Serce waliło mi w piersi, gdy próbowałam spowolnić oddech. Łowca był blisko, wiedziałam, że wyczuje mój strach.
– Ciii... Lyro – szepnęłam do mojej młodszej siostry, która pociągała nosem tuż obok mnie. – Jeśli nie przestaniesz płakać, nigdy nie odnajdziemy mamy i taty.
– Próbuję, Elaro. – Siostra przytuliła się do mnie mocniej.
Wiatr zmienił kierunek i poczułam podmuch we włosach. Rozległo się głuche wycie. Wiedziałam już, że łowca podjął nasz trop.
– Uciekaj, Lyro! – krzyknęłam do siostrzyczki. – Uciekaj nad rzekę. Już, szybko!
– A co z tobą, Elaro? – zapytała Lyra z malującym się na twarzy niepokojem.
– Zrobię fałszywy trop, zatoczę koło i spotkamy się nad Jeziorem Kryształowego Odłamka. Spłyń rzeką do jeziora, Lyro. Nie wychodź, dopóki nie dotrzesz na sam dół.
– Elaro, boję się – szepnęła Lyra, zaciskając dłonie jeszcze mocniej.
Wiedziałam, że łowca dopadnie nas w ciągu kilku minut. Jeśli miałyśmy jakiekolwiek szanse na wolność i odnalezienie mamy i taty, musiałyśmy uciekać natychmiast.
Schyliłam się, chwyciłam głowę Lyry i ujęłam jej twarz w dłonie.
– Wiem, że się boisz, siostrzyczko, ale musisz być odważna. Musisz biec tak szybko, jak potrafisz, i nie zatrzymywać się dla nikogo.
– Obiecaj, że spotkasz się ze mną nad jeziorem? – zapytała Lyra, a na jej twarzy malowała się desperacja.
Przełknęłam głośno ślinę, nie chcąc składać obietnicy, której nie mogłabym dotrzymać.
– Obiecuję, Lyro. A teraz uciekaj.
Patrzyłam, jak Lyra rzuca się do biegu w stronę rzeki. Wycie łowcy stawało się coraz głośniejsze; wiedziałam, że zjawi się tu za kilka minut.
Chwyciłam z ziemi ostry patyk i wbiłam go sobie w dłoń, zostawiając głęboką ranę, która natychmiast wypełniła się krwią. Zacisnęłam dłoń w pięść i rzuciłam się do biegu w przeciwnym kierunku, w stronę starej wioski, mając nadzieję, że mój krwawy ślad wystarczy, by odciągnąć łowcę od tropu Lyry.
Zbliżając się do wioski, zwolniłam, czując, jak moje siły zaczynają słabnąć. Lyra i ja uciekałyśmy już od tygodnia, szukając mamy i taty. Zapasy jedzenia zaczęły się nam kończyć w połowie tygodnia, więc zaczęłam racjonować swoje posiłki, żeby Lyra mogła zjeść więcej. Ona miała dopiero dziesięć lat, ja osiemnaście, i wiedziałam, że potrzebuje jedzenia bardziej niż ja.
Odarłam pas materiału z dołu mojej sukienki i owinęłam nim pulsującą bólem dłoń, mając nadzieję, że powstrzymam krwawienie. Materiał przesiąkł moją krwią w chwili, gdy owinęłam nim rękę, ale przynajmniej nie kapałam już krwią wszędzie dookoła. Weszłam do opuszczonej wioski, szukając miejsca, w którym mogłabym ukryć się przed łowcą. Próbowałam otworzyć każde drzwi w każdym domu i już prawie się poddałam, aż natrafiłam na małą szopę. Nacisnęłam klamkę i, ku mojemu zaskoczeniu, drzwi ustąpiły. Szybko omiotłam wzrokiem wnętrze szopy, szukając jakiegokolwiek zagrożenia, a także jedzenia i ewentualnej broni. Wiedziałam, że nie zdołam pokonać łowcy, jeśli mnie złapie, ale mogłam z całych sił spróbować go przynajmniej osłabić. Dostrzegłam śrubokręt, który chwyciłam i wsunęłam do kieszeni mojego fartucha.
Łowca zawył trzy razy. Pochwycił zapach swojej ofiary. Serce biło mi szaleńczo w piersi. Wkrótce mnie dopadnie. Ale przynajmniej Lyra była bezpieczna. I wtedy usłyszałam krzyk, przerażony krzyk małej dziewczynki. Żołądek podszedł mi do gardła.
– Nie – krzyknęłam, przykładając dłonie do ust, by stłumić szloch. Jak to możliwe? Jak zdołali schwytać Lyrę? Przecież odciągnęłam ich od niej.
– Wyjdź, dziewczyno. – Głos łowcy rozległ się tuż obok. – Mamy twoją siostrę. Nie ma sensu się chować. I tak cię znajdziemy. Jeśli wyjdziesz teraz, być może darujemy ci życie.
