Następnego dnia Grace siedziała w poradni przyszpitalnej oddziału położniczo-ginekologicznego, wsłuchując się w długie wyjaśnienia doktora Bobby'ego Gildona. Trzymała telefon, zapisując każdy szczegół, który mówił.
– To wszystko. Z dzieckiem wszystko w porządku. Proszę o siebie dbać – podsumował doktor Gildon.
– Dziękuję, dziękuję! – Grace pospiesznie wyraziła wdzięczność.
W doskonałym nastroju włożyła kwas foliowy i preparaty żelaza dla kobiet w ciąży do torby i z radością wyszła. Jednak w szpitalnym lobby natknęła się na Briana i Louise. Louise trzymała go pod rękę, na jej twarzy gościł piękny uśmiech. Oboje zauważyli Grace.
W krótkiej chwili, gdy ich oczy się spotkały, Grace dostrzegła skrajne niezadowolenie w chłodnym spojrzeniu Briana. Z trudem wykrzywiła twarz w niezręcznym uśmiechu i odważnie podeszła.
– Panie Francis, dzień dobry. Trochę mi słabo, mam niski poziom cukru we krwi. Przyszłam tylko na kontrolę. Proszę się nie martwić. To nie wpłynie na moją pracę.
Brian wpatrywał się w kierunek, z którego przyszła, chłodno pytając:
– Niski poziom cukru we krwi? Ale dlaczego poszłaś na oddział położniczo-ginekologiczny?
Brian uważał, że Grace celowo pojawiła się w szpitalu i podejrzewał, że zaplanowała to spotkanie. Myślał, że Grace prawdopodobnie rozgrywa jakąś sztuczkę, być może udaje chorobę lub udaje ciążę, używając tych tanich taktyk, aby uzyskać od niego więcej korzyści.
Twarz Grace zesztywniała w niezręcznym uśmiechu, po czym szybko zrozumiała jego aluzję.
– Co w tym dziwnego? Oddział położniczo-ginekologiczny jest specjalnie dla zdrowia kobiet. Jako kobieta mam prawo przyjść tu na kontrolę. – Serce Grace biło jak oszalałe.
Brian, uznając jej wyjaśnienie za rozsądne i nie stawiając żadnych dodatkowych żądań, stopniowo stracił podejrzenia. Pomyślał, że być może Grace naprawdę przyszła tylko na badania lekarskie. Nic nie powiedział i bez oglądania się za siebie wszedł do szpitala z Louise. Tylko Louise nie mogła się powstrzymać i odwróciła się, patrząc na oddalającą się sylwetkę Grace ze złożonym wyrazem twarzy.
Grace nie zwracała uwagi na spojrzenie Louise, wybiegając ze szpitala. Na samą myśl, że prawie została złapana, czuła się niezwykle nerwowa.
Po powrocie do domu Grace natychmiast wysypała cały kwas foliowy z pudełka. Podarła puste pudełko i instrukcje na kawałki i spuściła je w toalecie. Następnie przesypała tabletki kwasu foliowego do butelki po witaminach. W tym momencie drzwi do pokoju nagle się otworzyły.
– Co robisz? – Lodowaty głos Briana sprawił, że Grace zadrżała, a tabletki rozsypały się po całej podłodze.
– J-ja biorę witaminy.
Grace zmusiła się do uspokojenia, dając, jak sądziła, stanowczą odpowiedź, podnosząc butelkę z witaminami.
Brian, patrząc na butelkę z witaminami w jej ręku, zaczął nabierać podejrzeń, a jego wzrok się wyostrzył.
Witaminy nie były lekami na receptę. Ludzie mogli je łatwo kupić w zwykłej aptece. Nie mógł zrozumieć, dlaczego poszłaby po nie do szpitala. Coraz bardziej przekonywał się, że próbuje udawać żałosną, aby uzyskać korzyści. Nie mógł powstrzymać się od szyderczego śmiechu w myślach. Chociaż Grace wydawała się dobrze wychowana przez ostatnie trzy lata, od dawna czuł, że nie jest naprawdę posłuszna. Teraz wreszcie miała ujawnić swoją prawdziwą naturę.
