaskoczeniem, a ja nie potrafię powstrzymać śmiechu. – O mój Boże! Przestraszyłaś mnie – śmieje się z dłonią przyciśniętą do piersi.
Kiedy wreszcie się odprężamy, barista wywołuje imię Brielle i spogląda na mnie. – Więc, jak tam na zajęciach? – pyta Brielle, zabierając nasze kawy z lady.
– Jak zwykle – wzruszam ramionami, podchodząc do pustego stolika przy oknie. – Och, ale ktoś z grupy zaprosił mnie na kawę – mówię jej, siadając. Obracam kubek w dłoniach, unikając wzroku Brielle, gdy siada naprzeciwko mnie.
– Niech zgadnę. Odmówiłaś mu? – pyta Brielle, unosząc brew.
– Nie – bronię się. – Zgodziłam się na spotkanie w przyszłym tygodniu po egzaminach, ale tylko jako przyjaciele. To nie mój typ, Brielle – tłumaczę jej. Nic nie poradzę na to, co czuję. Jeśli zaiskrzy, będę wiedziała.
– Och, daj spokój, Sienna. Musisz trochę pożyć – oświadcza Brielle, kładąc dłoń na moim ramieniu. W odpowiedzi tylko przewracam oczami i biorę łyk kawy, wyglądając przez okno i ignorując jej komentarz, gdy kątem oka dostrzegam oślepiające światło. Brielle patrzy na mnie z uśmiechem. Nie da się go przeoczyć. Widać go z kosmosu, jest jasny i niesamowicie kiczowaty.
– Co knujesz? – pytam, patrząc na nią sceptycznie. Ten jej uśmiech nigdy nie zwiastuje niczego dobrego. – Znam to spojrzenie – szepczę, pochylając się nad stołem. – Coś knujesz – mówię tonem pełnym podejrzeń, ale jej uśmiech nawet nie drgnie.
– Okej, więc wiesz o tym balu, na który moja wataha co roku próbuje się dostać? – uśmiecha się Brielle, a ja potakuję ze zrozumieniem. – Zaprosili na niego moją rodzinę jutro wieczorem! – piszczy.
– O mój Boże! To wspaniale – odpowiadam z ulgą. – Myślałam, że znowu zmusisz mnie do zrobienia czegoś szalonego, jak zwykle – chichoczę, rozsiadając się w krześle z uśmiechem. Znowu pociągam łyk z kubka. – Cieszę się, że w końcu możesz iść. Mówisz o tym, odkąd byłaś dzieckiem. – W ciągu kilku sekund mój uśmiech znika, gdy widzę, jak usta Brielle układają się w figlarny uśmiech. – Dlaczego tak na mnie patrzysz? – pytam z niepokojem.
– Cóż... – waha się. – Ty też idziesz.
Oczy mi się rozszerzają. – Um, słucham? Moja szalona przyjaciółka zechce powtórzyć? – znów się pochylam. – To impreza wilkołaków, a ja jestem człowiekiem. Nie sądzę, żebym była tam mile widziana – przekonuję cicho, ale wydaje się to do niej nie docierać.
– To nic takiego – zbywa mnie Brielle machnięciem ręki. – Nie przeszkadzają nam ludzie, o ile nie rozpowiadają o naszym istnieniu. Wataha wie, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką – zapewnia, a na jej twarzy pojawia się to słynne dąsanie. – Potrzebuję cię tam, Sienna. Proszę, powiedz, że pójdziesz – Brielle składa dłonie jak do modlitwy i trzepocze rzęsami.
Wie, że to moja słabość, a ja wiem, że nie mam z tym najmniejszych szans. Poddając się, wzdycham. – Oczywiście, że będę – łapię ją za rękę. – Jaką byłabym przyjaciółką, gdybym ci odmówiła? Zawsze będę przy tobie – uśmiecham się, ściskając jej dłoń.
