Wjeżdżaliśmy na podjazd domu watahy. Śnieg sypał już na dobre. Zima oficjalnie nadeszła. Kolacja przebiegła znośnie. Kilka razy musiałam gładzić Kaelena po nodze pod stołem, żeby pomóc mu się uspokoić, ale ogólnie rzecz biorąc, poszło całkiem nieźle.
Przez całą drogę do domu był raczej milczący, po prostu trzymał mnie za rękę i prowadził. Nie zmuszałam go do rozmowy. Wiedziałem, że potrzebuje po p
