– Zostały trzy miesiące. Zachowuj się dobrze, a nie potrącę ci żadnych pieniędzy. Tylko nie sprawiaj mi kłopotów.
Z tymi słowami Brian opuścił jej pokój bez cienia nostalgii. Grace poczuła głęboki ból w sercu, ale nie miała czasu, by się nad tym rozwodzić. Szybko zamknęła drzwi, podniosła rozsypane tabletki i schowała je. To było jedyne, co mogła teraz zrobić.
Wczesnym rankiem następnego dnia Grace otrzymała wiadomość od lokaja, Melvina Duncana, informującą ją, że Brian chce, aby się wystroiła i dołączyła do niego na kolacji w hotelu Bluewave wieczorem.
Grace była zszokowana tą wiadomością. Była całkowicie zaskoczona. Odkąd Brian wyjawił jej wszystko sześć miesięcy temu i przestał udawać, że ją kocha, nigdy nie jedli razem posiłku.
Chociaż wydało jej się to dziwne, nadal przebrała się w odpowiedni strój i nałożyła lekki makijaż, zanim udała się na spotkanie.
W luksusowym prywatnym pokoju w hotelu Bluewave Grace siedziała po jednej stronie długiego stołu, obserwując Briana po drugiej. Miał na sobie czysty i elegancki ciemny garnitur, jego wzrok był chłodny, a zachowanie wyniosłe.
– Dlaczego nagle zaprosiłeś mnie na kolację? – zapytała od niechcenia. Wydało jej się to dziwne, ponieważ Brian powinien uważać, by nie zostać zauważonym przez Louise, więc nie mogła zrozumieć, dlaczego zaprosił ją na kolację.
Brian skinął na kelnera, aby podał dania, po czym spokojnie odpowiedział:
– Miałem coś ważnego w dniu twoich urodzin i nie mogłem ci towarzyszyć. Dziś ci to rekompensuję. Mimo że nasze małżeństwo to tylko umowa, jako twój nominalny mąż zrobię to, czego się ode mnie oczekuje. Zapewnię ci to, na co zasługujesz.
Słysząc to, Grace wymusiła gorzki uśmiech. Wiedziała, że Brian zawsze będzie taki. Nawet jeśli miałby tysiąc powodów, by nie jeść z nią kolacji, i tak by to zrobił, odgrywając rolę czułego i troskliwego męża. Grace wiedziała jednak, że nigdy nie będzie tą, którą naprawdę kocha. Jego serce należało do Louise.
Była jedynie zastępstwem dla Louise, a teraz, gdy Louise wróciła, wkrótce nawet się do tego nie zakwalifikuje. Myśląc o tym, Grace poczuła nieopisaną gorycz w sercu. Właśnie wtedy kelner przyniósł jedzenie, a tłusty zapach wdarł się do jej nozdrzy. Natychmiast jej żołądek się skurczył i pojawiła się chęć wymiotów.
– Muszę iść do toalety!
Zakryła usta i nos i szybko uciekła od stołu, pędząc do toalety.
Obserwując jej oddalającą się sylwetkę, Brian lekko zmarszczył brwi, a w jego oczach błysnął cień pogardy. Pomyślał, że Grace próbuje zwrócić na siebie jego uwagę, grając na emocjach. Im więcej o tym myślał, tym bardziej się denerwował. Mimo że tak dobrze ją traktował, nadal uciekała się do takich wybiegów. Nie mógł powstrzymać się od wrażenia, że nie rozumie wdzięczności.
W toalecie Grace, stojąc twarzą do muszli klozetowej, usiłowała stłumić chęć wydania jakiegokolwiek dźwięku. Kilka razy w milczeniu dusiła się, a jej twarz poczerwieniała, gdy kucała przy toalecie. Jednocześnie wyjęła z torby przygotowane wcześniej pudełko z kwaśnymi śliwkami i zaczęła je wciskać do ust. Zjadła ponad dziesięć kwaśnych śliwek, udaje jej się stłumić mdłości.
