Po wyjściu z imprezy Victorii, Julian i Vivienne nie zamienili ze sobą ani słowa.
Żadne z nich nie miało siły niczego udawać.
Cały ten wieczór był jednym długim maratonem upokorzeń i oboje byli zbyt wkurzeni, żeby udawać, że było inaczej.
Przy krawężniku Julian owinął się ciaśniej płaszczem i burknął: – Czekaj tutaj. Przyprowadzę samochód.
– Dobrze – mruknęła Vivienne.
Zaledwie zniknął za rogiem,
















