Audrey wcześnie rano udała się do kancelarii prawnej.
"Audrey, wreszcie jesteś. Pan Frost jest dzisiaj wściekły. Liczy, że wszystko naprawisz. Nadia i Simon wczoraj totalnie zawalili tę sprawę sądową" — wyszeptała do niej Tessa, asystentka Audrey.
Audrey skinęła głową i zapukała do drzwi sali konferencyjnej.
"Proszę wejść" — zawołał głos ze środka.
Gdy tylko otworzyła drzwi, zobaczyła Nadię Crawford i Simona Hayesa wyglądających na całkowicie zdruzgotanych, podczas gdy twarz ich menadżera, Dominica Frosta, była zimna jak głaz; mężczyzna ewidentnie był zbyt wściekły, by w ogóle mówić.
"Dzień dobry, Audrey. Jak poszła wczoraj pierwsza rozprawa w tym sporze o umowę gwarancyjną z Apex Capital, którym się zajmujesz?" — zapytał Dominic.
Audrey usiadła i odparła: "Szefie, pierwsza rozprawa przebiegła bez problemów. Klient drugiej strony jest otwarty na ugodę".
"Dobrze. Wy dwoje naprawdę powinniście uczyć się od Audrey. Może wtedy nie musiałbym codziennie brać leków na ciśnienie. W porządku, wy dwoje możecie już iść. Audrey, zostań na chwilę" — powiedział Dominic.
Audrey wzięła głęboki wdech. "Szefie, chciałabym z panem o czymś porozmawiać".
Jeśli chodziło o jego gwiazdę wśród podwładnych, Dominic zawsze wykazywał się dodatkową cierpliwością. "Śmiało".
"Ponieważ w tym miesiącu kończy się mój kontrakt na obsługę prawną z Astral Entertainment, myślałam, czy nie przekazać go Simonowi albo Nadii. Co pan o tym myśli?" — zapytała Audrey.
Astral Entertainment było spółką zależną Grupy Hawthorne'ów, a to Adrian pociągał tam za sznurki.
Ponieważ się rozstali, Audrey po prostu chciała zerwać z nim wszelkie więzi.
Dominic zmarszczył brwi. "To ty ściągnęłaś do nas Astral Entertainment. Jesteś pewna, że chcesz to oddać? Audrey, czy ty dzisiaj trzeźwo myślisz?".
Samo Astral Entertainment nie znaczyło wiele, ale stojąca za nim Grupa Hawthorne'ów stanowiła ogromną szansę.
Dominic wezwał dziś do siebie Audrey, licząc na szansę nawiązania kontaktów z kadrą kierowniczą Grupy Hawthorne'ów.
Gdyby ich kancelaria zdołała zdobyć którąkolwiek z kluczowych spraw Grupy Hawthorne'ów, oznaczałoby to znaczące, długoterminowe zyski.
Zaledwie garstka wtajemniczonych wiedziała o zaręczynach Audrey i Adriana. Poza elitarnymi kręgami Valenport, nikt nie miał pojęcia o jej powiązaniach z rodziną Hawthorne'ów, nie mówiąc już o tym, że jej ojciec był dyrektorem generalnym ZenithTech.
"Szefie, wiem, co mówię. Szczerze mówiąc, zdobyłam ten kontrakt tylko dlatego, że mój były chłopak pociągnął dla mnie za kilka sznurków. Skoro się rozstaliśmy, naprawdę nie sądzę, by moje dalsze angażowanie się w to było na miejscu" — powiedziała Audrey.
Dominic po raz pierwszy uświadomił sobie, że chłopak Audrey faktycznie pracował w Astral Entertainment.
"Czy wy dwoje wkrótce nie bierzecie ślubu?" — wyrwało się Dominicowi.
Audrey uśmiechnęła się z goryczą. "Ale właśnie ze sobą zerwaliśmy".
Dominic rozważał to przez chwilę, bębniąc palcami o blat stołu. W końcu odparł: "W porządku. Kiedy wygaśnie umowa, sam zajmę się przekazaniem obowiązków".
*****
Kiedy Audrey skończyła pracę, zorientowała się, że jest już wpół do dwunastej.
Ekran jej telefonu wciąż pozostawał pusty, pozbawiony jakichkolwiek wiadomości od Adriana.
Prychnęła w myślach: „Wiedziałam. Nigdy nie traktował tego poważnie”.
"Audrey, na lunch nadal zamawiasz te lekkie posiłki? Jesteś już wystarczająco szczupła. Nie musisz się martwić o to, że nie wciśniesz się w suknię ślubną" — zażartowała jedna z jej współpracowniczek.
Audrey uśmiechnęła się: "Koniec z dietą. Cokolwiek dzisiaj jecie, wchodzę w to".
Ktoś dołożył swoje trzy grosze: "Wow, Drey, po trzech miesiącach rygorystycznej diety wreszcie się poddajesz?".
"Po prostu nie muszę już nosić sukni ślubnej" — odparła Audrey. "Chodźmy. Jeśli nie zejdziemy teraz na dół, znowu utkniemy w kolejce do windy".
Wszyscy spojrzeli po sobie ze zdziwieniem.
„Zaraz, co ma na myśli mówiąc, że nie potrzebuje sukni ślubnej? Czy pod koniec miesiąca nie miała brać ślubu?” — wszyscy wymienili spojrzenia, pogrążeni w mętliku myśli.
*****
Adrian spędził całą noc na rozmowie z Giselle, by w końcu położyć się do łóżka, gdy wschodziło słońce.
Padł na kanapę w salonie, podczas gdy Giselle spała zaledwie kilka kroków dalej w swojej sypialni, i jakimś cudem spał o wiele lepiej niż od wieków.
