Wychodząc z lasu w stronę siedziby watahy, Lyra była spocona i ciężko dyszała. Odbyła swój zwyczajowy poranny bieg w samotności i wracała do pracy. Gdy kroczyła obok mijanych osób, kilka głów odwróciło się w jej stronę, a na ich twarzach dostrzegła wyraz pogardy.
Była już przyzwyczajona do tych spojrzeń i szeptów. Znosiła je od swoich osiemnastych urodzin.
Z niecierpliwością wyczekiwała pełnoletności, gdyż był to wiek, w którym mogła poznać i związać się ze swoim przeznaczonym. Na szczęście, odnalazła go w dniu urodzin. Niestety, on ją odrzucił.
Lyra podążyła za nieznajomym przyciąganiem, które niczym magnes pchało ją ku Kaelenowi Vane’owi, synowi Alfy i przyszłemu przywódcy watahy. On jednak nie był zadowolony.
Jej serce wezbrało żałością na wspomnienie obrzydzenia malującego się na jego twarzy, gdy ją ujrzał. Czekała osiemnaście lat, by go spotkać, a on odrzucił ją w ciągu minuty.
„Ja, Kaelen Vane, odrzucam ciebie, Lyro Thorne, jako moją partnerkę...”
Nigdy nie zapomni tych słów ani tego, jak się wtedy poczuła. Nigdy nie zapomni, jak o mało jej nie zniszczył i sprawił, że jej wilczyca milczała przez miesiące. Prawie ją złamał.
„Nie. Nie okazuj emocji. One czynią cię słabą” – skarciła się w duchu, idąc dalej. To był właśnie powód, dla którego Kaelen ją odrzucił. Była zbyt emocjonalna, impulsywna i pod każdym względem zbyt ludzka. Co więcej, była Omegą, a on pragnął silnej Luny. Kogoś takiego jak jego dziewczyna, Morgaine.
Bez partnera do końca życia miała pozostać sama. Nie miała szans na szczęście, a jej wilczyca mogła w końcu zamilknąć na zawsze.
– Wygląda potwornie... – usłyszała znajomy głos szepczący do koleżanek, gdy je mijała.
– Zastanawiam się, czy kiedykolwiek znajdzie partnera... – dobiegł ją kolejny szept.
– Biedna dziewczyna, ja bym się zabiła, gdyby mój partner mnie odrzucił... – dodała jakaś kobieta.
Twarz Lyry pozostawała beznamiętna, gdy przechodziła obok ciekawskich oczu i współczujących spojrzeń. Nie wiedziała, kiedy przestanie być tematem każdej rozmowy, ale miała nadzieję, że nastąpi to niedługo. Minęły cztery miesiące, odkąd Kaelen ją odrzucił. Dlaczego wszyscy nie mogli po prostu o tym zapomnieć?
Gdy weszła do swojego małego mieszkania, drzwi głośno się zatrzasnęły. Choć lokum nie było luksusowe, cieszyła się, że stać ją na godziwy dom. Praca i stanowiska były przydzielane na podstawie rangi. Zdobycie posady asystentki w magazynie jako Omega było nie lada wyzwaniem. Wciąż wierzyła, że przyjęli ją tylko dlatego, że krążyły plotki, iż jest odrzuconą partnerką syna Alfy.
Chwyciła butelkę wody z lodówki i łapczywie ją opróżniła. Następnie pobiegła do łazienki, by wziąć kąpiel.
Kąpiel zajęła jej zaledwie dziesięć minut, po czym pospiesznie wybrała strój na ten dzień. Była to jedna z najmniej ekscytujących czynności. Bolesny był fakt, że nie było nikogo, kto mógłby ją podziwiać.
Podeszła do lustra i zatrzymała się, patrząc na swoje odbicie.
Jej oczy kryły się za warstwą cieni pod powiekami, a włosy były upięte w niechlujny kok. Westchnęła ciężko, zdając sobie sprawę, że rzeczywiście może wyglądać odpychająco. Ale nie dbała o to, podobnie jak jej przeznaczony.
Nagłe pukanie do drzwi wyrwało ją z myśli. Skupiła uwagę na gościu i szybko wybiegła z pokoju do salonu. Po otwarciu drzwi jej wzrok napotkał parę szmaragdowych oczu, a oddech zamarł jej w piersi. Stała jak sparaliżowana, gapiąc się na niespodziewanego gościa.
– Zamierzasz mnie wpuścić? – zapytał Kaelen, a ona ocknęła się z odrętwienia. Lekko spłonęła rumieńcem.
Odunęła się nieco, by zrobić mu miejsce. – Eee... Tak... Oczywiście – wykrztusiła, walcząc o każde słowo.
– Cieszę się, że złapałem cię tak wcześnie – odezwał się natychmiast, gdy drzwi kliknęły.
– Właśnie miałam wychodzić.
