(Perspektywa Nathaniela)
Skręciłem samochodem i podjechałem do czerwonego domu z białymi okiennicami, po czym zaparkowałem przed nim. Moja siostra, która jest w ciąży, napisała do mnie, żebym zdobył skrzynkę jabłek Red Delicious od Vance'ów. Próbowałem ich jabłek i na moją Boginię, to były najsłodsze jabłka, jakie kiedykolwiek jadłem. Moja siostra, wiedząc, że odwiedzam tę okolicę, błagała mnie, bym wziął tyle, ile tylko zdołam. Chociaż jabłka zazwyczaj zbiera się we wrześniu, ta farma wydaje owoce przez okrągły rok. Oczywiście, że są pobłogosławieni! A to oznacza tylko jedno – to są dobrzy ludzie.
Miałem być w Seattle na wydarzeniu sponsorowanym przez Mercer Group of Companies. Niestety, siostra potrzebowała mnie do dostarczenia ubrań, które zaprojektowała i uszyła dla swojego butiku, a także mebli do jej nowo odremontowanego centrum odnowy biologicznej w hotelu. Nie mogła po prostu powierzyć tego nikomu innemu. To musiałem być ja. Jak mogłem odmówić ciężarnej siostrze? Poza tym uświetniłem swoją obecnością wystarczająco dużo imprez w Seattle. Opuszczenie jednej nie zaszkodzi, chociaż miałem nadzieję, że pojeżdżę po okolicy i poznam jakieś panie. Minęło sporo czasu, odkąd po raz ostatni dobrze się bawiłem. Może zabawię się z moimi ludźmi, gdy tu skończę.
Na szczęście skończyłem z interesami w mieście. Poza dostawami dla siostry nadzorowałem również zobowiązania mojej matki i siostry, które założyły firmy i fundacje w Chelan. Moja matka najwyraźniej pokochała to miasto. Kiedy dorastałem, zawsze znajdowała czas, by przyjechać tutaj, a gdy wracała do domu, przywoziła ze sobą kilka toreb czerwonych jabłek Vance'ów. Moja siostra, która teraz zarządza dla niej niektórymi firmami, również ma ten sam słaby punkt na punkcie tych jabłek. Jaka matka, taka córka, jak sądzę. A więc oto jestem, kontynuując "tradycję". Cóż, raczej z cyklu "naprawdę muszę zdobyć te jabłka, których chce moja siostra i ten jej mały szczeniak – ten w jej brzuchu – żebym nie wpadł w kłopoty"... coś w tym stylu.
Wysiadłem z samochodu, a wiatr powiał w moją stronę niesamowitym zapachem. Jak czekolada i truskawki. Pomyślałem sobie, że pewnie ktoś piecze ciasto.
– Nie, ten zapach to nie ciasto – mówi Phantom, mój wilk.
Węszę dalej, próbując zlokalizować źródło zapachu. Pachnie tak, jakby pochodził od wilka. Vance'owie są wilkami?!
Mój wilk, Phantom, zaczyna podekscytowany podskakiwać. Zanim zdążam odezwać się do mojego wilka, słyszę za sobą kroki.
– Cześć! Jestem Tom Vance. Ty musisz być Nate. Mam twoje zamówienie na jabłka na ganku. Chcesz, żebym ci pomógł załadować je do bagażnika? – Wyciąga do mnie rękę na powitanie. Przez chwilę się waham, wciąż próbując odgadnąć, skąd dobiega zapach.
– Bardzo przepraszam. – Kajałem się za swoje wahanie. – Miło mi cię poznać, Tomie. Tak, jestem Nate. – Chwytam jego dłoń i ściskamy sobie ręce. Wiatr znów wieje w moją stronę. Zapach wydaje się stawać coraz silniejszy.
Tom posyła mi ciepły uśmiech, z entuzjazmem potrząsając moją dłonią. – Jeśli jesteś zainteresowany, Nate, mogę ci regularnie dostarczać jabłka. O ile będziesz kupował w ilościach hurtowych.
