Lucjan wpatrywał się w nią w milczeniu przez kilka sekund.
W tym czasie Aubree wbijała paznokcie w dłoń, by powstrzymać się od ujawnienia prawdziwych emocji.
– Lepiej żebyś nie kłamała.
Lucjan po chwili odwrócił wzrok i zwrócił się do Caydena. – Policja się z tobą kontaktowała?
Głos Caydena był ponury. – Jeszcze nie.
Spojrzał ostrożnie na Lucjana i zapytał: – Czy ktoś mógł porwać pannę Estellę? W jego głosie było słychać troskę.
Dziewczynka była ukochaną córką Lucjana. Była otoczona luksusem w rodzinie Farwellów, a tym samym stała się celem wielu rywali Lucjana. Wcześniej omal nie została porwana.
Teraz nigdzie nie można jej było znaleźć i nawet policja nie mogła jej nigdzie odnaleźć. Dlatego Cayden nie mógł powstrzymać się od myśli o najgorszym – ktoś ją porwał.
Spojrzenie Lucjana pociemniało jak burza. – Zwiększyć siły i rozszerzyć obszar poszukiwań. Chcę ją zobaczyć do końca dnia!
– Rozumiem! – odpowiedział głośno Cayden.
Poczuł dreszcz, gdy zdał sobie sprawę, że jego pracodawca zaraz wybuchnie.
Lucjan odwrócił się na pięcie, by wyjść, gdy zadzwonił jego telefon.
W tej chwili nie miał ochoty rozmawiać przez telefon. Wyciągnął go, zamierzając odrzucić połączenie, gdy zdał sobie sprawę, że dzwoni nieznany numer.
Przypominając sobie wcześniejsze słowa Caydena, Lucjan zmarszczył brwi i odebrał.
Rozległ się kobiecy głos. – Halo.
Słysząc to, Lucjan podejrzliwie zmrużył oczy.
Dlaczego to brzmi jak jej głos?
Przed oczami przemknęła mu postać, którą widział tego popołudnia na lotnisku.
– Halo? Jest tam ktoś? – powtórzyła po chwili z wahaniem Roxanne.
Lucjan otrząsnął się i odparł krótko: – Tak.
Jego odpowiedź była tylko jednym słowem, więc była zbyt krótka, by Roxanne rozpoznała jego głos.
Roxanne odetchnęła z ulgą, słysząc jego odpowiedź. – Halo. Spotkałam małą dziewczynkę, która dała mi twój numer telefonu. Musisz być jej ojcem, prawda? Czy możesz ją teraz odebrać?
Jej głos rozbrzmiewał wyraźnie w jego uchu i rezonował w jego umyśle.
Im więcej mówiła, tym zimniejsze stawało się spojrzenie Lucjana.
Kiedy przestała mówić, oczy Lucjana były praktycznie bryłami lodu.
To ona! Minęły lata od naszego ostatniego spotkania, ale nie ma mowy, żebym pomylił ją z kimś innym! Roxanne Jarvis, w końcu wróciłaś!
Zaciskając zęby, Lucjan celowo obniżył głos i zapytał: – Gdzie jesteście?
– Jesteśmy w "U Pijanej Wróżki". Poczekamy tu z nią. Czy przyjdziesz do restauracji, żeby ją odebrać? – od razu odpowiedziała Roxanne.
– Tak. Zaraz tam będę.
Po tych słowach Lucjan rozłączył się i rozkazał: – Przygotować samochód. Jedziemy do "U Pijanej Wróżki".
Nie wiedząc, dlaczego jego pracodawca nagle wpadł w furię, Cayden pospiesznie odpowiedział twierdząco.
Roxanne wpatrywała się w telefon, gdy ekran przygasł. Dziwnie, bez powodu, poczuła się nerwowo.
Głos tego mężczyzny brzmiał ochryple. Dlaczego brzmi znajomo?
Ponieważ Roxanne nie mogła znaleźć odpowiedzi, przestała się nad tym zastanawiać.
– Nie jesteś głodna? – zapytała Madilyn.
W końcu czekali na zewnątrz już od jakiegoś czasu. Kontynuowała: – Umieram z głodu. Wejdźmy na obiad. Możemy ją wyprowadzić, gdy jej ojciec przyjedzie później.
Roxanne uśmiechnęła się do niej. – Dobrze. Chodźmy.
Ponownie przykucnęła do wysokości dziewczynki, by spotkać się z jej wzrokiem. – Jesteś głodna? Chcesz, żebym zabrała cię na obiad? Twój tatuś powinien już tu być w drodze. Kiedy przyjedzie, wyprowadzę cię. Zgadzasz się? – zapytała.
Dziewczynka wpatrywała się w nią przez kilka chwil, wydając się niechętna.
– Jeśli nie chcesz wchodzić, poczekam tu z tobą – dodała cierpliwie Roxanne.
Słysząc to, Archie i Benny wtórowali: – My też poczekamy z tobą, mamo!
Madilyn uderzyła się w czoło z irytacją. – Czy tylko ja tu umieram z głodu? Mała dziewczynko, nie jesteśmy złymi ludźmi. Żaden zły człowiek nie zaprosiłby cię na posiłek w drogiej restauracji! Na pewno też jesteś głodna. Wejdź z nami. Nie musisz być uparta.
Wszyscy spojrzeli na młodą dziewczynę.
Ponieważ Archie i Benny również byli głodni, patrzyli na dziewczynkę z wyczekiwaniem.
Przygryzając wargę, dziewczynka zbliżyła się do Roxanne i wyciągnęła rękę, by pociągnąć ją za rękaw. Następnie ostrożnie skinęła głową.
– Nie musisz się zmuszać – powiedziała jej łagodnie Roxanne, dostrzegając myśli dziewczynki.
Dziewczynka ponownie pokręciła głową.
Widząc to, Roxanne pogłaskała ją czule po głowie. Wzięła dziewczynkę za rękę i poprowadziła ją do restauracji.
Madilyn trzymała chłopców za ręce i obserwowała, jak dziewczynka posłusznie kroczy obok Roxanne. Zażartowała: – Jeszcze przed chwilą była wobec nas ostrożna, ale teraz się do ciebie zbliżyła.
Wzdychając, ubolewała: – Rzeczywiście, przystojnych ludzi zawsze się faworyzuje.
W odpowiedzi Roxanne uśmiechnęła się i mocno ścisnęła rękę dziewczynki, nie odpowiadając na zaczepne słowa Madilyn.
















