Po tych słowach Audrey odwróciła się i wyszła, zostawiając wszystkich w prywatnej sali wymieniających zdezorientowane spojrzenia.
Ktoś roześmiał się niezręcznie. „Audrey ma takie poczucie humoru, prawda?”
„Adrian, nie złość się. Wystarczy, że powiesz jej parę czułych słówek, a na pewno jej przejdzie” – wtrącił ktoś inny.
Inny mężczyzna prychnął: „Po co w ogóle się przejmować? Adrian, nie rozpuszczaj kobiet. Jeśli zaczniesz, po prostu wejdą ci na głowę”.
„Zamknijcie się”. Twarz Adriana była lodowata. Miał dość ich niekończącego się trajkotania.
Serce Giselle zabiło mocniej. Pomyślała: „Od kiedy Adrian zaczął stawać w obronie Audrey? Czyżby już zajęła moje miejsce, kiedy mnie nie było?”.
Giselle ugryzła się w wargę, mówiąc łagodnym głosem: „Adrian, martwisz się, że Audrey będzie zła? Mogę ją przeprosić, dobrze?”
Dźgnęła go palcem w bok, a jej głos był słodki i nieco płaczliwy. „Nie złość się, Adrian. Widzisz? Wszystkich wystraszyłeś”.
Kiedy byli mali, Giselle uwielbiała szturchać Adriana pod stołem. Nigdy nie potrafił długo się na nią gniewać, gdy to robiła.
Tak jak zawsze, zimne spojrzenie Adriana złagodniało. „Nie jestem zły. Gigi, nigdy bym się na ciebie nie złościł z powodu kogoś innego”.
Giselle spuściła wzrok, a jej policzki oblały się rumieńcem. „Ja też”.
Wszyscy zaczęli żartować i bagatelizować sytuację, a napięta atmosfera, którą zostawiła po sobie Audrey, szybko wyparowała.
*****
Audrey skierowała się prosto do domu Adriana. Był to dom, który dziadek Adriana, Alistair Hawthorne, podarował im jako prezent ślubny.
„Proszę pani, wróciła pani”. Martha Higgins, pokojówka, wyglądała na nieco zaskoczoną.
„Czy oni nie mieli dzisiaj odebrać aktu małżeństwa? Dlaczego pani wróciła sama?” – zastanawiała się Martha.
Audrey poszła prosto na górę. Nie wzięła ze sobą zbyt wielu rzeczy. Jedna walizka w zupełności wystarczyła, by pomieścić wszystko.
Mijając gabinet Adriana, zauważyła jego tablet leżący na biurku.
Kiedy Audrey pewnego razu przyszła i spróbowała obejrzeć kilka seriali na tablecie Adriana, ten nagle wybuchnął na nią bez żadnego powodu.
Zawsze myślała, że po prostu nienawidzi, gdy ludzie dotykają jego rzeczy, ale dzisiaj widziała, jak Giselle bawiła się telefonem Adriana.
Audrey weszła do gabinetu. Dotknęła ekranu, by go wybudzić, jednak wymagał hasła.
Wzięła głęboki oddech i najpierw wpisała datę urodzin Adriana.
Hasło było błędne.
Potem wpisała własną datę urodzin. Wciąż było błędne.
Przy trzeciej próbie Audrey przypomniała sobie, że Giselle urodziła się w Święto Pracy.
Szybko sprawdziła to w Google i zobaczyła, że Święto Pracy w tamtym roku przypadało na 2 września.
Lekko drżącymi palcami Audrey wpisała 0902. Tym razem hasło okazało się poprawne.
Przełknęła z trudem ślinę, czując gorycz wypełniającą jej usta.
Tablet był całkowicie wyczyszczony, nie było na nim ani jednej aplikacji.
Ufając swojemu instynktowi, Audrey weszła w album ze zdjęciami.
Jej serce zamarło na widok 3344 zdjęć, z których wszystkie były wspomnieniami Giselle i Adriana.
Niektóre były solowymi ujęciami Giselle, podczas gdy inne ukazywały ich dwoje razem.
Jednak Adrian zawsze unikał robienia sobie zdjęć z Audrey. Jedynym ich wspólnym zdjęciem był portret ślubny wiszący w ich sypialni.
Adrian twierdził kiedyś, że nienawidzi robić zdjęć, ale na tych 3344 fotografiach wyglądał na szczerze szczęśliwszego, niż kiedy był z Audrey.
Audrey wyłączyła tablet, nie pozostawiając żadnego śladu, że kiedykolwiek tam była.
Martha nie mogła powstrzymać ciekawości, patrząc, jak Audrey znosi waliczkę po schodach.
Zapytała: „Proszę pani, dopiero co pani wróciła. Już wyjeżdża pani w kolejną podróż?”
Wiedząc, że Audrey jest prawniczką i ciągle podróżuje w sprawach służbowych, Martha po prostu założyła, że znowu jedzie w delegację.
Audrey zatrzymała się, mruknęła „tak” i wyszła bez cienia emocji na twarzy.
*****
Adrian wrócił do miejsca, które dzielił z Audrey, dopiero następnego dnia.
Nie otrzymał od niej ani jednej wiadomości od ponad 24 godzin.
„Ależ ona ma teraz tupet, co?” – pomyślał Adrian, nieco zirytowany.
