Helena posłała mu łagodny uśmiech. „Adrian, Drey tylko żartuje”.
Giselle stanęła obok Adriana. Miała na sobie zwiewną, białą sukienkę, a jej długie włosy opadały na ramiona, nadając jej wdzięku i niewinności.
Zbliżyła się do Audrey i powiedziała łagodnym głosem: „Audrey, czy wciąż jesteś zła na Adriana za to, co stało się tamtego dnia?”
Sienna wydała z siebie kpiący śmiech. „Drey, jak możesz w ogóle gniewać się na Adriana?”
Ale to w ogóle nie interesowało Adriana.
Spuścił wzrok, a jego ciemne i przenikliwe oczy skupiły się na niej; jego głos był cichy i opanowany, gdy powtórzył: „Z kim dokładnie skończyłaś?”
Audrey posłała mu drwiący uśmiech. „Głuchy jesteś, Adrian? Powiedziałam, że z tobą skończyłam”.
Helena uniosła brwi, a w jej oczach przemknął cień zaskoczenia. Pomyślała: „Wygląda na to, że naprawdę nie doceniłam Audrey”.
W Adrianie wezbrał gniew. Pociągnął Audrey w swoje ramiona, warcząc: „Wydaje ci się, że to ty tu ustalasz zasady?
Skończ z tym. To urodziny dziadka. Chodź, idziemy się z nim przywitać”.
Adrian objął Audrey ramieniem i przeszedł tuż obok Giselle, kierując się prosto do Alistaira siedzącego przy głównym stole.
Sienna obserwowała zachowanie Adriana i Audrey, tupiąc ze złości nogą. „Giselle, czy Adrian postradał zmysły, czy co?”
Rzęsy Giselle zatrzepotały, gdy posłała jej kpiący uśmiech. „Sienna, nie mów mi, że ty też masz słabość do Adriana?”
Sienna była kompletnie zbita z pądu. „N-nie mam”.
Zabrzmiało to winnie, a jej głos stał się cichszy. „Jak mogłabym mieć do niego słabość? Wkrótce bierze ślub z moją siostrą”.
Praktycznie zakrztusiła się tymi słowami, jakby nie mogła tego znieść.
Twarz Giselle spochmurniała. Nie zaszczyciła już Sienny spojrzeniem, wpatrując się przed siebie. „Chodźmy, Sienna. Idź ze mną przywitać się z dziadkiem”.
Po pięciu długich latach Giselle była gotowa odzyskać wszystko, co prawnie jej się należało.
*****
Audrey nie kłóciła się już z Adrianem. W końcu zapłacono jej za to wydarzenie, więc musiała grać w jego grę, aż to przedstawienie dobiegnie końca.
„Alistair, to mój prezent dla ciebie. Życzę ci nieskończonego szczęścia i zdrowia” – powiedziała Audrey z grzecznym uśmiechem.
Alistair uśmiechnął się szeroko, przyjmując podarunek. „Drey, dziękuję. Wasz ślub z Adrianem już za miesiąc. Powinniście odebrać ten akt małżeństwa”.
Wszyscy obserwujący znali dokładne intencje Alistaira. Nie mógłby być bardziej szczęśliwy, widząc Audrey jako żonę Adriana.
Adrian poczuł ukłucie niepokoju, obawiając się, że Audrey, która najwyraźniej nie była zachwycona pobytem tutaj, może wypalić z czymś skandalicznym i wywołać kłopoty.
Szybko wtrącił: „Dziadku, załatwimy to za kilka dni”.
Alistair posłał Adrianowi długie, ostrzegawcze spojrzenie. „Którego dnia?”
Adrian zacisnął wargi. „Lecę jutro do Havenbrook w sprawach służbowych i wracam pojutrze. Kiedy wrócę, pójdziemy to załatwić”.
Audrey pomyślała z gorzkim uśmiechem: „Pojutrze? W życiu nie odbiorę tego durnego aktu”.
Z ustaloną datą nastrój Alistaira wyraźnie się poprawił. Powiedział: „Drey, usiądź. Jestem dziś dość zajęty. Obsłuż się sama”.
