Po chwili Chloe wyszła z toalety z ponurą miną. Zdążyła już przebrać się w białą sunię.
— Co się stało? — zapytał Silas.
— Przebierałam się w toalecie i zobaczyłam Vivienne.
— Vivienne?
Chloe skinęła głową. — Widziałam ją z tym mężczyzną z ostatniego razu. Wydawali się bardzo blisko...
Po tych słowach Chloe zaczęła bacznie obserwować wyraz twarzy Silasa. Szybko dodała: — Ale możliwe, że się pomyliłam. Skąd Vivienne miałaby znać kogoś takiego jak Xavier? Słyszałam, że to niebezpieczny człowiek.
— Ta cała Vivienne... — rzucił Silas lodowatym tonem.
Już ostatnim razem zauważył zainteresowanie Xaviera osobą Vivienne.
Czy ta kobieta nie miała w sobie za grosz ostrożności? Spoufalała się z kimś takim jak Xavier, który był powszechnie znanym wyjętym spod prawa człowiekiem.
Silas poczuł niewytłumaczalny ucisk w klatce piersiowej.
W tym momencie Vivienne wyszła z toalety. Silas spojrzał na nią podejrzliwie i z wyraźnym niezadowoleniem.
— Co przed chwilą robiłaś? — zapytał Silas zniżonym głosem.
— Ja? Byłam w toalecie.
Vivienne była zdziwiona.
Chloe postąpiła krok naprzód. Udając zażyłość z Vivienne, chwyciła ją za rękę.
— Vivienne, widziałam wszystko przed chwilą. Xavier nie jest dobrym człowiekiem. Proszę, nie daj się mu oszukać.
Vivienne instynktownie cofnęła rękę.
Ręka Chloe zawisła w powietrzu. Powiedziała z żalem w głosie: — Vivienne, nie miałam zamiaru skarżyć się panu Huntingtonowi... Po prostu Xavier naprawdę nie jest dobrym człowiekiem.
— Wiem doskonale, jakim człowiekiem jest Xavier. Nie potrzebuję ocen innych ludzi — odparła chłodno Vivienne.
— Ja...
Chloe przygryzła wargę, z miną pełną bólu.
Silas powiedział zimno: — Chloe po prostu martwi się o ciebie. Nie podejmuj zbędnego ryzyka, zadając się z niewłaściwymi ludźmi.
Chloe pociągnęła Silasa za rękaw, jakby ganiła go za te szorstkie słowa.
Vivienne jedynie się im przyglądała. Ktoś postronny pomyślałby, że to Chloe jest żoną Silasa.
— Tak czy inaczej, najlepiej trzymać się z dala od Xaviera. Jesteś wykształconą kobietą, a on to niewychowany barbarzyńca. Jak możesz zadawać się z kimś takim?
Nagle z pobliża dobiegł dźwięk laski uderzającej o podłogę.
Wszyscy spojrzeli w stronę, z której dobiegał ten dźwięk. Po chwili ujrzeli starszego, siwego mężczyznę stojącego na środku sali.
Vivienne odwróciła się. Twarz mężczyzny wydała jej się znajoma. Szybko rozpoznała w nim staruszka — to był ten sam ogrodnik, który wcześniej układał wazony w lobby!
Tym razem starszy pan miał na sobie garnitur. Po obu jego stronach stali dwaj ochroniarze. His postawa budziła respekt, a srogi, groźny wyraz twarzy sprawiał, że ludzie bali się do niego zbliżyć.
— To jest starszy pan Blackwood — oznajmił jeden z ochroniarzy.
Obecni wokół goście z szacunkiem unieśli kieliszki w stronę staruszka.
W tym momencie jedynie Chloe miała przerażoną minę.
Starszy człowiek, którego przed chwilą zrugała, okazał się samym Killiananem!
Chwilę później zza pleców Killiana wyłonił się Xavier. Stanął u jego boku, podtrzymując go pod ramię.
Vivienne nagle ogarnęło złe przeczucie.
Xavier spojrzał na Vivienne i uśmiechnął się.
— Panie i panowie, zaprosiłem was tutaj dzisiaj, aby ogłosić, że Xavier jest moim wnukiem. Jest również jedynym spadkobiercą rodziny Blackwood.
Killian zmierzył Chloe lodowatym wzrokiem.
Na to spojrzenie dreszcz przeszedł Chloe po plecach.
— Z całą pewnością nie jest on niewychowanym barbarzyńcą — powiedział zimno Killian.
Wszyscy byli zaskoczeni. Jedynie Vivienne była kłębkiem nerwów, a jej serce biło niespokojnie.
Coś było nie tak! Oś czasu się nie zgadzała! Jak to mogło się dziać już teraz?
















