Genevieve
Nie mogę oddychać.
Cassian porusza się we mnie, powoli i głęboko, a ja tonę w tym doznaniu. Każde pchnięcie posyła spirale gorąca przez moje ciało, wypełniając wszystkie puste przestrzenie, które dzisiejszego dnia wyżłobił żal.
Jego dłonie wsuwają się pod moje udo, unosząc je ostrożnie... delikatnie, jakbym mogła się rozsypać – zanim znowu pragnie naprzód, wypełniając mnie na nowo. Łapię powietrze, wyginając plecy nad łóżkiem, z palcami splątanymi w pościeli, desperacko pragnąc uchwycić się czegoś stałego, czegokolwiek.
Ale to wszystko jest tak przytłaczające. Tak odurzające.
Światło księżyca wpadające przez okno jego sypialni wyłapuje pot na jego klatce piersiowej, sposób, w jaki jego ciemne włosy przyklejają się do czoła. Jego dłonie zaciskają się na moich udach, trzymając mnie pewnie, podczas gdy ja rozpadam się pod nim.
To jest złe. Tak bardzo złe.
Dziś rano pochowaliśmy naszych rodziców. Całą czwórkę – moją mamę i tatę, jego mamę i tatę. Opuszczeni do ziemi ramię w ramię, tak jakby tego chcieli. Nasi ojcowie byli najlepszymi przyjaciółmi od dzieciństwa, Alfami sąsiadujących stad, którzy nie pozwolili, by granice terytoriów ich podzieliły.
Zginęli razem na wakacjach, ich samochód owinął się wokół drzewa na jakiejś górskiej drodze. Moja matka trzymała się przez trzy dni w szpitalu, jej wilczyca walczyła do samego końca, ale nawet ona nie mogła przetrwać tego, co zrobił z nią ten wypadek.
Wciąż nie potrafię pojąć, jak tu trafiliśmy. W jednej minucie trzymaliśmy się za ręce nad ich grobem, patrząc, jak opuszczają ich ciała, a w następnej... jesteśmy tutaj, spleceni w swoich ramionach.
Powinnam opłakiwać. Powinnam być w domu, otoczona przez brata i stado, pozwalając im mnie pocieszać tak, jak powinny to robić wilki. Zamiast tego jestem tutaj, w łóżku Cassiana, pozwalając najlepszemu przyjacielowi mojego brata dotykać mnie tak, jakby był moim właścicielem.
– Genevieve – wdycha w moją szyję, a ja wyginam się w jego stronę, zdesperowana, by dostać cokolwiek, co sprawi, że ten ból ustanie. Pragnęłam go od tak dawna... lata obserwowania go z drugiego końca pokoju, udawania, że nie zauważam, jak jego wzrok czasem zatrzymywał się na mnie, gdy myślał, że nikt nie patrzy.
Wchodzi we mnie znowu, tym razem wolniej, delektując się każdą chwilą, aż wydaję z siebie jęk. Instynktownie sięgam ku niemu, moje dłonie owijają się wokół jego ramion, a potem wsuwają we włosy, przyciągając go bliżej, spragniona jego ciepła... ponieważ jest on jedyną rzeczą, która wydaje się prawdziwa w tej roztrzaskanej chwili.
Jego lewa dłoń pieści moją łechtaczkę, zabierając mnie w miejsca, w których nigdy nie byłam. Chcę więcej. Potrzebuję więcej.
Odchylam głowę do tyłu, a kiedy z moich ust wyrywa się jęk, głośniejszy niż zamierzałam, on zmniejsza dystans między nami i całuje mnie mocno, połykając ten dźwięk, jakby jego słuchanie sprawiało mu ból.
Pocałunek jest desperacki, surowa mieszanka ciepła i pilności... jego wargi przyciśnięte do moich, jakby bał się ciszy, która wisi między nami.
Znowu przyspiesza rytm, a każde pchnięcie wybija powietrze z moich płuc, zmuszając mnie do chwytania tchu w jego usta, zacierając granice żalu i rzeczywistości.
Wiem, że nie powinnam tu być... szukając takiego ukojenia, zatracona w intymności, która wydaje się zbyt piękna, by mogła być prawdziwa.
Ale jestem. I nie chcę, żeby przestał. Wiem, że potem będziemy musieli stawić czoła brutalnej rzeczywistości, ale nadal chcę się tym cieszyć, póki to trwa.
W pewnym momencie odwraca nas i nagle to ja siedzę na nim okrakiem, moje dłonie przyciśnięte do jego klatki piersiowej, poruszając się na nim, podczas gdy on mnie studiuje, a jego oczy śledzą każdy kontur mojego ciała.
Jego usta wędrują w dół mojej szyi, w poprzek obojczyka, a kiedy krzyczę, ucisza mnie miękko, a jego wargi muskają moją skórę jak łagodna mantra.
Pochylam się, by znów go pocałować, tym razem wolniej, nawet gdy nasze ciała tańczą razem. Nie potrafię powiedzieć, czy płaczę, czy nie... moje oczy pieką, ale wszystko inne jest gorące, obolałe, żywe.
Moje palce wbijają się w jego ramiona, gdy przytrzymuje mnie w miejscu i porusza się szybciej, głębiej, popychając mnie ku krawędzi. Dźwięk, który ze mnie uchodzi, jest w połowie jękiem, w połowie szlochem, a on znowu połyka go swoimi ustami, całując mnie tak, jakbym była jedyną rzeczą utrzymującą go przy zdrowych zmysłach.