Audrey błysnęła delikatnym uśmiechem. Alistair był takim dobrym człowiekiem, więc nie chciała sprawiać mu kłopotów. „W porządku, dziadku. Rób swoje. Nie martw się o mnie”.
Adrian jedynie wskazał na stolik. „Ty i Helena możecie tu usiąść”.
Spojrzał za siebie i dostrzegł Giselle pogrążoną w głębokiej rozmowie z Alistairem. Adrian nie marnował ani sekundy i pospieszył, by do nich dołączyć.
„Drey, widzisz to? Wiedziałam. Giselle zawsze była tą, o którą Adrian naprawdę dbał” – zrzędziła Sienna.
Audrey nawet nie zaszczyciła swojej bezczelnej przyrodniej siostry spojrzeniem. Zamiast tego posłała słodki uśmiech Helenie. „Heleno, kiedy urodziłaś Siennie brata? Tata od zawsze pragnął syna. Przekazałaś mu już te wieści?”
Twarz Sienny poczerwieniała ze złości. „Audrey, niby kiedy moja mama dała mi brata?”
Audrey uśmiechnęła się z wyższością, a z jej tonu kapał sarkazm. „Ciągle powtarzasz, jak bardzo Adrian dba o Giselle. Pomyślałam po prostu, że tak bardzo chciałaś mieć brata. Może pewnego dnia Helena spełni to twoje małe marzenie”.
Helena posłała jej sztuczny uśmiech. „Drey, to naprawdę zabawne”.
„Czy ona naprawdę dogryza mi, że nie jestem w stanie urodzić syna?” – pomyślała Helena z odrobiną goryczy.
„Przepraszam, panno Audrey Mercer, pan Hawthorne prosi, by dołączyła pani do niego przy głównym stole” – zwrócił się do Audrey służący.
Audrey na moment zaniemówiła, po czym wstała z uśmiechem. „Jasne, dziękuję”.
Twarz Sienny wykrzywiła się we frustracji, gdy mogła tylko patrzeć, jak Audrey odchodzi. Narzekała: „Mamo, widziałaś to?”
Helena zgromiła ją wzrokiem. „Wystarczy. Weź się w garść. Pamiętaj, dlaczego tu jesteśmy”.
Nerwy Sienny natychmiast opadły. Nie przyszła tu dziś po to, by kłócić się z Audrey.
„Słyszeliście? Vance ma tu wpaść później” – szepnął ktoś.
„Czekaj, masz na myśli Vance'a Hawthorne'a? Wrócił do kraju?” – zapytała inna osoba.
„Ta, Vance prawie wszystko uporządkował z zagranicznymi interesami rodziny Hawthorne'ów, więc to jasne, że wraca” – odpowiedział pierwszy z rozmówców.
Wszyscy wiedzieli, że prawdziwą głową rodziny Hawthorne'ów był Vance Hawthorne, najmłodszy, tajemniczy i trzymający się w cieniu syn Alistaira.
„Słyszałam, że Vance wciąż jest singlem. Skoro wrócił, wszystkie bywalczynie salonów i dziedziczki w Valenport będą knuły, by zwrócić na siebie jego uwagę” – zażartował ktoś.
*****
„Drey, usiądź obok Adriana. Szczerze, Adrian, dorośnij. Oczywiście, że twoja żona powinna siedzieć z tobą przy głównym stole” – skwitował Alistair.
Oboje rodziców Adriana uśmiechnęło się.
„Zgadza się, Drey. Naprawdę nie mogę się doczekać, aż wyjdziesz za Adriana” – powiedziała ciepło Victoria, matka Adriana.
Potem odwróciła się do Giselle. „Giselle, byłaś za granicą przez pięć lat, więc możesz nie wiedzieć, że Audrey wkrótce wychodzi za Adriana. Prawdopodobnie już się spotkałyście”.
Uśmiech Giselle na chwilę zbladł, po czym odparła: „Tak, znam ją. Audrey i ja chodziłyśmy do tego samego liceum”.
