Leżałam wpółżywa na kanapie, przewijając filmiki z psami w poszukiwaniu inspiracji, gdy ktoś zaczął walić do drzwi.
Nie zamawiałam jedzenia. Victoria nie miała dziś przyjść.
A żeby dostać się na moje piętro, trzeba było mieć przepustkę, więc to zostawiało...
Z westchnieniem otworzyłam drzwi.
Oczywiście. Julian Thorne, z miną, jakby ktoś nasikał mu do szampana marki Cristal.
– Nie ma mowy – rzuciła
















