PERSPEKTYWA TESSY
_________________
Tętniące życiem korytarze szkoły wypełnione były uczniami, a ich głosy i śmiech niosły się echem po ścianach. To był pierwszy dzień ostatniej klasy, a w powietrzu unosiło się elektryzujące podniecenie.
Wydawało się, że wszyscy tryskają entuzjazmem, gotowi na rozpoczęcie nowego rozdziału w swoim życiu. Ja jednak czułam jedynie odrętwienie. Wiedziałam, że to będzie ta sama stara śpiewka – znęcanie się, wyzywanie i poczucie, że nigdzie nie pasuję.
W szkole dla wilkołaków zawsze postrzegano mnie jako wyrzutka. Większość uczniów widziała we mnie słabeusza, worek treningowy dla swoich żartów i psikusów. Wielokrotnie próbowałam zbagatelizować ich drwiny, ale trudno było ignorować nieustanne upokorzenia.
Jedyne, o czym marzyłam, to ukończenie osiemnastu lat i odnalezienie swojego partnera. Słyszałam opowieści o chwili, w której wilkołak po raz pierwszy spogląda na swoją drugą połówkę, i o tym, jak rozpala się między nimi iskra rozpoznania. Miałam nadzieję, że kiedy go znajdę, on dostrzeże moją prawdziwą naturę i w końcu będę miała na kim polegać.
Skręciłam za róg, starając się trzymać głowę nisko, by uniknąć niechcianej uwagi.
Kolegium watahy było pełne elitarnych Alf i Bet, a ja, jako omega, czułam się tam jak ryba wyjęta z wody. Przez całe życie traktowano mnie jako kogoś słabego i nieistotnego.
Gdy ruszyłam w stronę sali, zdałam sobie sprawę, że zapomniałam podręcznika.
„Szlag” – jęknęłam w duchu na samą myśl o tym, że muszę wracać do biblioteki.
Odetchnęłam głęboko, przygotowując się na to, co może mnie spotkać, i ruszyłam z powrotem korytarzem.
Nagle coś przykuło moją uwagę. Powietrze wypełnił słodki, odurzający zapach; zakręciło mi się w głowie, a ja gwałtownie uniosłam wzrok.
Rozejrzałam się, szukając źródła tego aromatu. I wtedy go zobaczyłam: Alfa Dax.
Szedł w moim kierunku, a za nim podążali jego przyjaciele. Kiedy jego wzrok spoczął na mnie, jego twarz stężała.
Dax, ubrany w strój koszykarski, był wysoki i szeroki w ramionach, a jego brązowe włosy opadały falami na czoło. Był nieziemsko przystojny, a ja nie mogłam zrobić nic innego, jak tylko się w niego wpatrywać. Był jednym z najpopularniejszych chłopaków w szkole i, podobnie jak ja, wiele dziewcząt było nim oczarowanych.
Moje serce zaczęło walić jak oszalałe, a ja znieruchomiałam, gdy Dax i jego koledzy podeszli bliżej. Atmosfera stała się gęsta, a po plecach przeszły mi dreszcze.
Z niespodziewaną szybkością Dax przycisnął mnie do szkolnej szafki, odcinając drogę ucieczki.
Jego oczy były ciemne, a głos seksowny: „Nie zamierzasz zaakceptować więzi partnerstwa?”.
Moje źrenice rozszerzyły się z zaskoczenia. Czy on naprawdę chciał, bym zaakceptowała więź na oczach wszystkich? Czy to oznaczało, że chce mnie za swoją partnerkę? Że nie widzi we mnie wyrzutka?
Ale Dax był arogancki i wyniosły. Najwyraźniej gustował w pociągających dziewczynach, a nie w takich szarych myszkach jak ja. Mimo to poczułam się ważna tylko dlatego, że w ogóle się do mnie odezwał.
„Pocałuj mnie, Tessa” – gorący oddech Daksa musnął moją szyję, wywołując u mnie dreszcz, a jego uścisk na mojej talii się zacisnął.
