Rzucić bratanka: Zdobyta przez jego wujka-miliardera

Rzucić bratanka: Zdobyta przez jego wujka-miliardera

Autor: Lucian Vesper

Rozdział 9 Nie możemy wrócić
Autor: Lucian Vesper
20 lip 2026
Audrey miała na sobie śnieżnobiałą koszulę włożoną w jasnoniebieskie dżinsy, co podkreślało jej idealną talię. W zwykłe dni w pracy ubierała się raczej swobodnie, ale na rozprawy w sądzie czy spotkania z klientami starała się wyglądać nieco bardziej elegancko. Prowadzona przez kelnera, zatrzymała się przed wejściem do prywatnej salki na piętrze. „Wujek Vance wciąż tak bardzo kocha kawę” — pomyślała w duchu Audrey. Następnie delikatnie pchnęła drzwi, otwierając prywatną salkę. "Wujku Vance" — zawołała Audrey. Dopiero wtedy zauważyła, że Vance był tam sam. Miał na sobie jedynie czarną koszulę, z rozpiętymi dwoma górnymi guzikami, i wyglądał na o wiele bardziej wyluzowanego niż surowy, oficjalny mężczyzna, którego widziała wczoraj. Uniósł brew i odparł niskim głosem: "Usiądź". "Masz ochotę na americano?" — zapytał Vance. Audrey skinęła głową bez przekonania, myśląc: „Ja lubię tylko latte”. Głos Vance'a był swobodny, a podwinięte rękawy ukazywały jego umięśnione przedramiona. "Audrey, wydajesz się o wiele bardziej powściągliwa niż kiedyś. Pięć lat wiele zmieniło, co?". Audrey poczuła się odrobinę niezręcznie, zastanawiając się: „Czy on przekomarza się ze mną z powodu tego zuchwałego wyznania, które złożyłam, gdy miałam szesnaście lat?”. Audrey przełknęła z trudem ślinę, wpatrując się w filiżankę w swoich dłoniach. "Nie, wujku Vance, zawsze byłam trochę powściągliwa". Widząc, jak nerwowo spuszcza wzrok, Vance obdarzył ją drobnym, rozbawionym uśmiechem. "Spokojnie, przecież cię nie zjem". Audrey poderwała głowę i skrzyżowała z nim spojrzenie. Jego wzrok był tak głęboki, że czuła się, jakby mogła w nim utonąć. Jej serce zaczęło w piersi niekontrolowanie galopować. "Adrian mówił, że wkrótce odbieracie swój akt małżeństwa. Wrócił już z wyjazdu?" — zapytał Vance, posyłając jej długie, zamyślone spojrzenie. Audrey brzmiała na dość obojętną. "Chyba tak?". Ręka Vance'a zamarła w pół ruchu do filiżanki. "Słuchaj, jeśli Adrian kiedykolwiek cię zdenerwuje albo źle potraktuje, zawsze możesz przyjść z tym do mnie". Audrey poczuła w nosie kręcenie z nadmiaru emocji. Od dawna nikt nie powiedział jej niczego podobnego. "Dobrze, dziękuję, wujku Vance" — powiedziała Audrey. Rozmawiali jeszcze przez chwilę, po czym Audrey celowo zerknęła na zegarek. "Wujku Vance, o czternastej muszę być w biurze, więc powinnam już wracać do kancelarii". Z tymi słowami wstała, gotowa do ucieczki. Vance delikatnie chwycił jej nadgarstek swoją ciepłą dłonią, po czym puścił go równie szybko. "Zaczekaj, dodajmy się na WhatsAppie. Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała się wygadać, zawsze możesz do mnie napisać". Audrey zerknęła w dół na swój nadgarstek, w miejscu, gdzie jej dotknął. To trwało zaledwie sekundę, ale czuła, jakby jej skóra wręcz płonęła. To było jak uderzenie prądu, które przez nią przepłynęło, sprawiając, że jej umysł stał się zamazany i otępiały. "Halo?" Vance wyciągał już do niej swój telefon z wyświetlonym kodem QR, a w jego oczach malowało się błyskawiczne zdumienie. Audrey zorientowała się, że zachowuje się dziwnie, więc natychmiast odparła: "Och, przepraszam. Poczekaj sekundę". Kiedy skończyła go dodawać, Vance schował telefon, rzucając: "Jestem od ciebie starszy tylko o siedem lat, nie jestem jakimś staruszkiem". „Czy on nienawidzi, gdy odzywam się do niego tak formalnie?” — zastanawiała się Audrey. Potrzebowała chwili, by to sobie uświadomić, a wtedy jej uszy poczerwieniały. Audrey poczuła falę frustracji. Pomyślała: „Vance jest naprawdę moim naturalnym wrogiem. Za każdym razem, gdy na niego wpadam, moje nerwy są napięte jak struna, zupełnie jak u myszy złapanej przez kota”. "Dodałam cię, wujku Vance. Do zobaczenia następnym razem" — powiedziała Audrey. ***** Gdy wróciła do samochodu, w końcu odetchnęła z ulgą. Odblokowała telefon i zerknęła na zdjęcie profilowe Vance'a. Było to fioletowe, rozgwieżdżone niebo. „Twierdzi, że nie jest stary? Ale nawet mój tata, który ma prawie pięćdziesiąt lat, nigdy nie wybrałby czegoś tak staromodnego na swoje zdjęcie profilowe” — pomyślała Audrey. Gdy już miała wyjść z aplikacji, zobaczyła pojawiający się wskaźnik „pisze...”