Roman
Nie mam pojęcia, kim jest ta dziewczyna, ale w chwili, gdy spojrzała mi w oczy, wiedziałem, że nie jest żadną omegą. A jeśli nią nie jest, to wie, jak prawidłowo odrzucić partnera. Więc ukrywa to, kim jest, a ja jestem zaintrygowany. Dlaczego wilczyca Alfa, bo tym właśnie jest według Pierce'a, miałaby ukrywać się jako omega?
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz – odpowiada, zadzierając podbródek. Chcę się uśmiechnąć, ale walczę z tym. Jest bardzo możliwe, że ta Alfa udająca omegę uderzy mnie, jeśli to zrobię. Chociaż może warto byłoby zobaczyć, jak bardzo jest silna. Nie jestem pewien, jak William nie zauważył, że jest Alfą.
– Ile miałaś lat, kiedy przybyłaś do tej watahy? – pytam ją.
– Byłam mała. Nie pamiętam – mówi. Kolejne kłamstwo.
– Gdzie jest twoja rodzina?
– Nie żyje.
Zwężam oczy i obchodzę ją dookoła, oglądając ją. Po tym, jak się napina i prostuje, jestem pewien, że myśli, iż oceniam jej wartość jako partnerki. Nie robię tego. Nie obchodziłoby mnie, gdyby naprawdę była omegą. Byłbym zaskoczony, ale jestem wystarczająco silny, by mieć omegę za partnerkę. Nie potrzebuję Alfy jako partnerki, ale jestem dumny, że Bogini Księżyca mi taką dała.
To, na co patrzę, to jej budowa. Próbowała to ukryć, ale jeśli przyjrzeć się uważnie, widać, że jest zbyt wysoka na omegę, jej ciało nie jest wystarczająco miękkie jak na omegę, co oznacza, że ma wilka i często zabiera go na bieganie. Wilczyca Alfa musiałaby biegać i rozprostowywać nogi. Tego rodzaju wysiłek uwidacznia się na naszej ludzkiej formie i moja partnerka nie jest wyjątkiem.
– Czy Alfa William kiedykolwiek podniósł na ciebie rękę? – pytam. Nie spodziewałbym się tego po nim, ale nigdy nie wiadomo, co dzieje się w czyjejś watasze.
– Co? Nie! On jest dobrym Alfą! – mówi stanowczo.
– Dobrym Alfą, który nie zorientował się, że samica Alfy ukrywa się w jego watasze? – pytam z niedowierzaniem.
– Nie ukrywam się – upiera się.
– Czyżby? – pytam.
– Nie, nie ukrywam – mówi, brzmiąc opryskliwie.
Staję przed nią, patrząc w jej piękne bursztynowe oczy.
– PRZEMIANA! – mówię, wkładając w to całą moc mojego głosu Alfy.
Zamiast się przemienić, warczy na mnie, a jej oczy w złości przybierają kolor ciemnej czekolady, gdy jej wilczyca walczy z moim rozkazem.
– PIEPRZ SIĘ! – warczy.
– Możesz, jeśli chcesz – mówię, drwiąc z niej. – Ale wolałbym wiedzieć, kogo zabieram do łóżka, zanim ją pieprzę. I możesz przestać udawać omegę. Żadna omega, nawet moja partnerka, nie mogłaby oprzeć się temu rozkazowi.
Zaciska zęby tak mocno, że przysiągłbym, iż słyszę, jak zgrzytają.
– A skoro zdecydowanie jesteś Alfą, to naprawdę ukrywasz swoją tożsamość i chciałbym wiedzieć dlaczego.
Otwiera usta, by powiedzieć coś złośliwego, ale jej przerywam.
– Nie udawaj, że nie wiesz dokładnie, kim jesteś. Każdy Alfa wie, jak kogoś prawidłowo odrzucić. Nawet omega wie, jak prawidłowo odrzucić. Więc twoja niechęć do odrzucenia mnie we właściwy sposób oznacza tylko, że ukrywasz swoją tożsamość, a ja chcę wiedzieć, kim jesteś.
– Nazywam się Samantha.
– Czyżby?
– Zapytaj kogokolwiek w tej watasze, jak mam na imię – warka.
– A jak cię nazywano, zanim tu przybyłaś? – pytam.
– Nie wiem. Byłam bardzo mała, kiedy przybyłam.
– Więc Alfa William cię nazwał? – pytam.
Obserwuję, jak jej usta otwierają się i zamykają, niepewna, czy Alfa William będzie wiedział, by kłamać w jej imieniu. Zamiast odpowiedzieć, krzyżuje ramiona na piersi.
– Dlaczego cię to obchodzi?
– Ponieważ Bogini Księżyca uznała za stosowne w końcu dać mi partnerkę, na którą czekałem. – Pochylam się, zbliżając twarz do jej twarzy. – To ty, Samantho.
Cofa się, a ja jej na to pozwalam. Zaczynam oceniać swoje opcje. Wiem, że przyjęcie jest wstrzymane, czekają, aż pozwolę wszystkim wrócić do sali, ale nie obchodzi mnie to. Mogą poczekać.
– Jak masz na nazwisko? – pytam.
– Chapman – mówi natychmiast, powołując się na nazwisko Alfy Williama.
– Więc Alfa William cię adoptował? – pytam.
– Tak.
Jeśli ta kobieta naprawdę nie zaakceptuje mnie jako swojego partnera, nie powie mi, kim jest, nie pójdzie ze mną z własnej woli, będę musiał podjąć drastyczne środki. Wolałbym tego nie robić. Lubię Alfę Williama i z jakiegoś powodu przygarnął moją partnerkę i pomógł jej ukryć tożsamość. Za to będę mu dozgonnie wdzięczny. Ale to nie znaczy, że nie nacisnę na moją partnerkę. Nie mogę jej zabrać ze sobą wbrew jej woli. To wbrew prawom naszego gatunku. Ale nie ma prawa zakazującego przymusu.
– Więc zamierzasz zaakceptować mnie jako swojego partnera? – pytam ją.
Posyła mi bardzo aroganckie, bardzo bezczelne spojrzenie Alfy. – Nie sądzę.
Odwzajemniam jej własnym aroganckim spojrzeniem. – Niech i tak będzie – mówię i podchodzę do drzwi. Otwieram je i odwracam się, by spojrzeć na moją partnerkę. – Alfo Williamie, proszę wejść.
Zwęża na mnie oczy, a kiedy on wchodzi, zamykam drzwi i staję między nim a Samanthą. – Alfo Williamie, Samantha jest moją partnerką. Chcę, żeby wróciła ze mną do mojej watahy i została moją Luną.
– Wiesz, że zmuszanie wilczyc do więzi partnerskich jest wbrew naszym prawom – mówi, obserwując Samanthę. Jej oczy łagodnieją i widzę, że między nimi jest miłość i szacunek.
– To prawda, ale miałem nadzieję, że pomożesz mi ją przekonać, iż w jej najlepszym interesie leży zaakceptowanie mnie jako partnera.
– A dlaczego miałbym to zrobić? – pyta.
– Ponieważ jeśli tego nie zrobisz, jeśli ona odmówi pójścia ze mną dobrowolnie, wypowiem wojnę twojej watasze, zabiję cię i każdego członka twojej watahy, a potem wezmę to, co moje. Moją partnerkę.
– NIE MOŻESZ! – krzyczy na mnie.
– Och, zapewniam cię, że mogę.
















