Zdobyta przez Wiecznego Króla: Jego Szkarłatny Skarb

Zdobyta przez Wiecznego Króla: Jego Szkarłatny Skarb

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 5: Alaric
Autor: Aeliana Thorne
15 cze 2026
***Punkt widzenia Alarika podczas aukcji*** Otworzyłem drzwi moich komnat i przywołałem gestem dwóch strażników czekających na zewnątrz. – Panie – ukłonili się jednocześnie. Byli oni braćmi bliźniakami, jasnowidzami z Awangardy Drake'a. Uratowałem ich przed ludzkimi łowcami, gdy byli jeszcze pisklętami, a oni przysięgli mi wierność jako moi obrońcy. Zabrałem ich do mojego królestwa i kazałem moim najsilniejszym wojownikom ich wyszkolić. Teraz służyli jako moi osobiści strażnicy i ufałem im niemal tak samo, jak ufałem Dantemu. – Zabierzcie ciało Adelaide i pochowajcie je w ogrodach. W pobliżu wierzby. – Adelaide zawsze uwielbiała wierzbę. Przypominała jej córkę, Ivy, która zginęła podczas pierwszej wojny. Bliźniacy jednak nie musieli o tym wiedzieć. Obaj ukłonili się, po czym podeszli do Adelaide. Zian, wyższy z bliźniaków, podniósł ją delikatnie i wziął na ręce. Zephyr, ten drobniejszy, rozejrzał się, by sprawdzić, czy jeszcze coś należało zabrać z mojego pokoju, zanim podążył za Zianem, zamykając za nimi drzwi. Usiadłem na łóżku, przeczesując dłońmi moje kruczoczarne włosy. Krew Adelaide stępiła mój najgorszy głód, ale nadal nie czułem zaspokojenia. Potrzebowałem młodej, nowej krwi. Z niecierpliwością wyczekiwałem dzisiejszej aukcji. Wyglądając przez okno i widząc zachodzące słońce, wiedziałem, że wkrótce będziemy musieli wyruszyć; aukcja zaczynała się o zachodzie słońca. Wstałem z łóżka i podszedłem do garderoby, szukając czegoś do ubrania na ten wieczór. Wolałbym po prostu narzucić na siebie parę niebieskich dżinsów i czarną koszulę, ale skoro wybierałem się na aukcję, na której zjawią się moi poddani, musiałem się ubrać odpowiednio do okazji. Przewróciłem oczami, poirytowany faktem, że muszę zachowywać pozory, i złapałem pierwszy garnitur, na jaki padł mój wzrok. Był to standardowy garnitur, nic nazbyt wymyślnego, idealny na tę okazję. Krawat, czy bez krawata? Podchodząc do mojej komody, otworzyłem drzwi i spojrzałem w dół na krawaty, mrużąc na nie oczy. Chrzanić to. Nie założę dziś krawata; jeśli rada będzie miała z tym problem, niech mi to powie prosto w twarz. I tak to ja wygram. Zawsze wygrywam. Szybko założyłem garnitur, zostawiając kilka rozpiętych guzików w białej koszuli; nienawidziłem tego ograniczającego uczucia, które zawsze towarzyszyło noszeniu eleganckiej koszuli. Podwinąłem rękawy powyżej łokci, decydując się zrezygnować z marynarki. Szybko podciągnąłem spodnie. Dante wszedł do pokoju w chwili, gdy właśnie wkładałem buty. – Cóż, wyglądasz zachwycająco – powiedział Dante, odgarniając z twarzy brązowe loki. Miał na sobie podarte czarne dżinsy i białą koszulkę. Warknąłem na niego, czując, jak ogarnia mnie coraz większa irytacja. – O rany, uspokój się stary – powiedział ze śmiechem Dante. – Musisz zaliczyć, Al. Widzę, jak aż kipi w tobie to napięcie. – Czy w ten sposób zgłaszasz swoją siostrę na ochotniczkę? – zapytałem, przekomarzając się z Dantem. Jego siostra aż ociekała seksem, i gdyby Dante nie był moim najlepszym przyjacielem, już dawno bym ją przeleciał. – Stary, spierdalaj – rzucił Dante. Uśmiechnąłem się, wiedząc, że udało mi się trafić w jego czuły punkt. – Chodź, idziemy. Aukcja lada moment się zacznie. Podszedłem do Dantego i chwyciłem go za ramię, a przed oczami wyobraziłem sobie „Pozłacany Młotek”. Dante jęknął, pocierając oczy, a przed nami pojawił się „Pozłacany Młotek”. – Szlag by to, Al. Mówiłem, żebyś mnie ostrzegał, zanim to zrobisz. Dante