– Hurra! – wykrzykuje Brielle, podbiegając do mnie i zamykając mnie w wilczym uścisku.
Staram się nie narzekać, mimo że ściska mnie mocniej niż zwykle. Zawsze była czuła, ale widzę, że coś ją trapi. Odsuwam się i przyglądam jej twarzy. – Wszystko w porządku? – pytam, szukając odpowiedzi w jej wyrazie twarzy.
– Denerwuję się, Sienna – szepcze.
Przechylam głowę, zdezorientowana. – Dlaczego? – pytam, a ona posyła mi puste spojrzenie. Najwyraźniej to głupie pytanie.
– To największa impreza roku dla mojej watahy. Najlepsza okazja, by znaleźć mojego przeznaczonego. Co będzie, jeśli wszystko zepsuję albo zrobię z siebie pośmiewisko? – stwierdza, opierając głowę na moim ramieniu, by dodać sobie otuchy.
Głaszczę ją po plecach z cichym śmiechem. – Brielle, wszystko będzie dobrze. Nigdy nie mogłabyś zrobić z siebie pośmiewiska. Obiecuję – zapewniam ją.
Unosi głowę i uśmiecha się do mnie. – Co ja bym bez ciebie zrobiła? – odsuwa się od mojego ramienia, by ująć moją twarz w dłonie.
Nie mogę powstrzymać jęku protestu, kiedy ściska moje policzki. – Cóż, nie miałabyś z kim iść na ten bal, prawda? – droczę się z nią stłumionym głosem.
Brielle tylko się śmieje, wypuszcza moją twarz z rąk i wstaje. – Chodźmy stąd. Mamy zakupy do zrobienia – mówi, podnosząc mnie z krzesła i obejmując ramieniem, gdy wrzucamy kubki do kosza i wychodzimy.
Biorę głęboki wdech, wciągając świeże powietrze, gdy wychodzimy z lokalu. Zachodzące słońce chowa się teraz za chmurami, ale powietrze jest ciężkie od wilgoci.
– Chcesz się ze mną zabrać? – pyta Brielle, wyciągając kluczyki z torby.
– Pewnie, możesz mnie później podrzucić – sugeruję i podchodzę do mercedesa Brielle. Odblokowuje go pilotem, co wywołuje dźwięk klaksonu i mignięcie pomarańczowych świateł. – Te nowoczesne samochody mają w sobie tyle technologii. Cieszę się, że moje auto na mnie nie trąbi, kiedy próbuję je otworzyć. – Patrzę na Brielle z uśmieszkiem, gdy odpala silnik za pomocą przycisku.
– Co? – Wzrusza ramionami. – Och, przestań. Musisz iść z duchem czasu i kupić sobie nowy samochód – mówi z kpiącym uśmieszkiem.
– Nie, jest mi z tym dobrze – odpowiadam.
– Jak uważasz – kręci głową, wyjeżdżając na ulicę.
Brielle zatrzymuje się przed małym butikiem z witryną pełną wspaniałych, starannie wyeksponowanych sukni ślubnych. Wchodzimy do środka, rozlega się dźwięk dzwonka, a jak na zawołanie wychodzi nam na spotkanie przyjazna starsza kobieta.
– Witajcie, dziewczęta – uśmiecha się ciepło. – Czy mogę wam pomóc w poszukiwaniach?
Odpowiadam jej równym uśmiechem. – Dzień dobry! Macie tu może jakieś suknie na bal? – pytam uprzejmie i obserwuję, jak jej twarz się rozpromienia.
– Oczywiście. W głębi sklepu, po prawej stronie – tłumaczy kobieta, wskazując nam właściwy kierunek.
– Dziękujemy – mówię z wdzięcznością.
Kierujemy się na tyły sklepu. Brielle idzie tuż za mną. Przeglądamy kilka wieszaków, a pokój wypełnia szelest lekkich materiałów i skrzypienie wieszaków.
