Jedno uderzenie w twarz. Taka była cena naszych trzyletnich zaręczyn. Myślałam, że Julian mnie kocha. Ale kiedy przypadkiem stłukłam kubek z wizerunkiem jego „ukochanej” siostry, nie wahał się mnie uderzyć. W jego oczach byłam nikim w porównaniu z duchem Vivienne. Dobrze. Chce wojny? Zgotuję mu rzeź. Wyszłam z naszego penthouse'u prosto w ramiona najniebezpieczniejszego mężczyzny w mieście — Alistaira Blackwooda. Mojego tajemniczego, nowego sąsiada o oczach jak lód i ciele stworzonym do grzechu. Nie wiedziałam, że jest najbardziej znienawidzonym rywalem Juliana. Nie wiedziałam, że jest tym potężnym miliarderem i bossem podziemia, któremu Julian przez całe życie próbował zaimponować. I z całą pewnością nie wiedziałam, że nasz „błąd na jedną noc” skończy się pierścionkiem na moim palcu. Alistair potrzebuje żony, by zabezpieczyć swoje imperium. Ja potrzebuję broni, by spalić świat Juliana do cna. To miał być układ biznesowy. Fałszywe małżeństwo dla bardzo prawdziwej zemsty. Ale kiedy Alistair przyciąga mnie do siebie, szepcząc na oczach mojego drżącego byłego, że jestem jego, uświadamiam sobie, że zamieniłam małostkowego chłopca na zaborczego potwora. A ten potwór jest głodny.

Pierwszy Rozdział

Trzask! Mój narzeczony mnie uderzył. Trzy minuty temu snułam marzenia o tym, jak urządzić nasz absurdalnie drogi apartament na najwyższym piętrze, gdzie każdy kąt wyglądał, jakby został wycięty z okładki luksusowego magazynu. Dwie minuty temu przypadkowo stłukłam kubek. A potem Julian wymierzył mi policzek – mocno. Mój policzek płonął, jakby został przypalony żywym ogniem. Minęło pełne trzydzieści sekund, zanim mój mózg się zrestartował, powoli składając rzeczywistość z powrotem w całość. – Pojebało cię? – wycedziłam przez zęby, z trudem przeciskając słowa przez zaciśniętą szczękę. Wargi Juliana były zaciśnięte w chłodną, wąską linię, a jego wyraz twarzy mroczny i stanowczy. – To był tylko kubek z twarzą Vivienne – powiedział, jakby moja reakcja była przesadzonym przedstawieniem, a nie wynikiem czegoś przerażającego, co właśnie zrobił. – Chyba sobie, kurwa, żartujesz. – Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem, z falującą piersią, podczas gdy gniew i upokorzenie kotłowały się we mnie gwałtownie, gotowe do eksplozji. Przez ułamek sekundy – zaledwie ułamek – coś na kształt poczucia winy mignęło na jego twarzy. A potem zniknęło, pochłonięte przez burzę furii. – Nie, to ciebie pojebało! – ryknął. – Zgodziłem się już z tobą ożenić, czego jeszcze chcesz? Vivienne odeszła, ale ty i tak celowo stłukłaś ten kubek! Jego głos drżał z gniewu. – Była twoją siostrą! Musiała wyjechać przez ciebie! A teraz jesteś o nią zazdrosna? Nie spoczniesz, dopóki nie zatrzesz po niej każdego śladu, prawda? Nienawiść w jego oczach raniła głębiej niż uderzenie w twarz. Mój policzek pulsował bólem. Moja dłoń wciąż krwawiła. Ale nic nie bolało bardziej niż moje serce. Zmusiłam się do rozluźnienia szczęki i podjęłam ostatnią próbę wyjaśnienia. – To nie byłam ja. Nigdy nie prosiłam jej, żeby wyjechała. Technicznie rzecz biorąc, rozumiałam, dlaczego ktoś mógłby tak powiedzieć. Vivienne zostawiła po sobie list. Napisała w nim, że widziała mój pamiętnik, zdała sobie sprawę, że podkochuję się w Julianie, i postanowiła „odpuścić”, żeby „mógł być mój”. Myślę, że nigdy nie zrozumiała, że pamiętnik oznacza prywatność. Nigdy nie chciałam, żeby ktokolwiek go przeczytał, ale ona nie tylko to zrobiła – opowiedziała o wszystkim innym. Nikogo nie obchodził ból, który czułam, gdy mój sekret wyszedł na jaw. Zostałam wyciągnięta na środek, przybita do pręgierza wstydu, zmuszona do zapłacenia za jej tak zwane szlachetne poświęcenie. Dla mojej rodziny wyglądało to tak, jakbym nagle znikąd awansowała do wyjściowego składu, zastępując złotą dziewczynę – powinnam być za to wdzięczna. Nawet gdyby Julian wbił mi nóż w brzuch, i tak znaleźliby