Poczułam ściskanie w dołku, a moje dłonie stały się wilgotne. Byłam nieśmiała, ale i szczęśliwa. Pragnęłam partnera, który by mnie kochał, i Bogini Księżyca wysłuchała moich próśb.
„Nie wstydź się, partnerko” – nalegał Dax, uśmiechając się półgębkiem, podczas gdy w jego pięknych oczach błyszczały ogniki.
Uśmiechnęłam się nerwowo, zamknęłam oczy i powoli uległam. Stanęłam na palcach, z drżącym sercem wychylając się, by go pocałować.
Jednak gdy moje usta miały już dotknąć jego warg, Dax gwałtownie się odsunął. Zamarłam zdezorientowana, nie rozumiejąc, co się dzieje, dopóki jego ręka nie śmignęła w powietrzu, uderzając mnie prosto w twarz.
„Ah!” – zachwiałam się i upadłam na ziemię, a w głowie mi zawirowało.
Salwa śmiechu rozdarła powietrze; uczniowie szydzili i wytykali mnie palcami. Zakryłam twarz, gdy fala wstydu zalała moje zmysły.
„Spójrzcie na nią, naprawdę myślała, że alfa ją zaakceptuje!” – zakpił ktoś z tłumu.
„Alfa pewnie chciał ją tylko upokorzyć, a ona naiwnie się na to nabrała” – dodała inna dziewczyna z satysfakcją w głosie.
„Jest taka głupia!” – drwił ktoś inny. „Nie wierzę, że serio pomyślała, że on ją lubi”.
„Nędzna omega nigdy nie zostanie naszą Luną!”
Ich słowa cięły jak noże, tworząc kakofonię okrutnej uciechy, a moje policzki płonęły ze wstydu.
Gorące łzy zapiekły mnie pod powiekami. Skuliłam się w sobie, chcąc stać się jak najmniejsza. Pragnęłam zniknąć, uciec stamtąd.
Wtedy Dax wystąpił naprzód, górując nade mną swoją potężną sylwetką. Wyglądałam przy nim żałośnie i krucho.
„Jesteś nikim, tylko nędzną Omegą” – wypluł Dax z pogardą w głosie. „Jesteś głupia, jeśli myślałaś, że kiedykolwiek mi się spodobasz. Jesteś słaba i bezużyteczna”.
Poczułam te okrutne słowa niczym fizyczny cios; moje serce rozpadło się na milion kawałków. Przygryzłam mocno wargę, zmuszając się do powstrzymania potoku łez, które już spływały mi po twarzy.
„Nikt nigdy nie będzie cię chciał” – smagnął mnie kolejnym zdaniem.
Podniosłam się na nogi, nie mogąc nawet spojrzeć mu w twarz przez zalane łzami oczy. „P-przestań”.
„Ja, Alfa Dax Vane, odrzucam ciebie, omego Tesso Lowell, jako moją partnerkę i Lunę!” – warknął, a jego słowa były zimne i beznamiętne.
W chwili, gdy Dax wypowiedział te słowa, przeszywający ból rozdarł moje ciało.
„Ah!” – jęknęłam, chwytając się za klatkę piersiową, gdzie ból był najsilniejszy.
To było tak, jakby ktoś wbił mi nóż w serce i obracał nim raz po raz. To był miażdżący duszę ból, który rozchodził się po moim ciele z ogromną intensywnością.
Znowu osunęłam się na ziemię, a przed oczami zaczęło mi ciemnieć. Nigdy wcześniej nie czułam tak rozdzierającego cierpienia. To było tak, jakby część mnie umierała.
„Wynocha!” – zagrzmiał Dax prosto w moją twarz, a jego oczy, które kiedyś wydawały mi się piękne, teraz pełne były odrazy.
Wstałam, odwróciłam się i pobiegłam przed siebie, a łzy tryskały mi z oczu. Uczniowie śmiali się i szydzili, gdy ich mijałam.