Wreszcie zdejmuję z wieszaka piękną, czarną suknię, która zdaje się do mnie wołać. – Brielle – wołam, unosząc ją w górę. – Co o niej myślisz? – pytam, przykładając suknię do swojej krągłej sylwetki i przybierając różne pozy.
– Wow, niezły modeling, Sienna – żartuje. – Ale ta jest wspaniała. Idź ją przymierzyć – rozkazuje, wskazując na przymierzalnię za moimi plecami. Odwracam się i widzę małe, wielkości szafy pomieszczenie z zasłoną, a potem spoglądam na Brielle pustym wzrokiem. – Po prostu idź, Sienna – kręci głową.
Wzdycham, po czym wchodzę do środka, zasłaniając za sobą kotarę. Wieszam suknię i zdejmuję ubrania, układając je starannie w torbie. Ściągając suknię z wieszaka, ostrożnie wsuwam w nią najpierw jedną, potem drugą nogę i przeciągam przez biodra. Jedwab gładko przesuwa się po mojej skórze, gdy układam materiał na ramionach. Podziwiam się w lustrze; suknia ma głęboki dekolt na plecach, kończący się tuż nad krągłością moich pośladków, a z przodu eksponuje idealną ilość dekoltu z koronką spływającą na piersi.
Kiedy kończę się oglądać, wychodzę z przymierzalni. – Hej – szepczę, próbując zwrócić uwagę Brielle.
Odwraca się do mnie, a jej oczy śmieją się z ekscytacji. – Sienna, wyglądasz przepięknie. Odwrócisz w tym tyle głów. Wszystkie wilki będą aż rwały się, by cię z niej rozebrać – zachwyca się.
Rumienię się, a po chwili zauważam, że Brielle trzyma w dłoni jakąś sukienkę. – A ty co znalazłaś? – pytam z ciekawością, starając się uniknąć jakiejkolwiek rozmowy o wilkach chcących ściągnąć ze mnie ubranie.
Brielle przykłada do swojej idealnej sylwetki krótką, szarą sukienkę. Przy jej metrze osiemdziesięciu wzrostu, kończy się ona tuż przed kolanem. – Wow, będziesz w tym wyglądać fantastycznie – zachwycam się, pokazując jej kciuk w górę. – Zdejmę to. Wracam za minutę – uśmiecham się i wracam do przymierzalni.
Przebrana, podchodzę do Brielle z moją sukienką i idziemy do kasy, by zapłacić.
– Będziecie wyglądać fantastycznie na tym balu, o którym mówiłyście – stwierdza sprzedawczyni.
– Dziękujemy – odpowiadamy natychmiast i wybuchamy śmiechem.
– Jesteś kujonem – oznajmia Brielle, rzucając mi okiem, po czym odwraca się do kobiety za ladą, podając jej kartę kredytową.
Kiedy Brielle kończy, ja podaję sukienkę, a pani nabija ją na kasę. Podaje mi kwotę do zapłaty; sięgam do torby, żeby wyciągnąć portfel, ale Brielle mnie powstrzymuje. – Czekaj, ja stawiam, skoro to ja cię zaprosiłam – upiera się i ponownie podaje kobiecie swoją kartę.
– Jesteś pewna? – pytam, a ona potakuje z radością. – Dziękuję – promieniuję uśmiechem. Otacza mnie ramionami, wciągając w uścisk.
Kobieta wręcza nam torby i ruszamy do wyjścia.
– Bawcie się dobrze, dziewczęta – woła za nami, gdy otwieramy drzwi.
– Do widzenia – machamy jej na pożegnanie i znikamy.
Wsiadamy do samochodu Brielle, która odjeżdża, kierując się z powrotem w stronę kawiarni. Myśl o kawie przywołuje zdarzenie, do którego doszło dzisiaj po lekcjach. – Brielle? – mruczę, wpatrując się w okno.
– Tak? – odpowiada, nie odrywając wzroku od drogi.
