Rzucić bratanka: Zdobyta przez jego wujka-miliardera

Rzucić bratanka: Zdobyta przez jego wujka-miliardera

Autor: Lucian Vesper

Rozdział 7 Nie twój interes
Autor: Lucian Vesper
25 lip 2026
Dłoń Roberta z głośnym plaśnięciem opadła ciężko na policzek Audrey. "Jak śmiesz!" — warknął. Głowa Audrey odskoczyła w bok, a jej policzek zapłonął bólem. Uniosła wzrok, krzyżując spojrzenie z Robertem. "Dlaczego miałabym nie śmieć? Czego miałabym się bać? "On mnie nie kocha, więc nie chcę za niego wyjść. Czy nie mogę po prostu powiedzieć nie?". Klatka piersiowa Roberta unosiła się i opadała w gniewie. "Miłość? Ile to jest warte? Czy w ogóle zdajesz sobie sprawę, że firma taty wisi na włosku? Jeśli wejdziesz do rodziny Hawthorne'ów, będziemy mieli wyjście. "Jeśli tego nie zrobisz, to równie dobrze możemy po prostu czekać na bankructwo". Los nigdy nie obdarzył Roberta synem. Obie żony urodziły mu córki. Jego młodsza córka, Sienna, potrafiła mu schlebiać i zawsze wiedziała, jak poprawić mu nastrój. Ale Audrey? Była uparta jak osioł. Audrey zaśmiała się chłodno. "Więc niech zbankrutuje". Dla Audrey ta firma i tak już jechała na oparach. Bankructwo wcale nie było złą rzeczą. "Kiedy już zbankrutuje, mogę utrzymać cię z własnej pensji. Nie będziesz potrzebował nikogo innego" — powiedziała Audrey. Robert był tak wściekły, że czuł, jak wnętrzności skręcają mu się w supeł. Odparował: "Daruj sobie. Twoja wypłata nie starczyłaby mi nawet na jeden dzień. "Audrey, lepiej przemyśl to dwa razy. Gdyby nie te zaręczyny między naszymi rodzinami, naprawdę myślisz, że rodzina Hawthorne'ów kiedykolwiek by cię zaakceptowała?". Audrey uśmiechnęła się z przekąsem. "Cóż, więc dlaczego by po prostu nie oddać tych zaręczyn Siennie?". Oczy Sienny natychmiast się rozszerzyły. "Poważnie? Jesteś pewna, że nie będziesz tego żałować?". Audrey klasnęła językiem, nie kłopocząc się dodawaniem choćby słowa. Chwyciła swoją torebkę i wyszła sprężystym krokiem. ***** Gdy wyszła na zewnątrz, Adrian opierał się o swój samochód z papierosem w dłoni. Na jej widok zgasił papierosa i wyrzucił go do pobliskiego kosza na śmieci. Gdy Audrey podeszła bliżej, Adrian w końcu zauważył czerwony ślad odznaczający się na jej jasnej skórze. "Czy Robert cię uderzył?" — zapytał Adrian, marszcząc brwi. Wyciągnął rękę, chcąc lepiej przyjrzeć się jej twarzy, ale Audrey odtrąciła jego dłoń. "Nie twój interes" — powiedziała chłodno. Oczy Adriana pociemniały. Pomyślał: „Dokładnie tak, jak mówił jej ojciec, jest uparta jak osioł”. "Wsiadaj do samochodu. Jutro odbierzemy nasz akt małżeństwa. Przegapiłem walentynki, ale jutro sprawię, że ten dzień będzie wyjątkowy" — powiedział Adrian. „Teraz mu zależy, by było wyjątkowo?” — pomyślała Audrey. „Szkoda. Jest już na to o wiele za późno”. Głos Audrey był spokojny i opanowany. "Adrian, nie musimy tego robić. Mówiłam ci, że z nami koniec". Jeszcze przed chwilą Adrian się o nią martwił, a teraz w jego oczach płonął ogień. "Audrey, wystarczy. Giselle to moja