Głos Chloe był zbyt donośny, przez co w sali na chwilę zapadła cisza.
Kiedy zdała sobie z tego sprawę, spojrzenia wszystkich były już utkwione w niej, w tym również Silasa i Vivienne.
W tym momencie Chloe w oczach wszystkich wyglądała jak kłótliwa, niewychowana kobieta.
Stary ogrodnik pochylił się i zaczął zbierać rozsypane na ziemi róże, bezustannie przy tym przepraszając.
Twarz Chloe spochmurniała, gdy zdała sobie sprawę, że ściągnęła na siebie uwagę wszystkich. Szybko zmieniła ton i przeprosiła: — Bardzo przepraszam, byłam zbyt porywcza. Wszystko w porządku, proszę pana?
Vivienne obserwowała tę scenę z dystansu.
Choć Chloe próbowała ratować sytuację, było już za późno. Sprawiała jedynie wrażenie nieszczerej.
W tej samej chwili Chloe zauważyła również Vivienne stojącą u boku Silasa.
„Dlaczego ona tu jest?”
Silas zmarszczył brwi.
Vivienne przyjrzała się wyrazowi twarzy Silasa. Wyglądało na to, że nie miał pojęcia o przybyciu Chloe.
Czyżby Chloe przyszła tu sama z własnej woli?
Vivienne zamilkła.
Ten bieg wydarzeń różnił się od tego, co pamiętała ze swojego poprzedniego życia.
Pamiętała, że w poprzednim życiu Silas przyprowadził Chloe na bankiet, gdzie ta zyskała uznanie Killiana Blackwooda. Dzięki temu udało jej się wyjechać na studia za granicę.
Po studiach, dzięki wsparciu Silasa i Killiana, szybko wspięła się na sam szczyt.
Vivienne sądziła, że skoro tym razem Silas nie zabrał ze sobą Chloe, ta się nie pojawi.
Jednak Chloe uparła się, by przyjść.
— Panie Huntington!
Słysząc zamieszanie w budynku klubowym, Arthur wbiegł do środka.
— Kto ją wpuścił? — zapytał Silas nieprzyjaznym tonem.
— Ja... — Arthur spuścił głowę. — Myślałem, że panna Miller mogłaby panu pomóc.
Silas potarł skronie.
Zawsze był pobłażliwy dla Chloe.
Jednak skoro zabrał na takie wydarzenie Vivienne, Chloe nie powinna była się tu pokazywać.
— Panna Miller nie zna tego otoczenia. Idź szybko i zaopiekuj się nią.
Vivienne ze spokojem upiła łyk szampana.
Silas patrzył na Chloe, która wyglądała jak spłoszone zwierzę. Ostatecznie jednak nie potrafił zostawić jej samej sobie.
— Podejdę tam na chwilę. Zaraz wracam — rzucił.
Vivienne milczała.
Można się było spodziewać, że Silas pójdzie do Chloe. W końcu nigdy nie potrafił z niej zrezygnować.
Silas podszedł do Chloe i zapytał: — Dlaczego tu przyszłaś?
Chloe spuściła głowę z miną skrzywdzonego dziecka.
— Przepraszam... Ja tylko... chciałam przyjść i popatrzeć.
Przełknęła łzy. Widząc ją w takim stanie, Silas nie miał serca powiedzieć jej ani jednego szorstkiego słowa.
W końcu była studentką, którą wspierał i kształcił od tak wielu lat. Był świadkiem każdego jej wysiłku.
— Poproszę Arthura, żeby odprowadził cię z powrotem.
Widząc, że Silas zamierza odejść, Chloe pośpiesznie złapała go za rękaw. — Panie Huntington, czy mogę zostać? — zapytała.
Silas zmarszczył brwi.
Chloe zawsze była posłuszna i znała swoje miejsce. Nigdy wcześniej nie przekroczyła granicy w ten sposób.
Widząc wyraz twarzy Silasa, Chloe wyczuła jego niezadowolenie. — Przepraszam, panie Huntington. Ja... ja... — zaczęła przepraszać.
Patrząc na twarz Chloe, Silas nie potrafił zdobyć się na surowość.
— Możesz zostać. To wydarzenie przyda ci się w kontekście studiów za granicą — odpowiedział.
Słysząc te słowa, Chloe w końcu się uśmiechnęła.
— W-w takim razie, czy mogę panu towarzyszyć?
Silas omiótł wzrokiem otaczający ich tłum. Naprawdę nie czułby się spokojny, gdyby zostawił Chloe samą, by radziła sobie ze wszystkim na własną rękę.
