– Proszę pana, pomylił pan osoby. – Sophie wyszarpnęła dłoń z jego uścisku.
Caleb zmarszczył brwi. Wygląda na to, że jeszcze nam nie wybaczyła.
– Sophie, wiem, że nas nienawidzisz. Nie mieliśmy wtedy innego wyboru. – Usilnie starał się przekonać ją do zmiany zdania.
– Nie mieliście innego wyboru? Dobre sobie! Zdecydowaliście wtedy, jakiego wyboru dokonać – zakpiła Sophie.
– Sophie, dziadek wrócił. Chce cię zobaczyć. Nawet jeśli to nasza wina, dziadek jest niewinny. Ostatnio nie czuje się najlepiej. – Caleb wiedział, że Josiah był jedynym członkiem rodziny Tannerów, na którym Sophie zależało.
– Zrozumiałam. Odwiedzę go.
Zgodnie z przewidywaniami, Sophie uległa, gdy wspomniał o Josiahu.
Powiedział jej: – Dziadek kazał mi podwieźć cię do domu.
– Sama tam dotrę. – Sophie odmówiła tracenia na niego więcej czasu.
Z powrotem w swoim domu w Horington Sophie włączyła laptop i wstukała serię kodów. Zdobywszy to, czego chciała, przesłała wszystko do Wydziału Etyki Publicznej.
Percy Keyes, tak? Te informacje wystarczą, by posłać go za kratki! Sądząc po zachowaniu syna, to tylko nic niewarty śmieć.
Następnie zaczęła pakować swoje rzeczy.
Po wyjściu z lotniska Sophie wzięła taksówkę do zarezerwowanego wcześniej hotelu. Mogła i zgodzić się na powrót, ale nie było mowy, by zamieszkała w rezydencji Tannerów.
W hotelu zameldowała się i udała do pokoju, by wziąć prysznic. Odświeżona, złapała taksówkę i pojechała do rezydencji Tannerów.
– Mamo, mówiłaś, że Sophie wraca? – Twarz Willow spochmurniała na wieść o powrocie Sophie.
– Twój dziadek kazał Calebowi przywieźć ją do domu. – W Charmaine również wszystko się gotowało.
– Czego dziadek chce? Po tym, co zrobiła Sophie, ludzie wciąż plotkują za moimi plecami! Skoro teraz wróciła, zaczną gadać, że córki rodziny Tannerów są...
Sophie weszła do domu, zanim Willow zdołała dokończyć zdanie. Wyraźnie słyszała wszystko.
Willow i tak nie obawiała się, że ktoś ją usłyszy.
– Sophie, jak możesz być aż tak bezwstydna? Na twoim miejscu spaliłabym się ze wstydu i natychmiast ze sobą skończyła! – szydziła Willow. – Jeśli ci przykro, możesz zrobić to choćby teraz.
– Gdzie jest dziadek? – Sophie zignorowała ją w sposób ostentacyjny. Przecież wróciła tu, by zobaczyć się z dziadkiem, bo tak sobie zażyczył.
Willow zalała fala wściekłości.
– Mamo, tylko na nią spójrz! – fuknęła.
– Zamknij się! – W tym samym momencie Josiah zaczął schodzić po schodach.
– Sophie jest moją wnuczką i ma prawo przebywać w rezydencji Tannerów. Jeśli macie jakieś obiekcje, możecie się stąd wynosić.
– Dziadku, nie możesz mi tego robić. Sophie...
Josiah wszedł jej w słowo: – Willow, czy ty nie rozumiesz, co mówię? – W jego tonie kryła się nuta ostrzeżenia. – Sophie, chodź tutaj. Nie widziałem cię przez okrągłe pięć lat.
Serce Sophie zabolało na widok siwych włosów dziadka. Posłusznie podeszła do niego.
– Dziadku, przyjechałam cię odwiedzić.
Och, jaka ona chuda. Zostawili ją samą sobie w Horington, gdy była jeszcze dzieckiem, i nie było tam nikogo, kto mógłby się nią zająć.
Josiah uścisnął jej dłonie.
– Sophie, nie było mnie tu pięć lat temu i nie miałem pojęcia, co się stało. Ale teraz wróciłem i nikt nie ośmieli się ciebie krzywdzić – obiecał.
– Dziękuję, dziadku. – Był jedyną osobą w rodzinie, która ufała jej z całego serca.
– Nie ma za co dziękować. Morgan, idź natychmiast posprzątać pokój panienki Sophie. – Na widok Sophie Josiah był w jowialnym nastroju. – Charmaine, będziesz musiała jutro zapisać Sophie do szkoły – polecił.
– Tato, Sophie została wydalona ze szkoły pięć lat temu. Obawiam się, że teraz żadna szkoła jej nie przyjmie – wyjaśniła Charmaine.
Nie byli w Horington i nie mogli zapłacić szkole za przyjęcie Sophie.
– Sophie może uczęszczać do Jipsdale Premier High razem z Willow – rzucił Josiah, jakby wcale nie słyszał jej wyjaśnień.
– Tato, nie każdy może dostać się do Jipsdale Premier High. To najtrudniejsza szkoła do zdobycia w Jipsdale! Nawet bogaci i wpływowi nie mogą od tak posłać tam swoich dzieci. Willow dostała się tam dzięki własnym umiejętnościom.