Patrzyłam z rogu przez okno, jak przechodzili obok szopy. Było ich dwóch. Ten, który mówił, był ewidentnie przywódcą. Był dwukrotnie potężniejszy od tego drugiego i wyglądał na dwa razy starszego. Wstrzymałam oddech i wyobraziłam sobie, że bicie mojego serca zwalnia. Przechodzili dalej obok mnie. Gdy w zasięgu wzroku pojawił się drugi z nich, zauważyłam, że ciągnie małą dziewczynkę za włosy, a jej usta są zakneblowane, by nie mogła krzyczeć. Było zbyt ciemno, by stwierdzić, czy to Lyra, chociaż wydawała się być w odpowiednim wieku i postury.
– Jeśli wyjdziesz teraz – odezwał się przywódca – potraktujemy twoją siostrę łagodniej.
Kłamstwa. Łowcy byli bezlitośni. Te, które postanowili zostawić przy życiu, kończyły jako niewolnice wampirzych lordów. Pozostałe oddawano Alfie Stada Likanów, by robił z nimi, co zechce. Lyra była za młoda. Jeśli by ją zatrzymali, odesłaliby ją do swojej „Akademii Pustej Zasłony”, gdzie trzymanoby ją do osiągnięcia pełnoletności. Wiedźmy, które zarządzały Akademią Pustej Zasłony, wyszkoliłyby Lyrę na posłuszną. Nauczyłyby ją, że znajduje się na samym dole łańcucha pokarmowego i że nie ma wolnej woli... Jeśli by się zbuntowała i walczyła z wiedźmami, zakończyłyby jej życie. „Poddadzą eutanazji”, tak by to nazwały, „jak cholerne, dzikie zwierzę, którego nie da się oswoić".
Nie, nie pozwolę, by to się stało. Sięgnęłam do kieszeni fartucha i zacisnęłam dłoń na śrubokręcie. Gdybym tylko mogła zdjąć przynajmniej jednego z nich, drugi zostałby rozproszony, a Lyra, lub kimkolwiek była ta mała dziewczynka, mogłaby się wymknąć. Zaryzykowałabym utratę własnej wolności, a być może i życia, ale przynajmniej ona byłaby bezpieczna przed nadchodzącym koszmarem. Uznałam, że mam większe szanse na załatwienie tego mniejszego niż przywódcy. Nie dałam sobie czasu na wątpliwości. Natychmiast przeszłam do działania. Gdy łowca ciągnący dziewczynkę mijał drzwi szopy, wypadłam na zewnątrz, wznosząc śrubokręt wysoko w dłoni. Teraz widziałam dziewczynkę wyraźnie. To była Lyra; musiała zawrócić, z zamiarem pójścia w moje ślady. Z całą siłą, na jaką było mnie stać, wbiłam śrubokręt w klatkę piersiową łowcy. Jego oczy wypełniły się szokiem, gdy wypuścił ramię Lyry ze swojego uścisku. Patrzyłam, jak z jego ramion zaczyna wyrastać sierść.
– Uciekaj, Lyro! – krzyknęłam, wyciągając śrubokręt z piersi łowcy z zamiarem ponownego dźgnięcia.
– Jeśli uciekniesz, dziewczyno – rozległ się głos starszego łowcy – znajdziemy cię. Nasze bestie uznają cię za zwierzynę, a my pozwolimy im cię pożreć.
Lyra zaczęła płakać ze strachu, a w powietrzu uniósł się zapach moczu. Lyra stała całkowicie nieruchomo, absolutnie przerażona bestiami wokół nas.
– Lyro, nie słuchaj ich. Uciekaj, najszybciej jak potrafisz. Nie pozwól im wysłać cię do Akademii Pustej Zasłony! – krzyknęłam, po raz kolejny wbijając śrubokręt w łowcę stojącego przede mną; w tym momencie był już bardziej bestią niż człowiekiem, a jego całe ciało niemal całkowicie pokryło się futrem. Wydał z siebie zdławione wycie, gdy jego kości zaczęły trzeszczeć, a ciało zaczęło przybierać wilczą formę.
Lyra, widząc transformację mężczyzny, rzuciła się do ucieczki w stronę rzeki. Starszy łowca chwycił mnie w pół i odciągnął od wilka.
– Silas – rozkazał. – Za dziewczyną, nie pozwól jej uciec.
Zaczęłam wymachiwać rękami i nogami oraz rzucać głową do tyłu, próbując zmusić starszego łowcę, by mnie puścił.
– Nie – błagałam. – Ona jest tylko dzieckiem. Błagam, po prostu pozwólcie jej odejść. – Błagałam, podczas gdy łzy zaczęły spływać mi po twarzy.
Silas, jako wilk, zaryczał, zbliżając się do swojej ofiary. Usłyszałam rozdzierający serce krzyk, warkot wilka i miażdżenie kości, zanim zaczęłam tracić przytomność, a świat wokół mnie spowiła czerń.