Kaelen wpatrywała się przez okno w nieustanny, przygnębiający deszcz, podczas gdy jej towarzysz prowadzący samochód, widząc jej pusty wzrok, postanowił milczeć. Wiedział, że cokolwiek ją spotkało, dotknęło ją to do żywego, a jej rozczochrany wygląd tylko potęgował jego niepokój.
Silas westchnął, patrząc na jej pokonaną postać; wiedział, że nawet jeśli zapyta, nie wykrztusi ani słowa. Taka właśnie była Kaelen. Gdy coś ją gryzło, nigdy nie mówiła o tym od razu, bez względu na to, czy był to gniew, czy ból. Zawsze dusiła to w sobie, a gdy osiągała punkt krytyczny, następował wybuch.
„Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mnie spotkała. Najwspanialsza w tobie jest twoja dusza. Jest czysta”.
„Zrobiłem słusznie, rozwodząc się z taką dziwką jak ty”.
Zaśmiała się gorzko na myśl o tym, jak bardzo zmieniło się zdanie Voktora na jej temat w ciągu zaledwie dwóch lat. Silas widział, że choć jej twarz pozostawała bez wyrazu, oczy pełne były smutku, nad którym desperacko starała się zapanować.
Był wstrząśnięty, gdy zobaczył ją idącą boso opustoszałą alejką, w nieładzie, z szpilkami w jednej dłoni. Nawet nie rejestrowała faktu, że pada deszcz. Natychmiast zatrzymał samochód tuż przed nią, a kiedy podniosła głowę, by na niego spojrzeć, jej warga drgnęła.
Silas zatrzymał się przed małym motelem i wprowadził zdezorientowaną Kaelen do środka. Nieświadoma niczego para czarnych tęczówek śledziła każdy ich ruch.
Voktor prychnął: „Dobra robota, Kaelen, znalazłaś innego faceta zaraz po wyjściu z mojego domu. Czy ja cię w ogóle znam?”.
W tej samej chwili, gdy Voktor zawrócił samochód, Silas wyszedł z pokoju, zostawiając w nim Kaelen, by kupić jej przyzwoite ubranie. Wynajął pokój z myślą, by mogła się przebrać i odświeżyć przed powrotem do domu. Było oczywiste, że nie jest w pełni władz umysłowych, a Silas musiał jej pomóc.
Kiedy wrócił z odpowiednią sukienką i podstawowymi przyborami toaletowymi, zastał Kaelen w tym samym miejscu, w którym ją zostawił.
— Kaelen, musisz się odświeżyć, a potem pójdziemy coś zjeść — powiedział Silas, delikatnie pociągając ją za łokieć.
Podniosła głowę, patrząc na niego bez żadnych emocji. Uśmiechnął się łagodnie i poprowadził ją w stronę łazienki, po czym zaczekał na zewnątrz. Zatrzymali się w małej kawiarni, a przez cały ten czas Silas obserwował Kaelen. Widząc jej brak reakcji, musiał zadzwonić po pomoc do Tessy.
Tessa mieszkała sama w wynajmowanym mieszkaniu i Silas uznał, że najlepiej będzie zostawić Kaelen u niej.
— Znalazłem ją idącą samotnie wyludnioną alejką. Zastanawiam się, jak się tam znalazła i dlaczego była tak ubrana? Nigdy wcześniej nie nosiła tak odważnej sukienki — zapytał Silas Tessę, która podała mu filiżankę herbaty. Tymczasem Kaelen, po przyjściu do Tessy, poszła prosto do łóżka i natychmiast zasnęła.
— To przez tego dupka — powiedziała Tessa z grymasem na twarzy.
— Voktor? On tu jest? — dopytywał Silas.
— Wyciągnęłam ją wczoraj, żeby wyrwać ją z tego smutku i przez chwilę wydawało się, że jej się polepszyło, aż nagle natknęłyśmy się na tego łajdaka. Potem straciłam Kaelen z oczu. Dowiedziałam się tylko, że Voktor wtargnął do damskiej toalety i wywlókł ją stamtąd ze sobą.
— Całą noc nie spałam, martwiąc się, gdzie ją zabrał, tym bardziej że jej telefon i torebka zostały u mnie — dodała Tessa.
Silas zmarszczył brwi i powiedział: — Ale kiedy ją zobaczyłem, była sama. Nigdzie nie widziałem Voktora.
— Czego spodziewać się po palancie, który zostawił żonę po tym, jak podstępem zmusił ją do aborcji — stwierdziła.
