Serena odwróciła się w stronę drzwi i zobaczyła wściekłego Damiana wchodzącego do sali.
— Nic nie robię pannie Mercer — odpowiedziała spokojnie.
Chloe wyszła zza Damiana i wskazując na nią palcem, zaczęła histerycznie krzyczeć:
— Jesteś podłą, złą kobietą, Sereno Sterling! Kiedy Vivian miała kłopoty, powstrzymałaś Damiana przed ratowaniem jej, a teraz śmiesz przychodzić do szpitala i ją niepokoić? Jak bezczelna potrafisz być? Wynoś się stąd natychmiast! Nikt cię tu nie chce!
Vivian Mercer zmarszczyła brwi i skarciła kuzynkę:
— Chloe, przestań.
Następnie spojrzała na Damiana i łagodnie tłumaczyła:
— Damianie, źle zrozumiałeś panią Sterling. Przyszła zobaczyć, jak się czuję, i poprosić mnie o pomoc.
Źrenice Damiana pociemniały.
— O pomoc?
— Chodzi o sprawę panny Blair — odpowiedziała, nie zamierzając ukrywać ich rozmowy. Potem spojrzała przepraszająco na Serenę: — Przepraszam, pani Sterling. To nie tak, że nie chcę pani pomóc, ale mam związane ręce. — Zerknęła ukradkiem na Damiana i kontynuowała z rezygnacją: — Nikt nie może zmienić decyzji Damiana, gdy już postanowi... Nawet ja.
Vivian nie miała zamiaru dobijać Sereny, ale uznała, że lepiej wyjawić prawdę w obecności Damiana.
Serena wiedziała, że nic więcej nie może powiedzieć, by zmienić decyzję Damiana, skoro Vivian była jej ostatnią deską ratunku. Po prostu skinęła głową i powiedziała:
— Dobrze. W takim razie nie będę już pani przeszkadzać w odpoczynku.
Kiedy mijała Damiana, nawet na niego nie spojrzała. Potraktowała go dokładnie tak, jak on zwykł traktować ją — jak powietrze.
Nagle czyjaś dłoń chwyciła ją za nadgarstek, co sprawiło, że zmarszczyła brwi. Podnosząc wzrok, zauważyła, że to Damian.
— Czego chcesz, Damianie?
Damian nie odpowiedział na jej pytanie, lecz rzucił do Vivian:
— Wychodzę.
Zanim Vivian zdążyła odpowiedzieć, Damian opuścił salę, ciągnąc Serenę za nadgarstek. Chloe stała oniemiała, patrząc na tę scenę.
— Damianie, dokąd idziesz? Damianie!
Damian zignorował ją, po czym oboje z Sereną zniknęli z zasięgu wzroku.
Chloe była tak wściekła, że jej twarz wykrzywiła się z gniewu. Zacisnęła zęby i warknęła:
— Ta tania zdzira! Widziałaś, jak go uwodziła na naszych oczach!
Spojrzała z rozczarowaniem na Vivian.
— Vivian, nie powinnaś pozwalać Damianowi tak po prostu wychodzić z tą suką!
— Ci, którzy chcą odejść, nigdy nie zostaną. Nieważne, co zrobię, on nie zostanie. Dlaczego miałabym się ośmieszać? — odpowiedziała lekko Vivian.
— I to jest właśnie twój problem; nigdy o nic nie walczysz — wykrzyknęła zniecierpliwiona Chloe. — Pozwoliłaś jej ukraść sobie Damiana! Gdybyś trzy lata temu wykazała więcej inicjatywy, założę się, że twoje dziecko byłoby już takie wysokie!
Vivian nic nie powiedziała, wpatrując się z roztargnieniem przez okno.
Chloe kontynuowała:
— W porównaniu do tego, co było trzy lata temu, Damian traktuje cię teraz lepiej. Vivian, musisz walczyć o swoje szczęście. Chociaż Serena była wtedy tak bezczelna, to ona... Ostatecznie to ona została żoną Damiana. Wynik jest ważniejszy niż proces.
Vivian zamrugała i wymamrotała pod nosem:
— Wynik jest ważniejszy niż proces, co?
—
W cichym kącie Serena została przyciśnięta przez Damiana do zimnej ściany. Chłód bijący od jego ciała był przytłaczający.
Damian wpatrywał się w Serenę swoimi lodowatymi oczami. Serena nie miała pojęcia, o czym myśli.
— Sereno, co powiedziałaś Vivian?