siostra. Nikt nie jest w stanie cię zastąpić. Ile razy muszę ci to przeliterować?". "Ale wiesz, że nie jest twoją biologiczną siostrą. Nawet nie jesteście rodziną z krwi. Możesz przysiąc, że już nigdy więcej się z nią nie spotkasz?" — zapytała Audrey. Audrey wychwyciła, jak Adrian odwrócił wzrok, i doskonale wiedziała, co to oznacza. "Widzisz? Nie potrafisz tego zrobić, a ja też nie potrafię. Na samą myśl o tym, co jest między wami dwojgiem, skóra mi cierpnie" — odparowała Audrey. Oddech Adriana stał się ciężki, i nagle popchnął ją w stronę siedzenia pasażera. "Czuj sobie, co tylko chcesz, ale rozstanie? Nigdy do tego nie dojdzie" — warknął Adrian. Wcisnął gaz, i samochód odjechał z piskiem opon w noc. Audrey rzuciła Adrianowi chłodne spojrzenie z ukosa. Jego wargi zaciśnięte były w wąską linię, a podły nastrój malował się na całej jego twarzy. Nie mogła jednak powstrzymać rozbawienia. Zganiła go w myślach: „Jakim prawem on w ogóle jest zły?”. "Nie zamierzam dzisiaj umierać. Zwolnij, albo wezwę gliny" — warknęła Audrey, posyłając Adrianowi wściekłe spojrzenie. Kątem oka Adrian dostrzegł jej pozbawione krwi wargi. Przypominając sobie, że wcześniej narzekała na ból żołądka, odpuścił pedał gazu, a samochód zwolnił. Kiedy wyszli, Audrey z całej siły trzasnęła drzwiami samochodu i z lodowatym wyrazem twarzy pomaszerowała prosto do pokoju gościnnego na piętrze. Adrian poszedł w jej ślady, przez chwilę wahając się przed jej drzwiami, po czym ruszył do swojego pokoju. Żadne z nich nie zawracało sobie głowy główną sypialnią. Audrey potarła brzuch, zmuszając się do odpisania na wiadomości swoich klientów. Sprawdziła kalendarz, uporządkowała swoje sprawy na następny tydzień i w końcu zamknęła laptopa. Była zalogowana na swoim alternatywnym koncie na platformie X, a jedyną osobą, którą obserwowała, była Giselle. Ostatnim razem sprawdzała profil Giselle i zapomniała przelogować się z powrotem na swoje główne konto. Audrey zauważyła czerwoną kropkę na liście obserwowanych i nie mogła powstrzymać się przed kliknięciem. Giselle zaledwie pięć minut temu opublikowała nowy tweet. Giselle: [Mój brat podarował mi Serce Anioła jako prezent powitalny. Co o tym myślicie? Czyż nie jest wspaniałe?] „Więc to Adrian wydał piętnaście milionów dolarów w domu aukcyjnym Crownstone na Serce Anioła” — pomyślała Audrey. Właśnie wtedy rozległo się pukanie do drzwi, i Audrey z trudem zmusiła się, by podejść je otworzyć. Stał tam Adrian, trzymając jedną dłoń w kieszeni, a drugą wyciągając pudełeczko z prezentem. Powiedział: "Zobaczyłem to w centrum handlowym, kiedy byłem w trasie. Pomyślałem, że ci się spodoba, więc ci to kupiłem". Gdyby Audrey dopiero co nie zobaczyła posta Giselle, mogłaby wręcz pomyśleć, że Adrian wreszcie starał się jej zadośćuczynić. Ale teraz, wpatrując się w to pudełko z biżuterią, które przypominało jakiś ponury żart, wcale nie była zła. Zamiast tego uśmiechnęła się lekko. "Wow, co za niespodzianka. Mam nadzieję, że nie zrujnowało to twojego