Kiedy dochodzę, z jego imieniem na ustach i łzami na policzkach. On podąża za mną kilka sekund później, z twarzą wtuloną w moją szyję, a jego ciało drży przy moim.
Przez chwilę po prostu tam leżymy, ciężko oddychając, a jego ciężar przygniata mnie do materaca. Czuję bicie jego serca na mojej klatce piersiowej, czuję zapach mieszanki jego wody kolońskiej i naszego potu.
Moja wilczyca mruczy, zadowolona w sposób, w jaki nie była, odkąd dostaliśmy telefon o wypadku.
To wydaje się właściwe. Jak powrót do domu.
Ale wtedy on odsuwa się, siadając na krawędzi łóżka, tyłem do mnie. Dystans między nami nagle wydaje się przepaścią.
– To nie może się powtórzyć – mówi, a jego głos jest szorstki. Zimny.
Moje serce staje. Wiedziałam, że to nadejdzie, ale nie spodziewałam się, że tak szybko. – Cassian...
– Jesteś dla mnie jak siostra. – Wstaje, sięgając po dżinsy. – Tylko tym kiedykolwiek byłaś. Tylko tym kiedykolwiek będziesz.
Te słowa uderzają jak fizyczny cios. Siostra. Zna mnie od zawsze, patrzył jak dorastam, był obecny przy każdym kamieniu milowym. Ale nigdy nie byłam jego siostrą. Nie w ten sposób, w jaki teraz na mnie patrzy, jakbym była czymś, o czym musi zapomnieć.
– Nie – szepczę, naciągając prześcieradło, by się zakryć. – Nie mów tak. Nie po tym, co my właśnie...
– Po tym, co właśnie zrobiliśmy? – Odwraca się, by spojrzeć mi w twarz, a żal w jego oczach jest niezaprzeczalny. – Właśnie popełniliśmy największy błąd w naszym życiu, Genny. Przeżywamy żałobę, nie myślimy trzeźwo i my... – Przeczesuje dłonią włosy. – Kurwa. Twój brat mnie zabije.
– Alaric nie musi wiedzieć.
– Nie o to chodzi. – Naciąga koszulkę, a każdy jego ruch jest ostry i gniewny. – Chodzi o to, że to nigdy nie powinno było się wydarzyć. Miałem cię chronić. A nie wykorzystywać cię w chwili mojej słabości.
– To nie...
– Oboje cierpieliśmy, nadal cierpimy... i to był powód, dla którego zrobiliśmy coś tak głupiego. Tylko tym to było – mówi, przerywając mi.
Każde słowo przypomina nóż wbijany między żebra. Chcę się kłócić, powiedzieć mu, że się myli, ale wyraz jego twarzy mnie powstrzymuje. On już zadecydował. W jego umyśle jestem tylko młodszą siostrą jego najlepszego przyjaciela, która rzuciła mu się na szyję w chwili słabości.
– Prześpij się trochę – mówi, ruszając w stronę drzwi. – Odwiozę cię rano do domu.
– Cassian, zaczekaj...
Ale on już zniknął, a drzwi zamykają się za nim z ostatecznością, od której boli mnie w klatce piersiowej.
Gapię się w sufit, a moja wilczyca skomle w mojej piersi. Nie rozumie, dlaczego nas odrzuca, dlaczego ucieka, skoro oboje wiemy, że to, co czuliśmy tej nocy, było prawdziwe. Ale ja już rozumiem.
Nie jestem dla niego wystarczająca. Nie jestem tym, czego potrzebuje. Nigdy nie byłam.
Powinnam była wiedzieć lepiej. Powinnam była wiedzieć, że to wszystko było zbyt piękne... zbyt kurwa idealne, by mogło być prawdziwe.
Kiedy jego palce śledziły krzywiznę mojego kręgosłupa, kiedy wyszeptał moje imię jak modlitwę na mojej skórze, powinnam była wiedzieć, że to skończy się ruiną.
Ale żal robi straszne rzeczy z twoim osądem, a ja pozwoliłam sobie utonąć w iluzji, że... może... tylko może, widzi we mnie kobietę, którą jestem.
Wydaję z siebie bolesny śmiech.
Jedyną rzeczą, jaką dla niego kiedykolwiek byłam, to mała siostrzyczka Alarica. Dziecko, które wymaga ochrony. I tylko tym zawsze będę.
Następnego dnia nie czekałam, aż mnie odwiezie. Nie jestem małą rzeczą, która wymaga ochrony.
W ciągu następnych trzech dni podejmuję decyzję. Nie mogę tu zostać, w tym stadzie, w tym mieście, gdzie każdy kąt przypomina mi o rodzicach, gdzie muszę widywać Cassiana i udawać, że tamta noc nic nie znaczyła. Nie potrafię patrzeć, jak traktuje mnie jak nieznajomą, jak ciężar, który musi nosić ze względu na mojego brata.
Rezerwuję lot do Londynu. Pakuję walizki. Mówię Alaricowi, że potrzebuję przestrzeni, czasu, aby dowiedzieć się, kim jestem bez naszych rodziców.
Nie mówię mu o prawdziwym powodzie mojej ucieczki.
Nie mówię mu, że jestem zakochana w jego najlepszym przyjacielu, i że miłość do niego zniszczy mnie, jeśli zostanę.
Niektóre sekrety są zbyt niebezpieczne, by wypowiadać je na głos, nawet przed rodziną.
A zwłaszcza przed rodziną.