Kiedy wreszcie się obudził, zdał sobie sprawę, że jest już południe.
Wtedy przypomniał sobie, że miał dzisiaj odebrać z Audrey akt małżeństwa.
Spodziewał się zobaczyć wiadomość od Audrey z żądaniem wyjaśnień, ale kiedy odblokował telefon, nie było od niej zupełnie nic — zaledwie kilka SMS-ów od znajomych.
Adrian potarł skronie i wstał.
Nie obudził Giselle, która wciąż spała. Zamiast tego zostawił jej karteczkę i pospiesznie wrócił do swojej willi.
Adrian wpadł do środka, niemal wyważając drzwi.
"Panie Hawthorne, wrócił pan" — przywitała go Martha.
Adrian rozejrzał się dookoła i zapytał: "Gdzie jest Audrey? Nadal śpi?".
Martha zająknęła się, nieco niepewna. "Pani Hawthorne chyba jest w podróży służbowej".
„Kolejna podróż służbowa? Umawialiśmy się przecież, że dzisiaj idziemy po nasz akt małżeństwa” — pomyślał z lekką irytacją Adrian.
Mimo to poczuł pewną ulgę.
Gdyby naprawdę znowu wystawił ją do wiatru, Audrey zrobiłaby mu scenę.
Adrian rzucił płaszcz na kanapę i zapytał swobodnie: "Mówiła, kiedy wróci?".
Brenda zawahała się, nie wiedząc, co powiedzieć. Pomyślała: „Czy powinnam mu powiedzieć, że pani Hawthorne stwierdziła, że już nigdy tu nie wróci?”.
"Panie Hawthorne, nic nie powiedziała. Może powinien pan do niej zadzwonić i zapytać. Kiedy wyjeżdżała, nie wyglądała na zbyt szczęśliwą" — powiedziała Martha.
Adrian w myślach wrócił do wydarzeń z zeszłej nocy.
„Dałem jej prezent. O co u licha mogłaby wciąż być zła? Nawet nie zadała sobie trudu, by mnie powiadomić, że wyjeżdża w podróż służbową. Szczerze mówiąc, jeśli ktoś tu powinien być zirytowany, to ja” — pomyślał Adrian, czując się odrobinę zniechęcony.
"W porządku, rozumiem" — odparł Adrian.
Martha zauważyła, jak po prostu to zignorował i nawet nie zadał sobie trudu, by zadzwonić, mogła więc tylko westchnąć w duchu.
„Kto wie, czy pan Hawthorne i pani Hawthorne w ogóle wezmą ślub” — pomyślała Martha.
*****
Audrey zdołała wpaść do komisu, żeby sprzedać naszyjnik.
"Proszę pani, ten egzemplarz jest w zasadzie całkiem nowy. Czy jest pani pewna, że chce się go pozbyć? Nawet jeśli jest nietknięty, nie mogę zapłacić pełnej ceny ze sklepu" — powiedział właściciel.
Audrey po prostu się uśmiechnęła: "Cokolwiek pan uważa za uczciwe, mi odpowiada".
Właściciel przyjrzał się biżuterii, wstukał coś na kalkulatorze i powiedział: "Sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów. To maksymalnie, co mogę zaproponować".
"Brzmi dobrze. Oto numer mojego konta" — odparła Audrey.
"Okej. Jeśli przyniesie pani więcej takich nowiutkich sztuk, przy następnej okazji postaram się zaoferować jeszcze lepszą cenę" — powiedział z uśmiechem właściciel.
„Następnej okazji?” — dumała Audrey, a w jej myślach pobrzmiewała nuta ironii.
Pokręciła głową i odparła: "Nie będzie następnej okazji".
Sklep był ukryty w bocznej alejce, więc Audrey po prostu zaparkowała samochód na jednym z miejsc postojowych przed restauracją obok.
Gdy jednak podeszła do swojego czerwonego auta, zobaczyła wgniecenie na drzwiach.
Pod wycieraczką znajdowała się wsunięta karteczka. [Przepraszam, mój kierowca przypadkowo uderzył w pani samochód. Nie zostawiła pani kontaktu alarmowego, proszę więc o kontakt, gdy to pani zobaczy.]
Charakter pisma był zaskakująco staranny — i zdecydowanie należał do mężczyzny.
Audrey wybrała numer z karteczki. W chwili, gdy osoba po drugiej stronie powiedziała „Halo”, jej serce niemal zamarło.
Ten głos brzmiał tak znajomo, nosząc w sobie ten sam zdystansowany, wyzuty z emocji ton.
Oczy Audrey rozszerzyły się ze zdziwienia, gdy zapytała: "W-wujek Vance?".
Nastąpiła krótka pauza, zanim mężczyzna odparł: "Audrey".
Wydawało się, że właśnie coś sobie uświadomił. "Zaraz, czy to czerwone auto jest twoje?".
Audrey uśmiechnęła się bezradnie. "Tak, ale proszę się tym nie przejmować, wujku Vance. Po prostu zlecę naprawę, gdy oddam samochód na przegląd".
"Jestem w Brio Café. Widzisz kawiarnię prosto przed sobą? Wejdź na piętro" — powiedział.
Audrey zaśmiała się niezręcznie. "Eee, wujku Vance, po prostu miło spędzaj czas. Ja będę już uciekać".
Po krótkiej pauzie Vance odezwał się łagodnie: "Hej, chcesz, żebym zszedł na dół i po ciebie wyszedł?".
Audrey westchnęła: "Zaraz tam będę".