– Dziadku, nie musisz tego robić. – Sophie przyjechała tu tylko w odwiedziny. Dodała: – Poza tym, zatrzymałam się gdzie indziej. Nie wracam tu na stałe.
Twarz Josiaha spochmurniała na jej słowa.
– Sophie, obiecuję, że nikt nie będzie się tu nad tobą znęcał. Rodzina Tannerów cię potrzebuje – powtórzył z naciskiem.
– Dziadku, Sophie nic nie umie! Jedyne co robi, to się bije i spędza czas z chuliganami.
Brzdęk!
Josiah z takim impetem uderzył filiżanką o stół, że herbata wychlapała się na boki.
– Willow, masz w tej chwili stąd wyjść, jeśli odważysz się pisnąć jeszcze choćby słowo! – złościł się Josiah. – Czy moje polecenia nic już nie znaczą tylko dlatego, że nie było mnie w domu przez pięć lat?
Zwrócił się do Sophie. – Sophie, czy ty też masz zamiar mi się sprzeciwić?
– Dziadku, ja... – Sophie zawahała się i urwała. Zdecydowanie puściłaby te słowa mimo uszu, gdyby padły z ust kogokolwiek innego.
Jednak wypowiedział je Josiah, a on był jedyną osobą, która się o nią troszczyła.
– W porządku. – Pójdę do Jipsdale Premier High, jeśli takie jest życzenie dziadka. – Ale nie zostanę tutaj – dodała.
Gdyby miała mieszkać pod jednym dachem z ludźmi, których nienawidzi, nie mogłaby obiecać, że nic by im nie zrobiła.
– Zgoda. Nie będę cię zmuszał do powrotu. Ale przyjechałaś dopiero dziś wieczorem, więc chcę, żebyś chociaż tę jedną noc spędziła w domu ze mną.
W odpowiedzi Sophie kiwnęła głową.
– Dziadku, jest już późno. Powinieneś iść spać. Zostanę w domu przez najbliższe kilka dni, żeby dotrzymać ci towarzystwa – zapewniła go Sophie. Nie chciała sprawić mu zawodu.
– To dobrze. Nie jestem już młody, pragnę więc, by nasza rodzina żyła ze sobą w zgodzie – oznajmił dobitnie Josiah. Następnie wstał i z pomocą Morgana ruszył na piętro.
Charmaine poszła wraz z Morganem sprzątać pokój Sophie, w salonie zostały więc jedynie Sophie i Willow.
Wydawało się Willow, że Sophie nie była już tą samą osobą co kiedyś. Bez względu na wszystko, to ja jestem jedyną córką w rodzinie Tannerów.
– Nie mogę uwierzyć, że miałaś czelność tu wrócić – zakpiła Willow. Na jej twarzy malowała się złośliwość nieprzystojąca jej wiekowi.
Sophie wyciągnęła z kieszeni kawałek gumy. Odpakowała ją i włożyła do ust.
– Willow, z całą pewnością wyrzucę cię z rodziny Tannerów!
Wypowiedziawszy te słowa, Sophie odwróciła się na pięcie i weszła do pokoju, który zajmowała w przeszłości.
Kipiła z wściekłości Willow, opadając z powrotem na kanapę. Szlag by to. Jak Sophie śmie odzywać się do mnie w ten sposób?
Następnego ranka Josiah osobiście zabrał Sophie do Jipsdale Premier High.
Dyrektor szkoły, Andy Langston, był również dyrektorem Wydziału Edukacji w Jipsdale. Będąc pochłoniętym swoimi obowiązkami, znajdował czas jedynie na spotkania z bardzo ważnymi osobistościami.
Josiah był dobrze znaną w Jipsdale postacią, pozwolono mu więc poczekać z Sophie przed gabinetem dyrektora.
Andy zjawił się w biurze dopiero krótko po jedenastej.
Natychmiast polecił swojemu asystentowi otworzyć drzwi i zaprosił ich do środka. Poznawszy sytuację Sophie, Andy poczuł się zbity z pantałyku.
Wyniki Sophie nie pozwoliłyby jej na przyjęcie do żadnej szkoły zawodowej, a co dopiero do tak prestiżowej placówki jak Jipsdale Premier High.
– Panie Langston, nigdy nie prosiłem nikogo o pomoc, ale proszę oddać mi tym razem przysługę – błagał Josiah.
– Panie Tanner, nie odmawiam panu pomocy. Wierzę, że doskonale pan wie, iż Jipsdale Premier High to najlepsze liceum w Jipsdale. Większość naszych uczniów potrafi dostać się na uczelnie z Ligi Bluszczowej. Nic nie mogę zrobić, patrząc na wyniki Sophie. Myślę, że powinniście spróbować złożyć podanie do szkoły zawodowej. Nie sądzę, by przy takich ocenach przyjęto ją do jakiegokolwiek innego liceum.
Sophie nigdy nie chciała, by Josiah musiał prosić innych o łaskę, podniosła się więc, by wyjść.
Josiah zdawał sobie sprawę, jak bardzo była dumna, wstał więc i pośpiesznie ruszył za nią.
Właśnie wtedy Andy odebrał telefon od Felixa.
