budżetu". Adrian zmarszczył brwi, wychwytując uszczypliwość w jej głosie. "Setki tysięcy nie zrujnują mojego budżetu". Audrey wzięła pudełko i próbowała zamknąć drzwi, ale Adrian wkroczył w próg, powstrzymując ją. Uniosła brew i zapytała: "Masz dla mnie kolejny prezent?". Adrian uniósł brew. "Nie. "To tylko przypomnienie. Jutro odbieramy nasz akt małżeństwa". Audrey zerknęła na swój telefon, nonszalancko odczytując nową wiadomość, która właśnie wyskoczyła. [Drey, jesteś teraz z Adrianem? Na jeden telefon od Giselle, natychmiast cię rzuci i pobiegnie do niej. Chcesz spróbować?] Wiadomość została szybko usunięta. Adrian wyglądał na zirytowanego. "Hej, mówię do ciebie". Audrey posłała mu półuśmiech, wbijając wzrok w jego oczy. "Przepraszam, co mówiłeś?". Adrian powtórzył, wyraźnie zniecierpliwiony: "Jutro odbieramy nasz akt małżeństwa. Nie zaśpij...". Zanim zdążył skończyć, w jego kieszeni zaczął dzwonić telefon. "Hej, Gigi" — odebrał Adrian, a jego twarz natychmiast zmieniła wyraz. "Gdzie jesteś? Już jadę. Po prostu na mnie zaczekaj". Nawet nie zaszczycił Audrey spojrzeniem, gdy zbiegł na dół. Chwilę później usłyszała samochód odjeżdżający z piskiem opon w noc. „Akt małżeństwa? Co za żart” — zakpiła w duchu Audrey. Audrey nie marnowała ani sekundy. Od razu wysłała biżuterię do luksusowego komisu. Tym razem spakowała prześcieradła, komplet pościeli, świece zapachowe, kosmetyki do kąpieli — każdą pojedynczą rzecz, którą sama wybrała do ich domu — i wepchnęła to wszystko do pudeł. Następnie udała się do pokoju Adriana. Otworzyła jego szafę, zgarnęła każdą koszulę i każdy krawat, które kiedykolwiek mu kupiła, i również upchała je w swojej walizce. Audrey zniosła kolejną walizkę na dół. Martha była odrobinę zdumiona. "P-psze pani, wyjeżdża pani w kolejną podróż służbową?". Audrey uśmiechnęła się blado. "Nie, wyprowadzam się. Prawdopodobnie już tu nie wrócę". Martha patrzyła, jak Audrey odchodzi, a jej oczy były szeroko otwarte z szoku. „Ona tak tylko żartuje, czy naprawdę już nie wróci?” — zastanawiała się Martha. ***** "Gigi, dlaczego zawsze jesteś taka nieostrożna? Przecież wiesz, że nie masz najlepszego zdrowia. Dlaczego po prostu nie zamieszkasz z mamą i tatą?" — powiedział Adrian, a w jego głosie malowała się troska. Łzy Giselle wylądowały na dłoni Adriana, mokre i niespodziewane. Widząc jej łzy spadające niczym perły, Adrian poczuł ostry ból w sercu. "Gigi, nie chciałem być dla ciebie oschły...". Giselle otarła łzy wierzchem dłoni. "Wiem, Adrianie. Wiem, że nie jestem zbyt pomocna. Ale co ja mogę zrobić?" Jej głos ściszył się do szeptu. "Jesteś jedyną osobą w tym domu, która w ogóle się o mnie troszczy". Adrian odłożył wacik i ostrożnie przyciągnął ją w ramiona. "No już, nie płacz. Wcześniej byłem zbyt surowy. Wszystko w porządku. Zawsze będę cię wspierać".

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7 Nie twój interes – Rzucić bratanka: Zdobyta przez jego wujka-miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka