Kobieta wpatrywała się we mnie, po czym wyrwała mi sok. – Dziękuję, panno Sterling.
– Nie ma sprawy – powiedziałam z szelmowskim uśmiechem, chwytając Victorię za ramię i odciągając ją stamtąd.
Za naszymi plecami gwar ucichł.
Victoria syknęła: – Od twojego spojrzenia jej skóra pociemniała o pięćdziesiąt odcieni.
Zaśmiałam się. – Znam ten typ. Chętne do szczekania za twoimi plecami, ale zamarzają na
