sposób, by go usprawiedliwić. To było tak, jakby moi rodzice zawsze mnie nienawidzili. Niezależnie od tego, o ile lepsza byłam od Vivienne, zawsze postrzegali mnie jako zgorzkniałą, jako kogoś, kto nie potrafił ochronić jej kruchej dumy. Piekący ból na moim policzku przybrał na sile. Moje palce zacisnęły się mocno na pierścionku zaręczynowym. Fala gorąca – gniew, upokorzenie, uraza – wezbrała w moim gardle. Gorące łzy napłynęły mi do oczu, zamazując wzrok. Mrugałam szybko, ocierając je, zanim zdążyły spaść. Nie zamierzałam płakać. Nigdy nie okażę przy nim słabości. Zrobiłam ciężki krok w stronę drzwi, walcząc, by w ogóle się poruszyć. Musiałam stamtąd wyjść, bo inaczej całkowicie bym się załamała. Cokolwiek zostało mi z resztek godności – nie mogłam pozwolić, by zostało to zniszczone na oczach tego mężczyzny. Julian nagle chwycił mój nadgarstek i szarpnął mnie do tyłu. – Posprzątaj to. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, potrzebując potwierdzenia, że dobrze usłyszałam. – Stłukłaś kubek. Ty sprzątasz kawałki. – Jego głos był lodowaty, kategoryczny. Musiał oszaleć. – Nie. – Uniosłam podbródek i wyplułam to słowo bez najmniejszego cienia kompromisu. Jego twarz stężała, szczęka się zacisnęła. – Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? – Tak. Powiedziałam: nie. – Moje oczy były czerwone, ale płonęły oporem, gdy wpatrywałam się w niego bez wzdrygnięcia. Jeśli miłość oznaczała, że muszę wdeptać w ziemię własny szacunek do samej siebie, to była dla mnie nic niewarta. Powietrze między nami było napięte do granic możliwości. Prawie słyszałam, jak iskrzy. Furia w jego oczach była niekontrolowanym płomieniem, który groził, że mnie pochłonie. A pod tym ogniem dostrzegłam coś jeszcze – niedowierzanie. Niegdyś potulna owieczka obnażyła kły. Zrobił krok do przodu, emanując groźbą. – Ostatnia szansa. Jeśli mi się nie podporządkujesz, to z nami... – ...koniec – dokończyłam za niego, chłodno i ostatecznie. Szok zamroził jego twarz. Przez chwilę powietrze znieruchomiało. Nie spodziewał się, że naprawdę to powiem. Gdy tkwił w tej chwili dezorientacji, wyrwałam ramię z jego uścisku. Smak wolności jeszcze nie zdążył zakwitnąć w mojej piersi, gdy wrócił do rzeczywistości, ponownie chwytając mnie z brutalną siłą. Teraz. Odwróciłam się bez wahania i uniosłam rękę – Plask! Głośny policzek wymierzony został prosto w przystojną, arogancką twarz Juliana. Powietrze znów zamarzło, gęste od ciszy. Moja dłoń lekko mrowiła, ale uderzenie przyniosło mi przypływ gwałtownej, bezprecedensowej satysfakcji. Julian zatoczył się kilka kroków do tyłu, a jego oczy rozszerzyły się z szoku i niedowierzania – nie z powodu bólu, ale z powodu świata wywróconego do góry nogami. Nigdy nie sądził, że się odważę. W końcu kiedyś tak głęboko go kochałam. Opuściłam rękę, uniosłam podbródek i spojrzałam spokojnie na jego zszokowaną twarz. Posłałam mu blady uśmiech. – Teraz jesteśmy kwita. Nie czekając ani chwili dłużej, powlokłam się z dala od tego duszącego piekła. Gdybym została tam choć sekundę dłużej, rozpadłabym się na kawałki. Wolałabym udławić się własnymi łzami, niż pozwolić mu zobaczyć, jak spadają. A potem – łup – upadłam. Wysokie obcasy i emocjonalny chaos to fatalne połączenie. Ból przeszył moje dłonie i kolana, gdy zdarłam je o twardy marmur. Krew natychmiast trysnęła, ale ledwie to poczułam. Wstałam, chwyciłam torebkę i poszłam dalej. Dom. Chciałam po prostu wrócić do domu. Z dala od tego wszystkiego. Z dala od niego. Niczym kobieta uciekająca z miejsca zbrodni, wybiegłam z budynku – tylko po to, by wpaść na ścianę mięśni i odurzający zapach drogiej wody kolońskiej. Spojrzałam w górę – i zobaczyłam ostre, wyrzeźbione rysy twarzy z aurą tak dominującą, że mogłaby uciszyć całe pomieszczenie. Wyglądał na typ faceta, który, gdybyś go wkurzyła, nie tylko zrujnowałby ci życie – wymazałby całe twoje istnienie. Niestety, to