nienawidził, gdy używałem teleportacji, ale był to najszybszy sposób na dotarcie do „Pozłacanego Młotka”, a zależało mi, by znaleźć się na miejscu przed wszystkimi innymi. W ten sposób mogliśmy niepostrzeżenie zająć miejsce na najwyższym balkonie. Umiejętność teleportacji była jedną z wielu zdolności, jakimi zostałem obdarzony, gdy stałem się Królem Nadprzyrodzonych. Otrzymałem po jednym darze od każdego z gatunków. Wiedźmy ofiarowały mi dar teleportacji, wilkołaki podarowały zdolność ukrywania mojego zapachu przed jakimkolwiek istnieniem nadprzyrodzonym. Smoki obdarzyły mnie nietykalnością, syreny – umiejętnością oddychania pod wodą, z kolei wróżki sprezentowały mi dar latania. Wszystkie te zdolności plus moja własna moc wampira czyniły mnie wręcz niezwyciężonym; dlatego tak bardzo irytowałem się, gdy tylko rada podejmowała temat zmuszenia mnie do wybrania Królowej. Gdy tylko wkroczyłem do „Pozłacanego Młotka”, uderzył mnie zapach, który sprawił, że wszystkie moje zmysły zaczęły pracować na najwyższych obrotach. Poczułem, jak kły przebijają mi się przez dziąsła, podczas gdy moje zmysły skupiły się na tym jednym, konkretnym aromacie. Do kogokolwiek należał ten zapach, musiałem go mieć. Moja bestia nie uspokoi się, dopóki nie zakosztuje tego smaku. Musiałem użyć całej swojej siły woli, by nie wtargnąć za kulisy i nie dopaść tego, od kogo bił ów zapach. – Stary, wszystko w porządku? – zapytał Dante z zaniepokojoną miną. – W porządku – warknąłem. – Nie posilałeś się przed wyjściem? – dopytywał Dante z wyczuwalną w głosie troską. – Owszem, Dante – powiedziałem, próbując powstrzymać kolejny warkot. – Więc dlaczego wyglądasz, jakby twoja bestia miała ochotę wyjść i się rozerwać? – kontynuował zaintrygowany moją reakcją Dante. – Wyczuwam jakiś niezwykle odurzający zapach – powiedziałem, otwierając się przed przyjacielem. – Muszę mieć tę osobę, do której należy. Moja bestia nie zadowoli się niczym innym. Dante pokiwał głową, jakby w pełni rozumiał moje położenie. – Jeśli ten zapach należy do jakiegoś człowieka, wiesz o tym, że go zabijesz, prawda? Zdążyłem o tym pomyśleć. Jeśli nie pozwolę bestii pożywić się na tej osobie, od której bije ten zapach, zniszczy ona wszystko na swojej drodze. Czym jest jedno życie w porównaniu do milionów innych. Chrząknąłem w odpowiedzi i kontynuowałem wspinaczkę po schodach do naszej loży VIP. Krótko potem zaczęli się pojawiać bywalcy, zapełniając to miejsce. Wyglądało na to, że każdy przyszedł tu w celu sprowadzenia do domu świeżego posiłku. Aukcja rozpoczęła się krótko po tym, jak ostatni z klientów zajął swoje miejsce. Próbowałem wdychać powietrze, aby ustalić źródło tego niesamowitego zapachu, ale wszystko wskazywało na to, że osoba, od której pochodził, opuściła budynek. Ta myśl wywołała u mnie gniew, lecz postanowiłem przetrwać aukcję do samego końca, wiedząc, że i tak muszę przyprowadzić do domu chociaż jedną nową niewolnicę krwi. Na scenę weszła piękna kobieta o opalonej karnacji i długich, kręconych, brązowych włosach. Zauważyłem, jak Dante zamarł tuż obok mnie i od razu wiedziałem, że ta wróci z nami do domu. Dantego nieustannie przebijał Lord Killian – wampirzy pan posiadający fortunę od pokoleń. – Milion klejnotów! – warknął Dante. Uniosłem pytająco brew, patrząc w jego kierunku. – Co? – warknął Dante. – Nienawidzę przegrywać. Licytator odliczył do końca, tym samym czyniąc Dantego zwycięzcą z najwyższą stawką. Nie zwracałem uwagi na kolejną licytację. Byłem podirytowany całą tą sytuacją i sfrustrowany faktem, że ten odurzający zapach tak po prostu zniknął. Przez chwilę usłyszałem słowa „Sprzedane Lordowi St. Claire”, padające z ust