Rodzinna posiadłość Blackwoodów wznosiła się samotnie na szczycie prywatnego wzgórza, jakby uważała, że jest zbyt dobra, by dzielić przestrzeń z resztą z nas. Jedyną drogą na górę była kręta, górska szosa, od której żołądek wywracał mi się na drugą stronę.
Ostatnio w Skyline wszyscy mówili tylko o nieuchwytnym dziedzicu Blackwoodów, jakby był drugim wcieleniem Gatsby'ego, tyle że z lepszą fryzurą.
