— Co teraz? — zapytał Silas, popijając herbatę.
— Już poprosiłam jej rodziców, żeby została u mnie na dzisiaj. Niech odpocznie, a potem może pogada. Wiesz, że dopóki sama nie zechce, nikt jej nie zmusi do mówienia — powiedziała Tessa, patrząc na śpiącą Kaelen.
— W takim razie do zobaczenia jutro w biurze. Daj znać, jeśli będziecie czegoś potrzebować — z tymi słowami Silas wyszedł.
Kiedy Tessa poszła obudzić Kaelen, krzyknęła. Dziewczyna leżała na podłodze, a z jej podciętego nadgarstka sączyła się krew. Natychmiast wezwała Silasa i zabrali ją do Skrzydła Sanktuarium.
— Silas, ponieważ mam u ciebie dług wdzięczności, nie zgłaszam tego na policję. Znasz zasady — powiedział jego przyjaciel, który był lekarzem.
— Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Jeśli chcesz, możesz do niej wejść — dodał.
To, co nie dawało spokoju Tessie i Silasowi, to fakt, że Kaelen nigdy nie była osobą zdolną do czegoś takiego. Nawet gdy była bezbronna, nigdy się nie wycofywała ani nie ulegała najgorszym okolicznościom. Kiedy weszli na salę, Kaelen nie spała i wpatrywała się w swój obandażowany nadgarstek.
— Czy jestem złym człowiekiem? — zapytała Kaelen, wciąż nie odrywając wzroku od ręki.
Tessa i Silas spojrzeli na siebie, gdy Kaelen w końcu skierowała na nich wzrok.
— Dlaczego nigdy nie mogę dostać tego, czego pragnę? Raz jeden pomyślałam, żeby położyć kres mojemu cierpieniu i zobaczcie, nawet umrzeć nie potrafię w spokoju — powiedziała z posępnym uśmiechem.
Tessa usiadła obok niej na łóżku, podczas gdy Silas oparł się o ścianę z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Żadne z nich jej nie przerywało, pozwalając jej mówić, bo był to jedyny sposób, by dowiedzieć się, co wydarzyło się zeszłej nocy, co pchnęło ją do targnięcia się na własne życie.
— Moje studia, małżeństwo, styl życia... wszystko robiłam tak, jak kazali mi rodzice. Nigdy nie wyszłam na imprezę, nigdy nie urwałam się z zajęć. Nigdy na nikogo nie podniosłam głosu. Słuchałam wszystkich, szanowałam każdego wokół mnie. Gdzie popełniłam błąd? Musiałam zrobić coś złego, za co teraz płacę — mówiła, a w jej oczach wezbrały łzy.
— Choć raz, przynajmniej ten jeden jedyny raz pomyślałam, że dostanę to, czego chcę, że na to zasługuję. Czy jestem tak złą kobietą, że Bóg mnie karze? — po tych słowach zaczęła histerycznie szlochać.
— Nie, kochanie, jesteś najlepszą osobą, jaką znam. Zasługujesz na znacznie więcej od życia — pocieszała ją Tessa.
— Nie, jestem złą kobietą. Wiesz, jak nazywa się taką kobietę? — zapytała Kaelen.
— Dziwka — Tessa wzdrygnęła się, widząc upadek swojej przyjaciółki.
— Dość tego, Kaelen! — krzyknął Silas, słysząc, jak Kaelen nazywa siebie dziwką.
Podszedł do łóżka i usiadł po jego drugiej stronie. Podciągnął Kaelen do góry i zapytał: — Czy Voktor ci to powiedział? — Przeczuwał, że to wszystko ma związek z nim.
— Nie dotykaj mnie, nie jestem dobrą kobietą, sypiam z mężczyznami... tak, spałam z nim zeszłej nocy. Spałam z moim przyszłym byłym mężem. To czyni mnie dziwką.
Policzek.
Tessa głośno wciągnęła powietrze i zakryła usta, widząc, jak Silas uderza Kaelen. Silas zawsze był uprzejmym i opanowanym mężczyzną, rzadko kiedy tracił zimną krew.
— Mam nadzieję, że to wystarczy, byś oprzytomniała.
Kaelen trzymała się za policzek, łkając; Silas nie ustępował.
— Jeśli skończyłaś już z tymi bzdurami, to może będziemy mogli porozmawiać — powiedział Silas bez krzty empatii.