Drzwi do toalety otworzyły się w tym momencie, ukazując wysoką postać Briana. Spojrzał na nią z pomarszczonym czołem.
– Wszystko w porządku? Co robisz?
Przestraszona Grace instynktownie wepchnęła pudełko z kwaśnymi śliwkami głębiej do torby i szybko wyjęła szminkę, odpowiadając spokojnie:
– Upuściłam szminkę za toaletę. Trochę mi zajęło, zanim ją odzyskałam.
Z tymi słowami Grace wstała, jakby nic się nie stało, i wyszła z toalety.
Brian zmrużył swoje ciemne, głębokie oczy, wpatrując się w nią. Nie mógł zrozumieć, dlaczego wzięła ze sobą tak żywy odcień szminki, skoro prawie nie miała makijażu.
Grace wróciła do stołu, wpatrując się w szereg dań rozłożonych przed nią, nie czując absolutnie żadnego apetytu. Znowu zaczęło jej się robić trochę niedobrze.
"Nie, tak nie może być. Muszę coś wymyślić!" – pomyślała Grace.
Właśnie wtedy przybył kelner, aby ją obsłużyć, stojąc obok niej, aby rozłożyć sztućce.
Lekko unosząc brew, Grace wykonała subtelne ruchy dłonią pod stołem.
W następnej chwili, gdy kelner się odwrócił, rozległa się seria brzęków. Obrus został w niewytłumaczalny sposób pociągnięty, powodując, że sztućce przed nią i pobliskie naczynia rozlały się po całej podłodze.
Kelner odwrócił się z przerażeniem, zdając sobie sprawę, że guzik jego marynarki zaczepił się o krawędź nici obrusa.
– Przepraszam, przepraszam!
Grupa kelnerów pospieszyła, gorączkowo próbując posprzątać bałagan.
– Nieważne. Straciłam apetyt. Chodźmy. – Grace wstała, udając niezadowolony wyraz twarzy, chwytając torbę i wychodząc.
Kierownik pospieszył, przepraszając nieustannie Briana. Spojrzenie Briana pozostało chłodne, gdy machnął ręką, podążając za Grace na zewnątrz. Świeże powietrze na zewnątrz złagodziło nieco dyskomfort Grace.
– Zjedzmy w innym hotelu – powiedział Brian za nią.
Jego ton był tak obojętny, że przeszedł dreszcz po plecach.
– Nie trzeba. Dziękuję za gest, ale po prostu zawieź mnie do domu. Nadal uważam, że jedzenie, które gotuję, jest lepsze. – Grace odmówiła mu tym samym płaskim tonem. To był pierwszy raz, kiedy mu odmówiła.
Głębokie, ciemne oczy Briana przez chwilę badały twarz Grace.
– Dobrze, chodźmy. Odwiozę cię.
W samochodzie Grace natychmiast wyczuła, że coś jest nie tak. Siedzenie zostało wyregulowane. Przez trzy lata była w jego samochodzie niezliczoną ilość razy, a siedzenie zawsze było ustawione w najwygodniejszej dla niej pozycji. Ale teraz to siedzenie sprawiało jej ogromny dyskomfort. Wiedziała, że Louise wyregulowała fotel samochodowy, czyniąc go teraz miejscem Louise.
Następnie jej wzrok padł na róg wewnątrz samochodu. Znalazła długi kosmyk włosów. Włosy Grace nie były tak długie. Zauważając ten szczegół, jej i tak już niski nastrój jeszcze bardziej się pogorszył.
Brian był skrupulatny w kwestii czystości, granicząc z łagodnym przypadkiem obsesji na punkcie czystości. Samochód był zawsze nieskazitelnie czysty. A jednak tutaj wydawał się tolerować przeoczony długi kosmyk włosów.
W przeszłości, jeśli zdarzyło się, że włosy Grace wypadły w samochodzie, Brian nalegałby na ich posprzątanie przed wejściem do środka.
