– Myślisz, że powinnam pójść sama na kawę z tym chłopakiem z zajęć? Mam co do niego złe przeczucia – przyznaję, że sprawia, iż czuję się nieswojo, i chowam telefon do torby.
– Szczerze mówiąc, jeśli czujesz się w jego towarzystwie niekomfortowo, nie szłabym. Wcześniej tylko żartowałam, Sienna. Jeśli nie chcesz teraz chodzić na randki, nic na siłę – odpowiada, zerkając na mnie z uspokajającym uśmiechem, który odwzajemniam, po czym znów wyglądam przez okno. Ona zawsze mnie rozumiała.
Brielle parkuje obok mojego samochodu. Wyskakuję, uśmiechając się do niej przed zamknięciem drzwi. Kiedy idę do swojego auta, szyba w jej aucie opuszcza się za moimi plecami. – Do zobaczenia jutro, kocham cię! – krzyczy, posyłając mi całusa w powietrzu.
– Okej, ja ciebie też! – odkrzykuję, łapiąc w locie jej pocałunek. Otwieram drzwi, machając jej, gdy odjeżdża.
Siedzę w samochodzie, przewijając ekran telefonu, czytając wiadomości i maile, zanim włączę silnik. Po kilku minutach decyduję, że pora wracać do domu.
Kiedy wjeżdżam do garażu w moim budynku, ryk układu wydechowego echem odbija się od ścian. To muzyka dla moich uszu. Jestem pewna, że moi sąsiedzi mnie nienawidzą, bo mój wóz brzmi jak pociąg i włącza liczne alarmy samochodowe.
Parkuję na swoim wyznaczonym miejscu i wysiadam, zasłaniając uszy przed wyjącymi alarmami, po czym spieszę po sukienkę na tylnym siedzeniu i ruszam do środka.
Pokonując ociężale zwyczajowe trzy piętra schodów, docieram w końcu do swojego mieszkania i raduję się, otwierając zamek w drzwiach i wchodząc do środka. – Nie ma to jak w domu – wzdycham, przeciągając się po wspinaczce. Wchodząc do pokoju, rzucam rzeczy na łóżko, idę do szafy, wieszam sukienkę, a następnie rozbieram się, zmierzając do łazienki. Niedbale rzucam ubrania do kosza na pranie, nawet nie próbując celować. Jestem wyczerpana, więc szybko biorę prysznic i wychodzę, poświęcając tylko chwilę na delektowanie się przyjemnym materiałem ręcznika podczas wycierania się.
Wracając do pokoju, słyszę, jak moje łóżko woła moje imię, i rzucam poduszkom tęskne spojrzenie.
Przeglądam szufladę z majtkami, wciągam uroczą białą parę w czarne kropki i przeszukuję szafę, znajdując miękkie szorty i top, po czym kładę się do łóżka. Zapadając się w miękki materac, grzebię w torbie w poszukiwaniu laptopa i telefonu, wysyłając Brielle szybkiego SMS-a, że dotarłam do domu, dobrze wiedząc, że wytropiłaby mnie, gdybym tego nie zrobiła. Następnie opieram się o wezgłowie.
W mojej głowie rozbrzmiewa głos profesora Mercera, przypominający o nauce, więc niechętnie otwieram laptopa, ponieważ jutrzejsze plany zakuwania wzięły w łeb.
Nagle mój telefon wibruje, wyświetlając nieznany numer. Nigdy nie odbieram połączeń z automatów. – Głupi oszuści – wzdycham i szybko odrzucam, przekierowując na pocztę głosową.
Rzucam telefon na łóżko, ale ten znów wibruje – tym razem to wiadomość od tego samego nieznajomego dzwoniącego. „Hej, piękna. Dlaczego nie odebrałaś?”. Od razu przyprawia mnie to o gęsią skórkę.
„Kto to?” – odpisuję.
W ciągu kilku sekund telefon ponownie pika. „To moja słodka tajemnica. Ty musisz ją odkryć”.