– Dlaczego tak na mnie patrzysz? Wszyscy wiedzą, że jestem tylko bezwartościową, odrzuconą Omegą – wyjąkała Lyra, cofając się w cień ogrodu. – Maleńka, jesteś moją Aethelis. Szukałem cię przez wieki. Czy naprawdę myślisz, że pozwolę ci zostać z Alfą, który jest zbyt ślepy, by dostrzec twój blask? – Ale… ceremonia… jeśli dowiedzą się, że nie mam naznaczenia, zostanę wygnana. – Niech spróbują. Jesteś teraz moja, a ja jestem bardzo zaborczy wobec tego, co należy do korony. ******************************************** Życie Lyry Thorne było koszmarem utkanym z cieni. Po tym, jak została odrzucona przez swojego przeznaczonego partnera, Kaelena – przyszłego Alfę watahy – traktowano ją jak służącą. Teraz jest zmuszona odgrywać rolę jego oddanej Luny podczas Ceremonii Czerwonego Księżyca, wyłącznie po to, by ratować reputację jego rodziny. Lecz Bogini Księżyca ma inny plan. Kiedy pojawia się potężny książę Lykanów, Valerius, nie widzi on bezwartościowej Omegi. Widzi swoją prawdziwą Królową. Rozdarta między Alfą, który ją porzucił, a Księciem, który spaliłby świat, byle ją przy sobie zatrzymać, Lyra musi dokonać wyboru: żyć w kłamstwie albo sięgnąć po tron, o którym nigdy wcześniej nie śmiała nawet marzyć.