. Niewiele myśląc, odrzuciła telefon na bok. „Poważnie? Dopiero co się dodaliśmy. Czy naprawdę musimy już wdawać się w pogawędki?” — pomyślała Audrey. Po minucie Audrey ostrożnie wzięła telefon do ręki i odwróciła go, tylko po to, by zobaczyć, że otrzymała powiadomienie o przelewie. Ponownie stuknęła w okienko czatu z profilem Vance'a. Ku jej zaskoczeniu, właśnie przelał jej dwa tysiące dolarów wraz z emoji czerwonego serca i dopiskiem: [Dodatek na utrzymanie twojego auta.] Audrey wpatrywała się w emoji i notatkę, myśląc: „To takie dziwne. Dlaczego wysłał mi emoji serca?”. Audrey odpisała: [Nie ma takiej potrzeby, wujku Vance. Naprawdę nie musisz dawać mi aż tyle na utrzymanie auta.] Vance po prostu odpisał: [Bierz.] „Skoro ma pieniądze do rozrzucania, nie zamierzam odmawiać” — pomyślała Audrey. ***** Vance był do tego stopnia pochłonięty pracą, że dzisiejszy dzień był jego pierwszym porządnym posiłkiem rodzinnym w posiadłości Hawthorne'ów. Alistair zrobił z tego wielkie wydarzenie. Pojawili się wszyscy członkowie rodziny, z wyjątkiem jego najmłodszej wnuczki. Edward uniósł swój kieliszek i powiedział: "Witaj z powrotem, Vance". Vance delikatnie stuknął się z nim kieliszkiem, odparowując: "Dzięki, Edwardzie". Mimo wszelkich krążących wokół plotek, bracia Hawthorne w rzeczywistości mieli ze sobą świetne relacje. Giselle wciąż trzymała się Adriana niczym jego cień, a Adrian wciąż się nią opiekował. Nikt w rodzinie nie zwracał już na to najmniejszej uwagi. Ale dla Vance'a ich intymne gesty były prawdziwą solą w oku. "Adrianie, czy ty i Audrey zdobyliście już wasz akt małżeństwa?" — zapytał nagle Vance, wyprowadzając Adriana na chwilę z równowagi. Adrian niezręcznie odchrząknął. "Mieliśmy taki plan na dzisiaj, ale Drey wyjechała w sprawach zawodowych. Kiedy tylko wróci, od razu to załatwimy". Alistair zachował kamienną twarz. "Zróbcie to najszybciej, jak to możliwe. Ślub tuż-tuż, a wy wciąż nie zdobyliście waszego aktu". Palce Giselle zaciskające się na widelcu pobladły, co Adrian wychwycił kątem oka, czując ukłucie poczucia winy. Ale wiedział, że naprawdę nadszedł czas, by odebrać ten akt. Odparł: "Zrozumiałem, dziadku. Najpóźniej do piątku. Drey powinna do tego czasu wrócić". Vance chłodno zerknął w jego stronę, a w jego oczach błysnęła ostra podejrzliwość. "Audrey jest w podróży służbowej? To dziwne. Widziałem ją dzisiaj wcześniej w kawiarni". Słowa Vance'a uderzyły niczym policzek, pozostawiając Adriana z zaczerwienioną twarzą i w poczuciu skrępowania. Alistair uderzył widelcem o stół, żądając: "Adrianie, zechcesz się wytłumaczyć?". Twarz Adriana posępniała tak bardzo, jakby zbierało się na burzę. "Dziadku, zadzwonię do Drey później" — odparł Adrian. "Hmph, Audrey to idealna żona, którą ci wybrałem. Jeśli ją zmartwisz, nie puszczę ci tego płazem" — ostrzegł Alistair. ***** Podczas kolacji Adrian niemal nie czuł smaku jedzenia. Nawet kiedy Giselle próbowała z nim porozmawiać, po prostu nie potrafił się skupić. Czuł się niespokojny. Ostatnio zachowanie Audrey sprawiało, że czuł coraz większy dyskomfort. W tym związku Adrian zawsze postrzegał siebie jako tego, który ma nad wszystkim kontrolę. Ale teraz zaczynał sobie uświadamiać, że dziewczyna, którą niegdyś miał całkowicie w garści, przestała grać według jego zasad. "Podwieziesz mnie później do domu, Adrianie?" — zapytała słodko Giselle. Adrian miał już się zgodzić, gdy nagle wtrącił się Vance. "Gdzie teraz mieszkasz, Giselle? Mogę cię podrzucić". Giselle przygryzła wargę. W końcu Vance nigdy wcześniej nie był dla niej tak miły. "Dziękuję, wujku