Audrey poszła za Vance'em do jego samochodu. Tego dnia nie było w nim kierowcy.
Poczuła się trochę nieswojo. Nie była pewna, czy to dlatego, że właśnie urządziła scenę na ślubie, czy z jakiegoś innego powodu.
– Sam dzisiaj prowadzisz? – zapytała.
– Taa – odparł Vance, opadając na fotel kierowcy. Mówił zrelaksowanym, głębokim głosem. – Leo wziął dzień wolnego. Rodzi mu się dziecko.
Audrey zamrugała














