Serena wbiła wzrok w Damiana. — Skoro odmawiałeś spotkania, nie miałam innego wyjścia, jak sama cię odnaleźć.
Jednak zanim Damian zdążył cokolwiek odpowiedzieć, z sali dobiegł głos Vivian: — Damianie, czy ktoś tam jest?
Serena uśmiechnęła się. — Panno Mercer. Słyszałam, że miała pani wypadek, więc przyszłam panią odwiedzić.
Choć Vivian była kuzynką Chloe, nie dzieliła z nią jej bezczelnego charakteru. Nigdy nie robiła scen bez zastanowienia. Słysząc głos Sereny, odpowiedziała: — Dziękuję za troskę, pani Sterling.
Choć była uprzejma, nie miała zamiaru wpuszczać Sereny do środka.
Sprawa Tessy w żadnym wypadku nie mogła czekać, a Serena była zdecydowana, by nie spuszczać Damiana z oczu.
Uśmiechnęła się łagodnie. — Panno Mercer, nie zaprosi mnie pani do środka?
Vivian udawała, że nagle zdała sobie sprawę ze swojej nieuprzejmości i przeprosiła: — Och, jakże niemądrze z mojej strony, zapomniałam panią zaprosić.
Przerwała i spojrzała na przystojnego mężczyznę stojącego wciąż w drzwiach. — Damianie, dlaczego nie pozwolisz wejść pani Sterling?
Damian przyglądał się Serenie w milczeniu przez kilka sekund, po czym odwrócił się i wrócił do sali.
Jakie to ironiczne — pomyślała Serena. Była jego żoną, i to zgodnie z prawem, a musiała prosić inną kobietę o pozwolenie na spotkanie z własnym mężem.
Atmosfera w sali była dość osobliwa.
Vivian westchnęła. — Tak mi wstyd. To naprawdę nic wielkiego, żeby pani Sterling musiała tu przychodzić osobiście.
Serena wyglądała na zdystansowaną i nie komentowała tych słów.
Vivian uniosła głowę, by spojrzeć na wysoką postać stojącą obok niej. Powiedziała łagodnie: — Widzisz, Damianie? Wszystko ze mną w porządku, to nie było nic strasznego. Skoro pani Sterling tu jest, dlaczego z nią nie wrócisz?
Zmarszczyła brwi z bezradną miną. — Przepraszam. Chloe ma niewyparzony język…
— W porządku? — wyraz twarzy Damiana stał się chłodny. — Powiedz mi zatem, jaka jest dla ciebie definicja „czegoś strasznego”?
Vivian spuściła głowę. — Przepraszam. Wróciłam dopiero niedawno i nie znam tutejszego przemysłu rozrywkowego. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że reżyser Foley będzie tak bezczelny…
Damian spojrzał na Gavina, który również wszedł do sali. — Dowiedziałeś się, co się stało?
Gavin zerknął ostrożnie na Serenę i zameldował cichym głosem: — Reżyser nazywa się Marcus Foley i jest dość znany w branży. Myślę, że pierwszy raz widział pannę Mercer i wziął ją za nowicjuszkę. Po kilku drinkach zaczął się do niej dobierać, ale panna Mercer rozbiła mu butelkę wina na głowie, co skończyło się wstrząśnieniem mózgu. Obecnie przebywa w szpitalu.
Przełknął ślinę i kontynuował: — Za Marcusem stoi Caldwell Corporation…
Zanim Gavin zdążył dokończyć, Damian przerwał mu lodowato: — Nie chcę już nigdy więcej słyszeć tej nazwy w tym mieście.
Gavin zrozumiał przekaz. Marcus Foley… od tej chwili był skończony.
W momencie gdy asystent miał już wyjść, Damian go zatrzymał. — Czekaj.
Gavin obejrzał się. — Czy coś jeszcze, panie Sinclair?
Oczy Damiana były ciemne jak nocne niebo. — Ten śmieć nie powinien uniknąć kary.
Gavin natychmiast pojął intencje Damiana. — Rozumiem. Zachowanie Marcusa Foleya wyczerpuje znamiona przestępstwa. Zgłoszę to na policję.
Słysząc to, Serena nie mogła oprzeć się myśli, że jedynym powodem, dla którego Damian tak wściekle zareagował, było to, że Vivian była jego pierwszą miłością. Nie tylko zniszczył karierę słynnego reżysera, ale nawet nie zawahał się przed zadarciem z Caldwell Corporation.