Vance, ale wszystko w porządku. Niech Zane odwiezie mnie do domu" — powiedziała Giselle. Vance posłał jej subtelny uśmiech. "W porządku". Adriana zupełnie nie obchodziło, kto odwiezie Giselle do domu. Wszystko, czego pragnął, to wrócić do willi i skonfrontować się z Audrey. ***** Adrian wkroczył do willi z mrocznym wyrazem twarzy. Zapytał: "Gdzie jest Audrey?". Martha spojrzała na niego zaskoczona i pokręciła głową. "Czy pani nie wyjechała w podróż służbową, proszę pana?". Adrian zmarszczył brwi: "Mówiła ci, że wyjeżdża w podróż służbową?". "Nie, proszę pana. Wyjechała ze swoją walizką" — odparła Martha. „Z walizką, czy to zazwyczaj nie oznacza wyjazdu w interesach?” — zastanawiała się Martha. „Zaraz, tego dnia powiedziała, że się wyprowadza”. Wyraz twarzy Adriana pociemniał, po czym mężczyzna wbiegł po schodach na górę. Pchnął drzwi do pokoju gościnnego, w którym zazwyczaj zatrzymywała się Audrey; pomieszczenie było całkowicie puste, zupełnie jakby nigdy w nim nie mieszkała. Adrian odwrócił się gwałtownie w stronę jej garderoby. To, co zobaczył, wprawiło go w prawdziwy szok. Szafa była pusta. Serce podeszło mu do gardła. Nagle poczuł w kościach, że sprawy całkowicie wymykają się spod kontroli. Wrócił do swojej własnej sypialni, próbując się opanować, tylko po to, by uświadomić sobie, że z jego szafy brakuje połowy ubrań. Działając na autopilocie, szarpnięciem otworzył szufladę z krawatami. Zniknęły również wszystkie krawaty, które Audrey kiedykolwiek dla niego wybrała. Serce waliło mu w piersi jak młotem, gdy w końcu pchnął z rozmachem drzwi do apartamentu dla nowożeńców. Gigantyczny portret ślubny, na którego zrobienie nalegała Audrey, również zniknął. Adrian stanął na tarasie, wybierając numer Audrey. Każdy sygnał zdawał się trwać całą wieczność. Wreszcie, po ostatnim dzwonku, odebrała. "Audrey, dlaczego twoja szafa jest pusta? Gdzie podziały się wszystkie twoje ubrania?" — zażądał wyjaśnień Adrian. "Zabrałaś również ubrania, które mi kupiłaś?" — dodał. "A jeśli nawet nie byłaś w podróży służbowej, to dlaczego nie poszłaś ze mną odebrać naszego aktu małżeństwa?". Audrey wręcz prychnęła z rozbawieniem, jakby Adrian właśnie opowiedział najzabawniejszy dowcip, jaki kiedykolwiek słyszała. "A ty? Czy sam w ogóle poszedłeś do ratusza?". Oddech zamarł Adrianowi w gardle. "Nie próbuj zmieniać tematu. "Audrey, czy możesz przestać robić sceny? Powiedziałem, że pójdę po ten akt z tobą. Dlaczego wciąż się tak zachowujesz? "Ale już ci powiedziałam, to koniec" — odparła Audrey. Adrian nie chciał wdawać się w głębsze dyskusje, więc ciągnął dalej: "Dokąd zabrałaś nasz portret ślubny?". „Rozstanie, jasne? Kto zrywając ze sobą, potajemnie zabiera ze sobą portret ślubny?” — pomyślał Adrian. Audrey była właśnie w biurze nieruchomości, oglądając oferty mieszkań. Odparła: "Nie zabrałam go". Adrian zamarł. "Więc gdzie jest to zdjęcie?". "Sprawdź w swojej szufladzie" — odparła Audrey, brzmiąc całkowicie swobodnie. Żołądek Adriana skręcił się z przerażenia. Pobiegł do głównej sypialni i szarpnięciem otworzył szufladę szafki nocnej. Szuflada była wypchana podartymi strzępkami ich portretu ślubnego. Oczy Adriana zrobiły się czerwone, gdy szok i wściekłość zalały jego ciało, a on wpatrywał się w ten bałagan, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. "Audrey, ty..." — Adrian był tak wściekły, że ledwo mógł wydusić z siebie słowo, a całe jego ciało drżało z furii. "Dlaczego jesteś taki zły? Powinieneś był wiedzieć, że to nadchodzi, w chwili, gdy wystawiłeś mnie w urzędzie" — odparowała Audrey. Stała w holu biura nieruchomości, chwytając własne odbicie w szybie. Posłała samej sobie uśmiech całkowicie pozbawiony ciepła. "Adrianie, nie ma już dla nas odwrotu" — powiedziała Audrey, a jej głos był lodowaty i stanowczy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 9 Nie możemy wrócić – Rzucić bratanka: Zdobyta przez jego wujka-miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka