Rozdział 1.
– Mamo, tato, pani Acxion i pan Acxion, przybyłam.
Zgadza się. Moi teściowie zaaranżowali to tak, że jeśli nie dam mojemu mężowi dziecka, nie wolno mi nazywać ich mamą ani tatą.
– Gdzie jest Dalzon i dlaczego jesteś sama?
Zamrugałam oczami. – Jest w podróży służbowej.
Pan Acxion uderzył w stół, niezadowolenie malowało się na całej jego twarzy.
– Jesteś jego żoną, a nawet nie potrafisz powstrzymać go przed wyjazdem?!
Dyskretnie zacisnęłam usta. – Przepraszam. Próbowałam go powstrzymać, ale powiedział, że to ważna podróż.
Nasi rodzice są bardzo blisko, a często zamożni rodzice decydują o małżeństwach swoich dzieci, które nie mogą się sprzeciwić ze względu na synowski obowiązek.
Znowu muszę stawić czoła moim rodzicom i teściom sama, ponieważ on jest w podróży służbowej.
Ironią losu jest to, że jestem sama w tym małżeństwie.
Tym razem mama wkroczyła i podkreśliła:
– Wiesz, że Dalzon skupia się na karierze. Jak możesz mieć z nim dziecko, skoro nie potrafisz zrobić nawet tak prostej rzeczy?
Zmarszczyłam brwi. Wiedziałam. Ta kolacja nie ma na celu zapytania, czy wszystko u mnie w porządku, ale wywarcie na mnie presji, abym zaszła w ciążę.
Oni nie wiedzą, że nienawidzę myśli o byciu w ciąży. Ponieważ nigdy nie poświęcili czasu, aby mnie poznać.
– Wszyscy – mój tata odezwał się po opróżnieniu kielicha w swojej dłoni – Wiemy na pewno, że Dalzon lubi swoją karierę, więc nie będzie zbytnio zainteresowany niczym innym. Może planuje mieć dziecko, ale to nie jest czas, który uważa za idealny. Poczęcie dziecka wymaga obojga rodziców, jak możecie zmuszać moją córkę, skoro Dalzona nigdzie nie widać?
– Kochanie!
Moja mama ostrzegła mojego tatę i moich teściów, co spowodowało, że odchrząknęli. W porównaniu z moimi rodzicami, moi teściowie mają mniejszą władzę, ponieważ są w tej branży krócej. Można więc śmiało powiedzieć, że moi rodzice są od nich lepsi.
Ale moi teściowie zachowywali się arogancko w stosunku do mnie. Dlaczego nie porozmawiają ze swoim synem i nie walną go w głowę, żeby go urazumić?
– Kochanie – niczym żmija pokonana przez lwa, pani Acxion uśmiechnęła się do mnie słodko. – Przepraszam, że cię pospieszam. Po prostu nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć moje wnuki i patrzeć, jak biegają dookoła i wołają do mnie "Babciu". Czyż nie tego też chcesz?
Pomyślałam: "To ty chcesz, żebym ja tego chciała".
Lekko się uśmiechnęłam. – Zrobię, co w mojej mocy, Madame.
– Dobrze, dobrze. No cóż, bawmy się dobrze dzisiejszego wieczoru! Na zdrowie!
Żadna zabawa, nienawidzę tego.
Kolacja była denerwująco ożywiona. Wciąż pytali mnie o imiona, które ewentualnie dałabym mojemu dziecku, ale czy wiedzieli, że nie dam imion, które oni polecają? Gówno prawda, żebym kiedykolwiek to zrobiła.
Po tej żmudnej kolacji wszyscy wyszli, a ja powiedziałam mojemu kierowcy, żeby pojechał do domu, bo chcę być sama.
Przeszukałam moją torbę na ramię, wyjęłam cygaro, zapaliłam je i wypuściłam dym. Męcząca kolacja zasługuje na całe to cygaro.
– Chcę odpocząć – wymamrotałam i nagle czyjaś ręka wyrwała mi cygaro z ust, zdeptała je i spojrzała na mnie w osłupieniu. Spojrzałam na mojego jedynego męża, Dalzona, który patrzył na mnie spode łba. Miał czelność przychodzić i odchodzić, kiedy mu się podobało, jakby to nie on sprawił, że musiałam sama stawiać czoła naszym rodzicom.
– Co tu robisz sama i jeszcze palisz? Naprawdę nie masz szans na posłuszeństwo wobec mnie?
Wlepiłam w niego wzrok. – Co TY robisz i kim TY jesteś, żeby mi mówić, żebym nie paliła?
Skąd on w ogóle wiedział, że tu jestem?
Otrzepał ręce, wziął jeden ze swoich miętusów i włożył mi go do ust, mimo że się opierałam. W zamian wyplułam miętusa i wyprostowałam się. Nie chciałam być na jego łasce tylko dlatego, że jesteśmy małżeństwem.
– Nie jestem dzieckiem.
– Nie możesz palić – powiedział od niechcenia.
– Bzdury – odwróciłam się, chcąc iść do mojego samochodu, żeby odjechać.
– Meilyn.
– Zostaw mnie w spokoju, Dalzon. Skoro porozmawiałam z naszymi rodzicami, mam prawo odmówić spędzania z tobą czasu.
Wyrwałam nadgarstek z jego uścisku, prychnęłam i ruszyłam dalej. Po powrocie do domu czekało mnie piekło, bo zobaczyłam go już przy stole, z rękami splecionymi razem. Jak szybko musiał jechać jego kierowca, żeby dotrzeć do domu wcześniej ode mnie? Nienawidzę tego. Nienawidzę jego i jego rodziców. Bardziej niż to, nienawidzę siebie za poślubienie go.
A przede wszystkim nienawidzę wszystkiego!
– Chodź tutaj i zjedzmy kolację.
Zmarszczyłam brwi. – Nie trzeba. Jestem najedzona.
– Twój tata powiedział mi, że mało jadłaś.
Uśmiechnęłam się złośliwie i skrzyżowałam ramiona. – Moje ciało, moje zasady. Jem, kiedy i gdzie chcę.
– Nie bądź nieposłuszna i chodź tutaj.
Złapał mnie za nadgarstki, zanim zdążyłam uciec. Pociągnął mnie obok siebie, a ja byłam niezadowolona z jego dumnej postawy wobec mnie. Jęknęłam, próbując wyrwać się z jego uścisku, ale na próżno, nawet nie drgnął.
– Dalzon, ty… puść mnie!
Jednak on tylko wypuścił powietrze, wciąż trzymając oba moje nadgarstki w jednej ręce. Spojrzał na mnie bez emocji. – Nie bądź nieposłuszna i jedz. Niania powiedziała mi, że nie jadłaś cały dzień.
Prychnęłam. – Więc wiesz o mnie wszystko. Ironia, prawda? To ona powiedziała mi, że wyjechałeś w podróż służbową. Dlaczego po prostu nie ożenisz się z nianią? – Byłam na tyle odważna, żeby go o to zapytać, ale to dlatego, że zostało sześć miesięcy do naszego rozwodu.
Spojrzałam na jego rękę, która karmiła mnie łyżką duszonej wieprzowiny i ryżu. Chociaż muszę przyznać, że jedzenie smakowało dobrze, bycie z nim sprawiało, że smakowało źle.
– Wcześniej spałaś. Powiedziałaś mi, żebym cię nie budził, a teraz się złościsz?
Dosyć się natrudziłam, żeby zawieść w każdej mojej próbie. Dlaczego on jest taki silny?!
Robi to tylko wtedy, gdy nikogo nie ma w pobliżu, żeby zobaczył, jak okrutny i zarozumiały jest.
Chciał, żebym jadła z nim, kiedy wyraźnie nie mam apetytu. I za każdym razem, gdy to robi, zawsze kończymy intymnie, czego nie chcę robić w tej chwili.
– P-puść mnie! – Z całej siły wyrwałam mu nadgarstki i spojrzałam na niego spode łba. – Czy już ci wystarczy?!
Spojrzał na miskę. – Pięć kęsów. Myślisz, że to wystarczy, żeby zasilić twoje ciało?
– No i co z tego? Robię, co chcę!
Przyjrzał mi się. – Schudłaś. Jedz więcej.
– Powiedziałam, że nie chcę. Dlaczego jesteś taki uparty?
– Bo nie chcę, żeby moja kobieta była chuda.
Wzdrygnęłam się na jego słowa. Jego kobieta? Kiedy stałam się jego kobietą? On mnie kontroluje i to się pogarsza.
Ten diabeł!
Niech go szlag!
Jęknęłam, siłą pozwalając mu mnie puścić. Kiedy w końcu mi się udało, wzdrygnęłam się i byłam zła, że moje nadgarstki były czerwone.
– Jesteś na mnie zła? – Usłyszałam, jak pyta, co sprawiło, że zadrwiłam.
– Czy to nie jest już oczywiste?
Oparł głowę na grzbiecie dłoni. – Powiedz mi, co powinienem zrobić, żeby cię ukoić.
Uśmiechnęłam się do niego złośliwie. – Zostaw mnie w spokoju na długo, Dalzon.
Odezwał się: – Wierzę, że wciąż mamy sześć miesięcy w naszej umowie.
Przewróciłam oczami. – No i co z tego? Nie obchodzi mnie to. Rozwiedźmy się jak najszybciej. To najlepsze dla nas obojga. – Westchnęłam, pocierając nadgarstki, żeby zmniejszyć ból.
– Dlaczego jesteś pewna, że się rozwiedziemy, hmm?
– Nigdy mnie nie zapłodniłeś. I wątpię, czy chcesz spędzić ze mną życie, ponieważ ja poważnie nie chcę tego robić z tobą.
Patrzyliśmy tak na siebie przez chwilę, zanim się bardziej rozzłościłam i odwróciłam. Myślałam, że będzie mnie gonił, jak zwykle to robi, ale on pozostał siedzieć na krześle.
Kiedy w końcu padłam na łóżko po umyciu się, poczułam ból w obu nadgarstkach i zobaczyłam, że były czerwone.
– Bez wstydu – wpatrywałam się w drzwi, zakładając, że wtargnie do mojej prywatności dzisiejszego wieczoru i zrobi, co zechce, ale minęły dwie godziny i zasnęłam, zanim się zorientowałam.
Nie przyszedł, żeby kochać się ze mną dzisiejszego wieczoru. Jakie to zaskakujące.