– Właściwie to wspaniała propozycja. Co powiesz na dwie, trzy skrzynki jabłek raz w miesiącu? Mogę zamówić jeszcze więcej, jeśli pojawią się jakieś spotkania czy przyjęcia.
– Nie ma problemu. Mogę to dla ciebie zrobić. Co powiesz na to, żebyś wszedł do środka, byśmy mogli wypełnić papiery na to twoje zamówienie? – Tak, bardzo proszę. Chętnie wejdę do twojego domu i znajdę źródło tego cudownego zapachu.
Uśmiecham się do starszego pana i ruszam w stronę domu. W miarę jak się zbliżamy, zapach staje się jeszcze silniejszy. Kiedy wchodzę do środka, o mało nie wariuję. Zapach wypełnia cały ten dom! Był tak odurzający, że aż zakręciło mi się w głowie. Obwąchałem Toma. Dziwne. Tom pachniał jednak człowiekiem. Ciekawe, kto jeszcze z nim tu mieszka.
– Jaki piękny i przytulny dom, Tomie. Kto z tobą mieszka? – pytam z nonszalancją. Tom obraca się, by wskazać zdjęcie rodzinne wiszące na ścianie.
– Och. Tylko rodzina. Żonka i moja córka – mówi. Idzie do swojego gabinetu, a ja stoję przed zdjęciem i przyglądam się jego córce, która siedzi pomiędzy nim a żoną. Co za piękność! Patrzę w jej błyszczące złote oczy i na oszałamiający uśmiech z idealnymi zębami. Czarne włosy okalały jej drobną twarz, a na grzbiecie nosa miała piegi. Nie pojmuję, jak to możliwe, że przeoczyłem tak rzadką piękność!
Wciąż patrzyłem na zdjęcie, kiedy Tom wrócił z dokumentami. – Proszę bardzo. Wszystko, co musisz zrobić, to złożyć podpis. Możesz zapłacić kartą albo gotówką przy odbiorze. Każdego miesiąca w wybranym przez ciebie terminie dostarczymy jabłka pod twoje drzwi. – Musiałem oderwać się od zdjęcia, żeby na niego spojrzeć. Bogini Księżyca, proszę, spraw, niech ona się zjawi!
– Mojej mamie i siostrze by się to spodobało. Kochają wasze jabłka. Nigdy nie wracają do domu bez torby lub dwóch, kiedy odwiedzają miasteczko. – Tom uśmiecha się z wdzięcznością, ucieszony komplementem.
Czytam i podpisuję dokumenty. Czerwone światło zachodzącego słońca wpadało do domu, kiedy usłyszałem, że wchodzi. "Bogini Księżyca wysłuchała naszych modlitw". Mój wilk, Phantom, stanął wyprostowany na baczność. Merdał ogonem w oczekiwaniu. Pociągnąłem nosem. Oszałamiający zapach czekolady i truskawek zbliżał się z każdym jej krokiem.
– Hej, tato. Skosiłeś może tra...? Przepraszam. Nie wiedziałam, że masz gościa. Już mnie tu nie ma.
Odwracam się, uśmiecham i widzę ją, te złote oczy odwzajemniające moje spojrzenie. Miała na sobie białą koszulkę i dżinsowe szorty. Spuściłem wzrok i zapatrzyłem się na jej kremowe nogi. Tak prosta, a jednocześnie tak wykwintnie piękna.
"PARTNERKA!" – zawył Phantom, mój wilk, biegając podekscytowany w kółko.
Widziałem odbicie własnych oczu w jej jasnych, złotych tęczówkach. Podczas gdy w jej wzroku migotało zdezorientowanie i panika, w moim tańczyło szczęście i zachwyt. Po tych wszystkich latach wreszcie odnalazłem swoją partnerkę... w czerwonym domu z białymi okiennicami. To było tak nierealne.
ODNALAZŁEM SWOJĄ PARTNERKĘ!
