czyniło go tylko bardziej atrakcyjnym. Przez ułamek sekundy zapragnęłam, żeby przerzucił mnie przez ramię i zaniósł do swojej kryjówki – moja twarz natychmiast zapłonęła czerwienią. Gdyby to było porno, kąt kamery byłby absolutną katastrofą. Przywołałam się z powrotem do rzeczywistości. – Przepraszam – wymamrotałam i wbiegłam do windy mojego apartamentowca. Z powrotem na górze przeszukałam torebkę. Serce mi zamarło. Brak kluczy. Oczywiście. Wszechświat najwyraźniej ogłosił dzisiaj Dniem Zagłady Sery. Frustracja i bezradność wezbrały w mojej piersi. Zrzuciłam szpilki i gwałtownie szarpnęłam za klamkę. To nie pomogło – ale musiałam dać temu upust. Dlaczego wszyscy zawsze wybierali Vivienne?! Czy nie zrobiłam wystarczająco dużo? Oparłam się o ścianę, osuwając się na zimną podłogę, podczas gdy szloch wyrywał się z mojego gardła. Łzy popłynęły strumieniem, niemożliwe do powstrzymania. Właśnie wtedy, gdy prawie dławiłam się własnym płaczem, głos – niski, gładki, jak czarny aksamit – przeciął powietrze za mną. – Twój klucz. Furia zapłonęła w moich żyłach. Dlaczego zawsze ktoś mi przeszkadzał, właśnie wtedy, gdy miałam z siebie wszystko wyrzucić? Sfrustrowana odwróciłam się, gotowa posłać mu mordercze spojrzenie – tylko po to, by zamarznąć. Przez zamazane łzami oczy znów go zobaczyłam. Mężczyznę, na którego wpadłam na dole – tego, który wyglądał, jakby wyszedł z renesansowego obrazu. – Wypadł ci klucz – powiedział, unosząc brew, gdy jego wzrok spoczął na rozsypanej zawartości mojej torebki. – To prawdopodobnie dlatego nie mogłaś go znaleźć. Wpatrywałam się w klucz spoczywający w jego eleganckiej dłoni, a moja twarz zapłonęła tak mocno, że mogłaby odpalić zapałkę. Wyrwałam mu go z rąk, niezgrabnie otworzyłam drzwi i wpadłam do środka bez słowa. Dopiero gdy moje plecy uderzyły o drzwi, zdałam sobie sprawę – nawet mu nie podziękowałam. Świetna robota, Sera. Ty absolutna idiotko. Zawahawszy się, podkradłam się do wizjera. Przez tę małą soczewkę zobaczyłam, jak spokojnie się odwraca, otwiera drzwi dokładnie naprzeciwko i wchodzi do środka. Mieszkał naprzeciwko mnie? Musiał się właśnie wprowadzić. Z taką twarzą – i taką aurą – nie było możliwości, żebym go wcześniej nie zauważyła. Zaraz, Sera. Co ty robisz? Naprawdę pozwalasz, żeby gorący nowy sąsiad sprawił, że zapomnisz o piekle, które właśnie zgotował ci Julian? Nie. Absolutnie nie. Wszyscy faceci to śmieci. Zawsze. Zacisnęłam powieki, próbując uspokoić galopujące tętno, przypominając sobie, by więcej nie być taką idiotką. Ale nieważne, jak bardzo się starałam, ta wyrzeźbiona twarz wciąż migała w moich myślach. Potrzebowałam lodu – na pulsujące tętno, a jeszcze pilniej, na piekący ból policzka. Właśnie gdy zmuszałam się do wstania, by pójść do kuchni, mój telefon zadzwonił, przeraźliwie i ostro. Jedno spojrzenie na ekran sprawiło, że całe moje ciało zlodowaciało. Mama. Nie mogłam zignorować tego połączenia. Gdybym to zrobiła, zniszczyłaby moją karierę bez wahania. Była do tego absolutnie zdolna. W chwili, gdy odebrałam, jej głos przeciął powietrze – zimny i bezlitosny. – Sera, chyba oszalałaś! Jak śmiesz robić coś tak haniebnego Julianowi! Przeproś go w tej chwili, albo przestajesz być naszą córką! Otworzyłam usta, by jej to wyjaśnić, oszołomiona – ale rozłączyła się, zanim zdążyłam wydusić choć jedno słowo. Ścisnęłam mocno telefon. Dlaczego bez względu na to, jak bardzo się starałam, wciąż nie mogłam zasłużyć nawet na ułamek ich miłości? A Vivienne – ona nigdy nie musiała robić niczego, a mimo to była ich idealnym, drogocennym klejnotem. Wystarczy. Myślałam, że jeśli będę pracować wystarczająco ciężko, moja rodzina, mój narzeczony – pokochają mnie. Ale to się nigdy nie wydarzy. Muszę odzyskać szacunek do samej siebie, który straciłam dawno temu. Muszę zerwać te zaręczyny z Julianem – bez względu na konsekwencje.

Odkryj więcej niesamowitych treści