Pierwszy Rozdział

Wychodząc z lasu w stronę siedziby watahy, Lyra była spocona i ciężko dyszała. Odbyła swój zwyczajowy poranny bieg w samotności i wracała do pracy. Gdy kroczyła obok mijanych osób, kilka głów odwróciło się w jej stronę, a na ich twarzach dostrzegła wyraz pogardy. Była już przyzwyczajona do tych spojrzeń i szeptów. Znosiła je od swoich osiemnastych urodzin. Z niecierpliwością wyczekiwała pełnoletności, gdyż był to wiek, w którym mogła poznać i związać się ze swoim przeznaczonym. Na szczęście, odnalazła go w dniu urodzin. Niestety, on ją odrzucił. Lyra podążyła za nieznajomym przyciąganiem, które niczym magnes pchało ją ku Kaelenowi Vane’owi, synowi Alfy i przyszłemu przywódcy watahy. On jednak nie był zadowolony. Jej serce wezbrało żałością na wspomnienie obrzydzenia malującego się na jego twarzy, gdy ją ujrzał. Czekała osiemnaście lat, by go spotkać, a on odrzucił ją w ciągu minuty. „Ja, Kaelen Vane, odrzucam ciebie, Lyro Thorne, jako moją partnerkę...” Nigdy nie zapomni tych słów ani tego, jak się wtedy poczuła. Nigdy nie zapomni, jak o mało jej nie zniszczył i sprawił, że jej wilczyca milczała przez miesiące. Prawie ją złamał. „Nie. Nie okazuj emocji. One czynią cię słabą” – skarciła się w duchu, idąc dalej. To był właśnie powód, dla którego Kaelen ją odrzucił. Była zbyt emocjonalna, impulsywna i pod każdym względem zbyt ludzka. Co więcej, była Omegą, a on pragnął silnej Luny. Kogoś takiego jak jego dziewczyna, Morgaine. Bez partnera do końca życia miała pozostać sama. Nie miała szans na szczęście, a jej wilczyca mogła w końcu zamilknąć na zawsze. – Wygląda potwornie... – usłyszała znajomy głos szepczący do koleżanek, gdy je mijała. – Zastanawiam się, czy kiedykolwiek znajdzie partnera... – dobiegł ją kolejny szept. – Biedna dziewczyna, ja bym się zabiła, gdyby mój partner mnie odrzucił... – dodała jakaś kobieta. Twarz Lyry pozostawała beznamiętna, gdy przechodziła obok ciekawskich oczu i współczujących spojrzeń. Nie wiedziała, kiedy przestanie być tematem każdej rozmowy, ale miała nadzieję, że nastąpi to niedługo. Minęły cztery miesiące, odkąd Kaelen ją odrzucił. Dlaczego wszyscy nie mogli po prostu o tym zapomnieć? Gdy weszła do swojego małego mieszkania, drzwi głośno się zatrzasnęły. Choć lokum nie było luksusowe, cieszyła się, że stać ją na godziwy dom. Praca i stanowiska były przydzielane na podstawie rangi. Zdobycie posady asystentki w magazynie jako Omega było nie lada wyzwaniem. Wciąż wierzyła, że przyjęli ją tylko dlatego, że krążyły plotki, iż jest odrzuconą partnerką syna Alfy. Chwyciła butelkę wody z lodówki i łapczywie ją opróżniła. Następnie pobiegła do łazienki, by wziąć kąpiel. Kąpiel zajęła jej zaledwie dziesięć minut, po czym pospiesznie wybrała strój na ten dzień. Była to jedna z najmniej ekscytujących czynności. Bolesny był fakt, że nie było nikogo, kto mógłby ją podziwiać. Podeszła do lustra i zatrzymała się, patrząc na swoje odbicie. Jej oczy kryły się za warstwą cieni pod powiekami, a włosy były upięte w niechlujny kok. Westchnęła ciężko, zdając sobie sprawę, że rzeczywiście może wyglądać odpychająco. Ale nie dbała o to, podobnie jak jej przeznaczony. Nagłe pukanie do drzwi wyrwało ją z myśli. Skupiła uwagę na gościu i szybko wybiegła z pokoju do salonu. Po otwarciu drzwi jej wzrok napotkał parę szmaragdowych oczu, a oddech zamarł jej w piersi. Stała jak sparaliżowana, gapiąc się na niespodziewanego gościa. – Zamierzasz mnie wpuścić? – zapytał Kaelen, a ona ocknęła się z odrętwienia. Lekko spłonęła rumieńcem. Odunęła się nieco, by zrobić mu miejsce. – Eee... Tak... Oczywiście – wykrztusiła, walcząc o każde słowo. – Cieszę się, że złapałem cię tak wcześnie – odezwał się natychmiast, gdy drzwi kliknęły. – Właśnie miałam wychodzić. Patrzyła, jak jego wzrok błądzi po jej ciele i pożałowała, że nie założyła czegoś atrakcyjniejszego. Cokolwiek sądził o jej stroju, nie dał tego po sobie poznać, gdyż jego wyraz twarzy pozostawał nieprzenikniony. Jej serce ścisnęło się z bolesną uświadamiającą sobie prawdą, że on jej nie pożąda. Przesunął się lekko. – Przyszedłem porozmawiać o zbliżającej się ceremonii. – Och. O jakiej ceremonii? Kaelen natychmiast uniósł brwi. Wiedziała, że powiedziała coś nie tak, a on stawał się coraz mniej zadowolony z rozmowy. – O ceremonii Czerwonego Księżyca. Nie powiedziano ci o niej? Prychnęła w mało damksim stylu. – Tak. Ceremonia Czerwonego Księżyca. Pamiętam... – Przerwała, zastanawiając się, czy jej następne pytanie jest konieczne. – Kiedy ona się odbywa? – Jutro. – Dobrze. A co to ma wspólnego ze mną? Kaelen zmrużył oczy. – Obecne będą wilkołaki i Likatianie z kilku krajów. Ale w tym roku mamy niezwykłego gościa. Jasnowidzkę – wyjaśnił. Lyra wciąż nie rozumiała, jaki to ma związek z nią. On jednak kontynuował. – Będzie obecna na ceremonii, a doszły nas słuchy, że jest potężną wieszczką. – Hmm... To interesujące – powiedziała, żeby sprawiać wrażenie, że rozumie, choć w rzeczywistości było inaczej. – Ojciec uważa, że powinnaś być obecna jako moja partnerka – Kaelen w końcu przeszedł do sedna. – Nasza reputacja ucierpiałaby, gdyby wyszło na jaw, że zostałaś odrzucona lub że ja odrzuciłem swoją przeznaczoną. Serce Lyry wykręciło się z bólu. Nie dość, że ją upokorzył, to jeszcze chciał, by brała udział w jego chorym przedstawieniu. Musiałaby udawać więź z kimś, kto nią wzgardził. W jej głowie zrodził się chaos gniewu i dezorientacji. Dlaczego nie mógł pójść z Morgaine? – Nie sądzę, bym mogła to zrobić – szepnęła. – Ona prawdopodobnie zorientuje się, że nie jesteśmy połączeni. – Nie chciała, by dostrzegł oczywisty ból lśniący w jej oczach. – Nie przyszedłem składać ci propozycji, Lyro. – Jej wilczyca poruszyła się, gdy jej imię wypłynęło z jego ust. – To nie podlega negocjacjom. Jutro masz być gotowa do ceremonii. Otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale słowa uwięzły jej w gardle. Gdyby spróbowała wyrazić swoje uczucia, albo zaczęłaby płakać godzinami, albo zwyzywałaby przyszłego Alfę. Nie chciała robić żadnej z tych rzeczy. – Prosisz mnie o to, bo nie wiesz, co czuję, albo zupełnie cię to nie obchodzi – jej głos drżał. – Odrzuciłeś mnie, powiedziałeś, że nie jestem godna być twoją Luną, a mimo to żądasz, bym spełniała twoje rozkazy, jakbym była twoją niewolnicą. – Jesteś niewolnicą tej watahy! – ryknął, zaciskając pięści u boków. – Zrobisz dokładnie to, co ci każą. Czy to jasne? Lyra szybko skinęła głową, a z jej oczu popłynęły łzy. Nienawidziła tego, jak łatwo płakała, gdy była zbyt wściekła lub poruszona. – Wyślemy wiadomość do twojego pracodawcy. Od jutra do końca ceremonii będziesz miała wolne – kontynuował. – Żałuję, że ojciec nie poinformował mnie o swojej decyzji wcześniej, bo mielibyśmy czas, żebyś wyglądała lepiej i żebyś mogła oswoić się z niektórymi tradycjami i obrzędami. Jego słowa cięły jej serce niczym ostrza. Uważał, że nie wygląda wystarczająco dobrze. Nie przypominała jego dziewczyny, która spędzała mnóstwo czasu i pieniędzy, by świetnie wyglądać dla niego. Ale ona miała pracę i musiała ciężko harować na pieniądze. Poza tym – on ją odrzucił, więc dlaczego miałoby ją obchodzić, czy mu się podoba? – A co z Morgaine? Czy ona nie będzie obecna? – zapytała. – Będzie, ale dla niej przygotowano specjalne plany – odpowiedział. – Widzimy się jutro. Tym samym zasygnalizował koniec rozmowy i ruszył w stronę wyjścia. Lyra patrzyła na niego z bólem w oczach. Przy drzwiach zawahał się, zanim je otworzył. Odwrócony do niej plecami, powiedział: – Nigdy nie będziesz nadawać się na moją Lunę, Lyro. Nigdy. Potem zniknął. Jedynym śladem po jego wizycie był zapach, który wypełnił pokój i drażnił jej nozdrza. Lyra opadła na krzesło i wybuchnęła płaczem.

Odkryj więcej niesamowitych treści