Pędziłam korytarzem, desperacko pragnąc uciec od bólu i upokorzenia. Dotarłam do łazienki i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Osunęłam się na podłogę, a moim ciałem wstrząsał szloch. Nie mogłam uwierzyć w to, co się właśnie stało. Nigdy wcześniej nie doznałam takiego bólu, ani fizycznego, ani psychicznego. Czułam się, jakby wyrwano mi serce, jakbym umierała od środka.
Ukryłam twarz w dłoniach, a łzy płynęły gorącymi, ciężkimi falami. Miałam wrażenie, że nigdy nie przestanę płakać, że ten ból nigdy się nie skończy. Nigdy nie czułam się tak samotna i bezwartościowa.
Kiedy w końcu wyszłam z łazienki, moje oczy były czerwone i opuchnięte. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że szkoła jest pusta, światła pogaszone, a drzwi zamknięte.
Musiałam tam siedzieć całymi godzinami. Poczułam falę wyczerpania i zdałam sobie sprawę, jak wielkie piętno odcisnęły na mnie wydarzenia tego dnia.
Powlokłam się na zewnątrz, w stronę szkolnej bramy, ze spuszczonym wzrokiem. Usłyszałam głos matki wołający mnie i podniosłam wzrok, by ujrzeć jej twarz, na której malowała się mieszanka troski i dezorientacji.
„Kochanie, co ci się stało?!” – zapytała spanikowana, a jej głos był cichy i pełen niepokoju. „Szukałam cię wszędzie”.
Odgarnęła moje rozczochrane włosy i ujęła mój policzek, dostrzegając opuchnięte, zaczerwienione oczy.
„Ja… inni uczniowie się nade mną znęcali, mamo” – wyznałam, a mój głos zaczął drżeć.
Zwierzyłam się jej, opowiadając o prześladowaniach, których doświadczałam – od drwin po fizyczne ataki.
Mama była przerażona, jej oczy rozszerzyły się z szoku.
„Och, kochanie, tak mi przykro, że to cię spotkało” – powiedziała drżącym głosem. „Nie miałam pojęcia”. Przyciągnęła mnie do siebie, zamykając w ciasnym uścisku.
Poczułam, jak część ciężaru spada mi z ramion, gdy wyżaliłam się matce. Jednak była jedna rzecz, o której nie mogłam jej powiedzieć – o więzi z Daksem.
Mama zawsze ostrzegała mnie, bym nigdy nie pozwalała mojej wilczycy swobodnie krążyć; szczerze mówiąc, nie wiedziałam dlaczego.
„Twoje dni cierpienia dobiegają końca, moja droga” – powiedziała mama. „Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Odnalazłam swojego partnera, Viktora, Alfę Watahy Obsydianowego Księżyca. To wspaniały człowiek, będzie dla ciebie jak ojciec. Przeprowadzamy się do niego jeszcze dzisiaj i poznasz jego synów. To trojaczki, wspaniali młodzi mężczyźni. Zajmą się tobą, wiem to”.
Na te wieści opadła mi szczęka. Nigdy nawet nie brałam pod uwagę, że mama znajdzie partnera. A teraz miałyśmy zamieszkać z nim i jego synami? To było zbyt wiele do przetrawienia naraz.
Miałam mnóstwo pytań, ale zdołałam wydusić z siebie tylko proste: „Co?”.
Mama uśmiechnęła się porozumiewawczo. „Wiem, że to dużo informacji” – rzekła. „Ale obiecuję, że tak będzie najlepiej. Viktor to świetny Alfa, a jego synowie są wspaniali. Zobaczysz, pokochasz to miejsce”.
Mama ujęła mnie krzepiąco za rękę. Opuściłyśmy teren szkoły i skierowałyśmy się do domu.
Wkrótce podjechał po nas czarny samochód, do którego zapakowano nasze bagaże.
Podróż upłynęła w milczeniu, aż dotarliśmy do terenu największej watahy, jaką kiedykolwiek widziałam. Czarny samochód zatrzymał się przed wielką, masywną i imponującą rezydencją.
Wszędzie byli strażnicy, którzy nie spuszczali z nas wzroku, co wywołało we mnie poczucie niepokoju. Coś w tym miejscu wydawało się nie tak.