licytatora, i wypuściłem z siebie głębokie westchnienie ulgi. Aukcja dobiegła końca. Mogłem wreszcie wrócić do domu, znaleźć jakąś ładną wampirzycę i dać upust swojej wściekłości. Spojrzałem w dół na scenę i moje serce na ułamek sekundy zamarło w piersi. – Moja – szepnąłem, wpatrując się w rudowłosą piękność stojącą na scenie. Była najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem, i w tamtej chwili poczułem nagłą, nieodpartą potrzebę jej chronienia. – Chcę ją! – warknąłem głośno, zaznaczając tym samym swoją obecność. Licytator zaczął się jąkać, próbując mi wytłumaczyć, że została już sprzedana, ale wcale mnie to nie obchodziło. Zabieram ją ze sobą do domu. Pozwoliłem, by moja aura wybuchła wokół mnie, ogarniając całe wnętrze „Pozłacanego Młotka”. Obserwowałem, jak każda przebywająca tam istota kurczy się w sobie, nieruchomiejąc ze strachu. – Nie obchodzi mnie to – warknąłem. – Chcę ją. Ona jest moja. Zszedłem z loży, a tłum rozstępował się na mojej drodze. Rzuciłem licytatorowi sakwę pełną klejnotów, pokrywając koszty dziewczyny z dużą nawiązką. Im bliżej niej się znajdowałem, tym szybciej uświadamiałem sobie, że to ona pachniała w ten sam sposób co wcześniej. Pachniała wanilią z nutką lawendy, co przypominało mi dzieciństwo, o którym już dawno zapomniałem. Przyglądając się jej uważniej, zdałem sobie sprawę, że wilki ją umyły, co spowodowało rozcieńczenie jej zapachu ich szamponami. Wydałem z siebie ciche warknięcie na samą myśl, że ktoś inny mógł jej dotykać. Przywołałem ją do siebie, a kiedy zaczęła schodzić ze sceny, potknęła się o jakiś kabel. Instynkt ochrony przejął kontrolę i chwyciłem ją w ramiona; tam, gdzie nasze ciała się zetknęły, poczułem, jak obmywa mnie fala absolutnej rozkoszy. Spojrzałem w dół na kobietę leżącą w moich ramionach i zauważyłem, że jej ciało wręcz wylewało się ze skąpego bikini, w które ją ubrano. Każdy mężczyzna na tej sali miał okazję paść na niej swój wzrok. Poczułem, jak wzbiera we mnie potężna wściekłość. – Dajcie jej coś do okrycia – warknąłem na Betę Sterlinga. On w pośpiechu chwycił leżący za sceną szlafrok i rzucił go w jej stronę. Ubrała go w pośpiechu, ciasno otulając nim swoje małe, perfekcyjne ciało. Szybko nawiązałem mentalną więź z moim przyjacielem, będąc gotowym na zabranie nowej niewolnicy z tej piekielnej dziury. „Dante, ja spadam. Będziesz musiał znaleźć inny sposób na dotarcie do domu ze swoją nową niewolnicą”. „Jasne, nie ma problemu”, odpowiedział Dante. Podszedłem do kobiety i chwyciłem ją za ramię, przyciągając blisko siebie; na ten ruch uderzenia jej serca gwałtownie przyspieszyły. Pomyślałem o moich pałacowych komnatach i w ułamku sekundy zostaliśmy tam przeniesieni. – O mój Boże, zaraz zwymiotuję – wybełkotała kobieta, rozglądając się za miejscem, w którym mogłaby zwrócić zawartość żołądka. – Łazienka jest tam – rzuciłem, wskazując kierunek do mojej prywatnej łaźni. ***Mam nadzieję, że podoba się wam początek „The Vampire Kings Slave Mate”. Koniecznie zostawcie komentarz i napiszcie mi, co myślicie. Ponadto, jeśli szukacie ukończonej powieści, sprawdźcie moją inną historię „The Unexpected Luna”. Chciałam jeszcze dodać, że co jakiś czas będę pisać ten sam rozdział z punktu widzenia innego bohatera, żebyście mieli lepszy pogląd na rozwój wydarzeń. Jeszcze raz dziękuję za wspieranie mnie w mojej pisarskiej przygodzie. Buziaki, Marriah***

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 68

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

68 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5: Alaric – Zdobyta przez Wiecznego Króla: Jego Szkarłatny Skarb | Czytaj powieści online na beletrystyka