Czyjaś ręka na moim ramieniu budzi mnie ze snu. Podskakuję, łapiąc gwałtownie oddech, a gdy kręcę głową, widzę ochroniarza Kenta siedzącego obok mnie na tylnym siedzeniu SUV-a.
– Przepraszam – mówi niepewnie, cofając rękę. – Nie chciałem cię przestraszyć… po prostu jesteśmy… w domu.
– Ach – odpowiadam zaskoczona, odwracając się i widząc, że rzeczywiście wjeżdżamy na podjazd przed domem Kenta. –
















