(Z perspektywy Otchłannego Cienia z Uli)
Co za upokorzenie zostać pokonanym przez córkę Sabine i jej przeznaczonego! Musiałem opętać maleńkiego ptaka, żeby wycofać się do swoich komnat i opatrzyć ranę. Już czułem jasne światło, pożerające moją esencję. To jest niemożliwe. Muszę się przygotować na nadejście Równonocy Jesiennej, w której zrównują się światło z ciemnością.
Pan Samotników nie ma pojęc
