„Czy Audrey wróciła wczoraj?” – zapytał Adrian.
Martha potrząsnęła głową. „Proszę pana, wydaje mi się, że pani wyjechała w delegację. Nie powiedziała, kiedy wróci”.
„Czy ona naprawdę jest w podróży służbowej, czy po prostu próbuje mnie unikać?” – pomyślał Adrian.
Adrian tak naprawdę się tym nie przejmował. Wiedział, że wróci z własnej woli, kiedy tylko ochłonie.
Zresztą byli już zaręczeni i mieli zrobione zdjęcia ślubne, więc sformalizowanie tego było tylko kwestią czasu.
Co do wczorajszego gadania o odwołaniu ich ślubu, Adrian nie zaprzątał sobie tym głowy.
„Nie ma mowy, żeby naprawdę odmówiła” – pomyślał z drwiącym uśmiechem.
„W porządku, rozumiem” – powiedział Adrian, po czym skierował się prosto na górę.
Główna sypialnia wciąż była pusta. Planowali wprowadzić się tam po ślubie.
Adrian i Audrey zatrzymywali się we własnych pokojach gościnnych, więc nie miał pojęcia, że portret ślubny na ścianie w głównej sypialni zniknął.
Gdy tylko Adrian usiadł, zadzwonił jego telefon. To był Alistair.
„Adrian, czy ty i Audrey odebraliście już akt małżeństwa? Nie widziałem żadnych nowości na czacie grupowym” – zapytał Alistair.
Adrian zawahał się przez sekundę i odpowiedział: „Dziadku, tego dnia coś mi wypadło, więc nie zdążyliśmy. Zapomniałem ci powiedzieć. Załatwimy to po twoim przyjęciu urodzinowym”.
„Zróbcie to szybko. Nie każ mi się martwić” – powiedział Alistair.
Dodał: „Swoją drogą, słyszałem, że Giselle wróciła?”
Adrian aż nazbyt dobrze wiedział, że pięć lat temu Giselle wyjechała, ponieważ Alistair chciał, by poślubiła kogoś, kogo nie lubiła.
Adrian nie miał pojęcia, o czym Giselle i Alistair rozmawiali tamtej nocy, ale po tym, jak Alistair porzucił pomysł swatania, spakowała się i wyjechała bez oglądania się za siebie.
Nawet nie powiedziała Adrianowi, że wyjeżdża.
W tamtym roku relacje Adriana z rodziną sięgnęły dna. Dopiero kiedy zaręczył się z Audrey, sprawy wreszcie zaczęły układać się lepiej.
„Tak, chyba wróciła”. Adrian wzruszył ramionami, udając, że wcale go to nie obchodzi.
Jego wyluzowane podejście sprawiło, że Alistair się uspokoił i odpowiedział: „Dobrze. Każą twojemu ojcu do niej zadzwonić. Powinna wrócić do domu.
Adrian, nieważne, kto jeszcze wrócił. Chcę, żebyś ty i Audrey wkrótce odebrali akt małżeństwa. Rozumiesz?”
Spojrzenie Adriana spoważniało. „Tak, wiem”.
Po rozłączeniu się Adrian potarł skronie.
Przyjęcie urodzinowe Alistaira było jutro, a kiedy Adrian sprawdził swój czat z Audrey, ten wciąż zatrzymał się na dniu, w którym ją wystawił.
Wysłał kolejną wiadomość: [Przyjęcie urodzinowe dziadka jest jutro. Wróciłaś już z podróży?]
Czekał całą godzinę, a jedyne, co odesłała, to znak zapytania.
Irytacja Adriana malowała się na całej jego twarzy.
Odpisał: [Audrey, skończ z tymi fochami. Nie rozumiesz, jak ważnym wydarzeniem jest przyjęcie urodzinowe dziadka?]
Audrey właśnie skończyła brać prysznic, kiedy zobaczyła wiadomość od Adriana. Wcale się nie zdenerwowała. Zamiast tego wydała z siebie zimny śmiech.
Odpisała: [Zerwaliśmy. Nie będzie mnie jutro na przyjęciu urodzinowym twojego dziadka. Weź, kogo tylko chcesz.]
Adrian tracił cierpliwość. [Nadal grasz w te gierki w kotka i myszkę? Kto powiedział, że zerwaliśmy? Odbieram cię jutro o siódmej. Audrey, wiesz, jak bardzo dziadkowi na tobie zależy. Chcesz, żeby był rozczarowany w swoje urodziny?]
Jego wiadomość była w połowie groźbą, a w połowie ostrzeżeniem.
Audrey prychnęła chłodno. [Mogę z tobą iść, ale musisz mi teraz zapłacić honorarium za zjawienie się.]
Przesłała mu numer swojego konta bankowego i dodała: [Po prostu wpisz „opłata za usługę” w tytule przelewu.]
Twarz Adriana przybrała wyraz czystej irytacji. Naprawdę nie miał pojęcia, co Audrey znowu odstawia.
Ale nie chciało mu się z nią kłócić, więc bez zastanowienia przelał jej trzysta tysięcy dolarów.
Audrey sprawdziła wyciąg po kilku sekundach, a potem odpisała: [Dzięki, szefie!]
Nie chciało jej się wpisywać ani jednego słowa więcej. Cokolwiek ponad to wydawało się jedynie stratą energii.














