Julian był przykuty do krzesła.
Ręce w kajdankach. Kostki w okowach. Markowa koszula pognieciona bez szans na ratunek.
Gliny wyrecytowały całą litanię zarzutów: – Kradzież. Włamanie. Wtargnięcie na teren prywatny. Napaść. Zakłócanie porządku publicznego. Porwanie.
Julian zapiszczał. – Wszystko źle zrozumieliście! To moja narzeczona! Mieliśmy tylko małą sprzeczkę kochanków, to wszystko!
Jeden z pol
