Kiedy Kaelen spojrzała na niego przez łzy, dodał: — Tylko dlatego, że jakaś menda nie zna twojej wartości, zamierzasz wierzyć w te bzdury? Mężczyzna, który nie potrafi szanować własnej żony, nie ma prawa nikogo oceniać. Przestań postrzegać swoją wartość oczami kogoś innego. Każdy pojawia się w naszym życiu w jakimś celu; albo są darem, albo lekcją. Lekcja, która nas nie zabije, czyni nas silniejszymi. Bóg cię nie karze. Daje ci kolejną szansę. Większość z nas nie dostaje nawet drugiej szansy, ale ty ją otrzymałaś. Pomyślałaś choć przez chwilę o swoich rodzicach? Co by się z nimi stało, gdybyś umarła?
— Jestem zmęczona, jestem tak bardzo zmęczona walką o wszystko w moim życiu — powiedziała Kaelen, zamykając oczy z westchnieniem.
— Choć raz pożyj dla siebie. Może dostałaś tę drugą szansę, by żyć własnym życiem, a nie dla kogoś innego. Jeśli sama siebie nie szanujesz, jak możesz oczekiwać szacunku od innych?
W sali zapadła krępująca cisza.
— Jeśli już skończyłaś, możemy iść do domu, albo, jeśli wolisz, możesz tu zostać i odstawić kolejny numer — kiedy Silas to powiedział, Kaelen po prostu pokręciła głową.
Gdy Silas poszedł po samochód, Tessa spojrzała na Kaelen i rzekła: — Wiesz, Silas miał kiedyś własną firmę. Kiedy u jego siostry zdiagnozowano czwarte stadium raka, rzucił wszystko, by się nią opiekować. Nie szczędził środków, byle tylko przeżyła odrobinę dłużej. Ale brak zaangażowania w interesy i koszty leczenia siostry zrobiły swoje; musiał wszystko sprzedać i zaczął pracować jako zwykły analityk, choć mógłby być prezesem.
Ta informacja była dla Kaelen nowością, była zaskoczona słowami Tessy. „Dlaczego ona o tym wie, a ja nie?” — pomyślała.
— Mimo że zrobił wszystko, co w jego mocy, stracił siostrę. Kiedy zobaczył cię dzisiaj, to go uderzyło. Wydał fortunę, by kupić drugą szansę dla siostry, i nie zdołał. Nie każdy dostaje drugą szansę, Kaelen. To, co wydarzyło się w przeszłości, było straszne, ale nie pozwól, by niszczyło twoją teraźniejszość czy przyszłość. Jesteś kimś znacznie więcej, niż sama o sobie myślisz.
Cicha łza spłynęła po jej policzku. W samochodzie Kaelen zerkała na Silasa, który miał spokojny wyraz twarzy, a gdy zauważył jej wzrok, uśmiechnął się. Nigdy by nie pomyślała, że tak cichy człowiek skrywa w sobie tyle bólu.
Tej nocy Kaelen znów została u Tessy, ponieważ jej nadgarstek był zabandażowany i wstydziła się spojrzeć rodzicom w oczy po tym, co zrobiła.
Następnego dnia Tessa i Kaelen poszły razem do biura; po przyjściu zauważyły, że panuje tam chaos. To Silas ich poinformował.
— Wizyta klienta, która miała odbyć się w przyszłym miesiącu, została przyspieszona.
— Na kiedy? — zapytały obie jednocześnie.
— Na dzisiaj — odparł Silas.
— Do tego dołączy do nich nowy wiceprezes zarządu. Lepiej ruszcie tyłki i uprzątnijcie biurka. Wygląda na to, że gość ma obsesję na punkcie czystości i nie znosi nieporządku — po tych słowach natychmiast udały się na swoje miejsca.
Było prawie porze lunchu, kiedy wezwano ich na pilne spotkanie.
— Nowy wiceprezes już dotarł i chciałby was wszystkich poznać — oznajmił Arlo.
— Muszę iść do fryzjera — szepnęła Kaelen do Tessy, czekając na nowego szefa.
— Pójdziemy po... — Tessa urwała nagle, patrząc za plecy Kaelen.
Kiedy Kaelen usłyszała głos Arlo: „Powitajmy naszego nowego szefa”, podążyła za wzrokiem Tessy i zobaczyła go.
— Voktor — jego imię wyrwało się z jej ust bezwiednie, niczym szept.
