— Tak.
Chloe była wniebowzięta.
Arthur nie mógł powstrzymać się od pytania: — Panie Huntington, a co z panią...?
— Idź do niej. Nie pozwól, by narobiła kłopotów jak ostatnim razem.
Silas wiedział, że Vivienne często bywa na bankietach. Dla kogoś takiego jak ona, kto nie miał pojęcia o finansach, przyjście tutaj było jedynie sposobem na zabicie czasu.
Dopóki nie szastała pieniędzmi jak ostatnio, wszystko było w porządku.
Tymczasem Vivienne patrzyła na podchodzącego Arthura. Zanim zdążył się odezwać, zapytała: — Poszedł towarzyszyć Chloe?
— Proszę pani, panna Miller jest kluczową kandydatką rozwijaną przez firmę, więc...
— Wiem. Rozumiem.
Vivienne wydawała się przejmować Silasem i Chloe.
Arthur odetchnął z ulgą, choć nie opuszczało go przeczucie, że Vivienne zmieniła się od ich ostatniego spotkania.
Vivienne przyglądała się Chloe, która u boku Silasa swobodnie rozmawiała z kilkoma wpływowymi osobistościami.
Choć Chloe miała świetne wyniki w nauce, wciąż była tylko studentką. W starciu z doświadczonymi wyjadaczami, którzy spędzili w świecie biznesu długie lata, jej słowa nie miały większego znaczenia.
Ci ludzie prawili Chloe komplementy wyłącznie z szacunku dla Silasa.
Wkrótce Chloe napotkała trudności podczas rozmowy ze starszym obcokrajowcem.
Jeśli Vivienne dobrze pamiętała, był to potentat finansowy z Austerrii.
Cały problem polegał na tym, że ów magnat posługiwał się wyłącznie swoim ojczystym językiem i nie znał żadnego innego.
Pech chciał, że jego tłumacz był w tej chwili nieobecny.
— Panie Huntington...
Chloe przygryzła wargę, spoglądając na Silasa.
Podczas gdy Silas zastanawiał się, jak rozładować tę kłopotliwą sytuację, podeszła Vivienne i zaczęła płynnie rozmawiać z mężczyzną po austerryjsku.
Mężczyzna sprawiał wrażenie zadowolonego z tego, co usłyszał od Vivienne, po czym uścisnął jej dłoń.
Dopiero wtedy Chloe zauważyła Vivienne.
Vivienne miała na sobie tę samą czarną suknię co ona.
Vivienne prezentowała się z wdziękiem i elegancją, podczas gdy Chloe wyglądała, jakby założyła tanią sukienkę z pchlego targu.
Chloe poczuła ukłucie żalu i zacisnęła pięści. Powiedziała z uśmiechem: — Vivienne, jestem pod wrażeniem. Mówisz nawet płynnie po austerryjsku.
Vivienne uśmiechnęła się do niej, nic nie mówiąc.
Silas pamiętał, że Vivienne miała talent do języków obcych. Jednak austerryjski nie był zbyt popularny ani nie pełnił roli międzynarodowej lingua franca. To, że znała i ten język, było zaskoczeniem.
— Ale Vivienne, co właściwie powiedziałaś przed chwilą panu Thorne? Wyglądał na takiego zadowolonego.
— Powiedziałam mu, że działka w pobliżu Lazurowej Zatoki, którą kupił na aukcji, świetnie się sprzeda. Stąd jego radość — odparła Vivienne.
— Ta działka... świetnie się sprzeda?
Chloe wyglądała na zdezorientowaną.
Tamta ziemia nie wydawała się niczym szczególnym.
— Być może — odpowiedziała od niechcenia Vivienne.
W jej poprzednim życiu ta działka rzeczywiście została sprzedana za świetną cenę. Okolica nagle rozwinęła się pod kątem turystycznym, a grunt zaczął przynosić ogromne zyski.
Prawdopodobnie Roderick Thorne wiedział o nadchodzących inwestycjach w tamtym rejonie, co skłoniło go do zakupu.
Chloe z pewnością brakowało takiej dalekowzroczności.
Silas przez chwilę wpatrywał się w Vivienne. Pod jego badawczym spojrzeniem zaczęła czuć się niekomfortowo.
— Dlaczego tak na mnie patrzysz? — zapytała Vivienne.
Silas odparł pytaniem na pytanie: — Skąd wiesz, że ta ziemia świetnie się sprzeda?
