Lądowanie na księżycu byłoby dla Sereny łatwiejsze niż doproszenie się o spotkanie z własnym mężem. Błagała go żarliwie ze względu na Tessę, była bliska upokorzenia się przed nim, a on mimo to odmówił pomocy.
Gdy Gavin opuścił salę, atmosfera znów stała się dziwnie cicha. Vivian spojrzała na Serenę, potem na Damiana i powiedziała: — Damianie, już wszystko ze mną dobrze. Pani Sterling musi mieć jakąś pilną sprawę do omówienia, skoro przebyła taką drogę, żeby cię znaleźć. Powinieneś wrócić z nią do domu.
Choć Serena nic nie mówiła, z jej postawy jasno wynikało, że nie wyjdzie z sali, dopóki Damian nie zdecyduje się pójść z nią.
Damian milczał przez chwilę, po czym odpowiedział: — Dobrze. Będę już leciał. Zadzwoń, gdyby coś się działo.
Vivian skinęła głową. — Dobrze.
Damian rzucił okiem na Serenę. — Idziemy.
Serena wstała i odwróciła się do wyjścia.
— Pani Sterling — zawołała Vivian, gdy ta była już przy drzwiach.
Obejrzała się. — Czy coś jeszcze, panno Mercer?
Vivian uśmiechnęła się słabo. — Damian po prostu martwił się, że stało mi się coś złego. Tylko dlatego tu był. Mam nadzieję, że pani go nie osądzi.
„Osądzi go? Tylko dlatego, że się o ciebie martwił? Heh.” Serena prychnęła w duchu. Nie odpowiadając, ostatecznie opuściła salę.
—
Serena wyszła ze szpitala z Damianem, który zajął miejsce kierowcy. Otworzyła drzwi pasażera z przodu i już miała wsiadać, gdy Damian powiedział chłodno: — Siadaj z tyłu.
Serena zesztywniała, słysząc to, ale mimo wszystko zamknęła przednie drzwi i usiadła na tylnej kanapie. Z rykiem silnika samochód ruszył.
Zamiast jechać do biura, Damian skierował się do domu.
Serena patrzyła na mijane krajobrazy za oknem. Nagle zapytała: — Czy miejsce obok kierowcy jest zarezerwowane dla niej?
Oboje wiedzieli, kogo Serena ma na myśli.
Dłonie Damiana na kierownicy zacisnęły się mocniej, a atmosfera w aucie stała się wręcz dusząca. Gdy Serena już myślała, że nie doczeka się odpowiedzi, jego chłodny i niski głos wypełnił wnętrze.
— Tak.
Serena wiedziała, jaka będzie odpowiedź, ale usłyszenie jej wprost i tak było uderzające.
Szybko jednak odzyskała spokój. — Skoro tak bardzo nie chcesz jej urazić, to dlaczego nie sfinalizujemy naszego rozwodu jak najszybciej? Nie proszę o wiele; mam tylko nadzieję, że pomożesz uratować Tessę…
Zanim Serena skończyła, Damian jej przerwał.
— Declan jest jedynym synem rodziny Vance’ów. Wykazali się wystarczającą łaską, nie winiąc nas za to, co stało się podczas przyjęcia. Sereno, mam nadzieję, że będziesz trzymać się od tego z daleka i przestaniesz sprowadzać na rodzinę kłopoty.
— Ale jeśli nie pomogę Tessie, ona nigdy stamtąd nie wyjdzie.
Damian odparł lodowato: — A co to ma wspólnego ze mną?
Ta odpowiedź była jak pchnięcie ostrym nożem prosto w serce Sereny — szybkie, okrutne i tak precyzyjne, że zastało ją zupełnie nieprzygotowaną.
Po chwili w końcu odzyskała głos. — Więc nie boisz się sprawiać kłopotów, niszcząc karierę Marcusa Foleya i narażając się ludziom, którzy za nim stoją?
Jej słowa brzmiały niemal satyrycznie.
— Damianie. Vivian nic nie mówiła, a ty pomogłeś jej pozbyć się tego, który podniósł na nią rękę. Nie proszę cię o sprawiedliwość dla Tessy ani o wsadzenie Declana do więzienia. Proszę cię tylko, żebyś pomógł mi wyciągnąć stamtąd Tessę, fizycznie. Czy to naprawdę aż tak trudne?