Serena chciała się wyrwać, ale Damian trzymał jej głowę nieruchomo, chwytając ją za podbródek, by nie mogła odwrócić wzroku. Gdy ich oczy się spotkały, Serenie zamarło serce, co sprawiło, że na moment straciła kontakt z rzeczywistością.
— Odpowiedz na moje pytanie.
Znowu ten niski głos.
Jego oddech mieszał się z jej oddechem, ciężko napierając na nią. To było dziwne, a zarazem znajome, jakby w przeszłości łączyła ich wielka bliskość.
Serena spojrzała w jego ciemne, wzburzone oczy. Nagle zachichotała.
— Czego się boisz?
Jego wzrok drgnął.
— Co powiedziałaś?
Serena spojrzała mu w oczy.
— Powiedziałam: czego się boisz?
— Boję się? — Brzmiało to jak żart. Wykrzywił wąskie usta w drwiącym uśmiechu. — Powiedz mi zatem. Czego niby się boję?
Prawdę mówiąc, Serena sama nie wiedziała, dlaczego to powiedziała. Może to był instynkt, a może jego aura była tak silna, że palnęła pierwszą lepszą rzecz.
— Pojawiłeś się w sali Vivian tuż po mnie, jakbyś tak bardzo się bał, że będę nękać twoją pierwszą miłość. — Serena uśmiechnęła się. — To ja teraz błagam o pomoc. Naprawdę myślisz, że dręczyłabym kobietę, która jest ci tak droga, kiedy to ty masz nade mną przewagę? Jesteś albo ślepy, albo naprawdę głupi, skoro nie potrafisz pojąć tak prostej logiki.
Zmierzyła Damiana wzrokiem od stóp do głów z powątpiewaniem na twarzy.
— Czy wymagania na stanowisko prezesa są teraz tak niskie?
Nie tylko zasugerowała, że Damian jest „ślepy”, ale też wyśmiała jego inteligencję, uderzając w jego godność.
Jego przystojna twarz pociemniała i zapytał chłodno:
— Czy naprawdę uważasz, że prowokowanie mnie w tym momencie jest mądre?
— To nie tak, że mi pomożesz, jeśli będę dla ciebie miła, więc równie dobrze mogę powiedzieć, co naprawdę myślę. — Serena wyglądała na obojętną. — I tak oskarżysz mnie o bycie tą złą, nawet jeśli nie zrobię nic złego. Czy nie byłoby dla mnie lepiej po prostu stać się tą złą naprawdę? Oszczędzi mi to trudu marnowania czasu na oczyszczanie swojego imienia.
Damian zdenerwował się tak bardzo, że aż się roześmiał.
— Więc nie zamierzasz już nawet udawać miłej osoby?
— Nie. — Uśmiechnęła się łagodnie, a jej głos przypominał mruczenie leniwego kota, grając na jego nerwach. — Wygląda na to, że uparłeś się, by uprzykrzać mi życie, więc nie myśl ani przez chwilę, że ja nie zrobię tego samego tobie.
Spojrzał na jej zimną, dumną twarz i nagle poczuł się oszołomiony.
W jego umyśle pojawiły się fragmenty dawnych wspomnień.
Zauważyła, że wpatruje się w nią wzrokiem, jakiego nigdy wcześniej u niego nie widziała, co było dość niepokojące. Patrzył na nią, a jednak miało się wrażenie, jakby patrzył na kogoś innego.
Czy to była łagodność w jego oczach?
Serena próbowała przyjrzeć się bliżej, ale Damian puścił jej podbródek i opuścił rękę. Wrócił do swojej zwykłej postawy, jakby to, co zobaczyła, było tylko złudzeniem.
— Mówisz, że nie zamierzasz ułatwiać mi życia? — Głos Damiana brzmiał chłodno, a jednocześnie pociągająco i czysto. — A jak konkretnie zamierzasz to zrobić?
Serena oniemiała. Powiedziała to tylko po to, by go rozzłościć. Jej jedynym zamiarem było zranienie go tak mocno, jak on zranił ją. To był jedyny sposób, jaki przyszło jej do głowy, by odpłacić mu za odmowę pomocy.
Nieoczekiwanie gniew Damiana nie tylko wygasł, ale on wręcz się uspokoił. Niemniej jego oczy pozostały głębokie i ciemne, gdy na nią patrzył, niczym ocean, do którego nie dociera światło słoneczne.
Serena poczuła panikę, jakby była zwierzyną, która dobrowolnie wskoczyła w pułapkę myśliwego. Odwróciła wzrok i otworzyła usta, by coś powiedzieć.