Adrian nie mógł znieść widoku Giselle w tak niezręcznej sytuacji, więc delikatnie nałożył jej na talerz obraną krewetkę. „Proszę, Giselle, poczęstuj się. Krewetki to twoje ulubione, prawda?”
Oczy Alistaira nieznacznie się zwęziły. Chociaż był nieco niezadowolony, zachował to dla siebie przed resztą gości.
„Dlaczego nie pozwolisz, żeby Adrian obrał jedną również dla ciebie, Drey?” – zasugerował z uśmiechem Alistair.
Adrian obrał już drugą krewetkę i właśnie miał rzucić ją na talerz Audrey, gdy przerwała mu, a jej ton był lodowaty. „Dziękuję, dziadku, ale jestem uczulona na owoce morza”.
Audrey spojrzała Adrianowi w oczy, a jej słowa były pełne znaczenia. „Dzięki, ale niech Giselle ją zje”.
Alistair zaśmiał się, posyłając Adrianowi kolejne dyskretne, karcące spojrzenie. „Vance napisał, że korki są koszmarne. Kazał nam nie czekać”.
„Dziadku, czy wujek Vance zostaje na dobre tym razem?” – zapytał Adrian z nutą ciekawości w głosie.
Edward, ojciec Adriana, zawsze kierował krajowymi sprawami Hawthorne Group, podczas gdy Vance wydawał polecenia za granicą.
Wszyscy mówili, że Alistair ma dwóch wspaniałych synów, ale w tle zawsze kręcili się ludzie zachęcający ich do rywalizacji tylko dla samego dramatu.
Szkoda tylko, że Alistair zaplanował ich przyszłość już lata temu.
Edward był niezawodnym, staroświeckim typem. Był bezpiecznym zakładem na utrzymanie dziedzictwa rodziny w nienaruszonym stanie. Za to Vance był bezwzględny, zdecydowany i był ulubionym następcą Alistaira.
Dzięki posunięciom Vance'a rodzina Hawthorne'ów mogła stanąć na samym szczycie śmietanki towarzyskiej Valenport. Wszyscy myśleli, że jest nieprzewidywalny, ale każda podjęta przez niego ryzykowna decyzja okazywała się strzałem w dziesiątkę.
Pięć lat temu Alistair definitywnie odsunął się od firmy i powierzył stery Vance'owi.
Ale Vance nigdy nie pchał się na afisz. Oddał krajowe biznesy i wyjechał za granicę budować własne imperium.
Alistair spojrzał na Adriana i zapytał: „Co, boisz się, że Vance weźmie cię w obroty, teraz kiedy wrócił?”
Vance miał 33 lata – w żadnym razie nie był stary, ale był niesamowicie konserwatywny.
Kiedy Adrian miał 17 lat, wymknął się kiedyś z Giselle na przejażdżkę rodzinnym samochodem. Vance niemal wciągnął go przez to w poważne kłopoty z prawem.
Więc Adrian zawsze trochę obawiał się Vance'a.
Adrian potarł nos, próbując udawać wyluzowanego. „Nie ma mowy, dlaczego miałbym?”
Zażartował nerwowo, ale kiedy napotkał lodowate spojrzenie Audrey, zapłonęły w nim iskry gniewu.
Pochylił się blisko jej ucha, a jego głos przepełniała irytacja. „Co w tym takiego śmiesznego?”
Audrey wzięła kawałek ryby i włożyła go do ust. „Nic. Po prostu uważam, że jesteś całkiem zabawny”.
Z góry dobiegł głęboki, magnetyczny głos. „Co w tym takiego śmiesznego? Podzielisz się żartem z nami wszystkimi?”
Serce Audrey zabiło szybciej.
Poodszedł do nich mężczyzna, a jego wysoka sylwetka stopniowo stawała się coraz wyraźniejsza.
Miał na sobie grafitowy garnitur i czarną koszulę zapiętą pod samą szyję. Jego oczy były ostre i przenikliwe, brwi zmarszczone, a wyraz twarzy wręcz nieodgadniony.
„Tato, przepraszam za spóźnienie”. Osobą, która to powiedziała, był nie kto inny, jak Vance Hawthorne.














