Hałas przeszywa mnie jak wystrzał z pistoletu w pokoju i nagle, natychmiast, z trudem łapiąc oddech, budzę się, rozglądając za jakąś straszną apokaliptyczną rzeczą, która krzyczy, żebyśmy uciekali, chowali się, czmychali –
Ale prawie w następnej chwili zdaję sobie sprawę, że to tylko ten pieprzony budzik –
Kent jęczy pode mną, prawie się nie poruszając, najwyraźniej przyzwyczajony do tego. Otwie
