Patrzyła, jak jego wzrok błądzi po jej ciele i pożałowała, że nie założyła czegoś atrakcyjniejszego. Cokolwiek sądził o jej stroju, nie dał tego po sobie poznać, gdyż jego wyraz twarzy pozostawał nieprzenikniony. Jej serce ścisnęło się z bolesną uświadamiającą sobie prawdą, że on jej nie pożąda.
Przesunął się lekko. – Przyszedłem porozmawiać o zbliżającej się ceremonii.
– Och. O jakiej ceremonii?
Kaelen natychmiast uniósł brwi. Wiedziała, że powiedziała coś nie tak, a on stawał się coraz mniej zadowolony z rozmowy.
– O ceremonii Czerwonego Księżyca. Nie powiedziano ci o niej?
Prychnęła w mało damksim stylu. – Tak. Ceremonia Czerwonego Księżyca. Pamiętam... – Przerwała, zastanawiając się, czy jej następne pytanie jest konieczne. – Kiedy ona się odbywa?
– Jutro.
– Dobrze. A co to ma wspólnego ze mną?
Kaelen zmrużył oczy. – Obecne będą wilkołaki i Likatianie z kilku krajów. Ale w tym roku mamy niezwykłego gościa. Jasnowidzkę – wyjaśnił.
Lyra wciąż nie rozumiała, jaki to ma związek z nią. On jednak kontynuował.
– Będzie obecna na ceremonii, a doszły nas słuchy, że jest potężną wieszczką.
– Hmm... To interesujące – powiedziała, żeby sprawiać wrażenie, że rozumie, choć w rzeczywistości było inaczej.
– Ojciec uważa, że powinnaś być obecna jako moja partnerka – Kaelen w końcu przeszedł do sedna. – Nasza reputacja ucierpiałaby, gdyby wyszło na jaw, że zostałaś odrzucona lub że ja odrzuciłem swoją przeznaczoną.
Serce Lyry wykręciło się z bólu. Nie dość, że ją upokorzył, to jeszcze chciał, by brała udział w jego chorym przedstawieniu. Musiałaby udawać więź z kimś, kto nią wzgardził. W jej głowie zrodził się chaos gniewu i dezorientacji. Dlaczego nie mógł pójść z Morgaine?
– Nie sądzę, bym mogła to zrobić – szepnęła. – Ona prawdopodobnie zorientuje się, że nie jesteśmy połączeni. – Nie chciała, by dostrzegł oczywisty ból lśniący w jej oczach.
– Nie przyszedłem składać ci propozycji, Lyro. – Jej wilczyca poruszyła się, gdy jej imię wypłynęło z jego ust. – To nie podlega negocjacjom. Jutro masz być gotowa do ceremonii.
Otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale słowa uwięzły jej w gardle. Gdyby spróbowała wyrazić swoje uczucia, albo zaczęłaby płakać godzinami, albo zwyzywałaby przyszłego Alfę. Nie chciała robić żadnej z tych rzeczy.
– Prosisz mnie o to, bo nie wiesz, co czuję, albo zupełnie cię to nie obchodzi – jej głos drżał. – Odrzuciłeś mnie, powiedziałeś, że nie jestem godna być twoją Luną, a mimo to żądasz, bym spełniała twoje rozkazy, jakbym była twoją niewolnicą.
– Jesteś niewolnicą tej watahy! – ryknął, zaciskając pięści u boków. – Zrobisz dokładnie to, co ci każą. Czy to jasne?
Lyra szybko skinęła głową, a z jej oczu popłynęły łzy. Nienawidziła tego, jak łatwo płakała, gdy była zbyt wściekła lub poruszona.
– Wyślemy wiadomość do twojego pracodawcy. Od jutra do końca ceremonii będziesz miała wolne – kontynuował. – Żałuję, że ojciec nie poinformował mnie o swojej decyzji wcześniej, bo mielibyśmy czas, żebyś wyglądała lepiej i żebyś mogła oswoić się z niektórymi tradycjami i obrzędami.
Jego słowa cięły jej serce niczym ostrza. Uważał, że nie wygląda wystarczająco dobrze. Nie przypominała jego dziewczyny, która spędzała mnóstwo czasu i pieniędzy, by świetnie wyglądać dla niego. Ale ona miała pracę i musiała ciężko harować na pieniądze. Poza tym – on ją odrzucił, więc dlaczego miałoby ją obchodzić, czy mu się podoba?
– A co z Morgaine? Czy ona nie będzie obecna? – zapytała.
– Będzie, ale dla niej przygotowano specjalne plany – odpowiedział. – Widzimy się jutro.
Tym samym zasygnalizował koniec rozmowy i ruszył w stronę wyjścia. Lyra patrzyła na niego z bólem w oczach. Przy drzwiach zawahał się, zanim je otworzył.
Odwrócony do niej plecami, powiedział:
– Nigdy nie będziesz nadawać się na moją Lunę, Lyro. Nigdy.
Potem zniknął. Jedynym śladem po jego wizycie był zapach, który wypełnił pokój i drażnił jej nozdrza.
Lyra opadła na krzesło i wybuchnęła płaczem.