Obiecał jej, że będzie ją kochał i cenił jak nikt inny, więc myślała, że odnalazła szczęście. Pewnego dnia spadła z piedestału i roztrzaskała się na kawałki, co oznaczało koniec związku. Kiedy spotkali się ponownie po pięciu latach, mężczyzna poprosił: "Zofio, wróćmy do siebie." Zofia prychnęła: "Spóźniłeś się o pięć lat!" On jednak odparł: "Nigdy nie jest za późno, jeśli chodzi o ciebie."

Pierwszy Rozdział

Przybywszy do Urzędu Stanu Cywilnego, Vivian William była kompletnie zdruzgotana, odkrywszy, że mężczyzna, z którym miała otrzymać akt małżeństwa, jeszcze nie dotarł. Minęło już ponad pół godziny od umówionego czasu. Kiedy już zamierzała się z nim skontaktować, zadzwonił do niej. Gdy tylko odebrała, jego wściekły głos rozległ się w słuchawce: "Vivian William, ty kłamczucho! Zapomniałaś o tych haniebnych rzeczach, które robiłaś na studiach? Jak śmiesz w ogóle myśleć o poślubieniu mnie teraz? Powiem ci coś. To się nigdy nie zdarzy, chyba że w twoich snach! Teraz stało się dla mnie jasne, widząc, jak szybko wspomniałaś o małżeństwie, mimo że znamy się zaledwie trzy dni! Gdyby nie to, że moja była dziewczyna studiowała na tym samym uniwersytecie co ty, dałbym się oszukać! Bezczelna kobieto!" Po tych słowach rozłączył się. Vivian nie miała nawet szansy się wytłumaczyć. Palce zaciskające telefon zbielały, a jej usta poruszały się bezgłośnie. Mężczyzna nie zadał sobie trudu, by ściszyć głos, co oznaczało, że wiele osób usłyszało jej rozmowę. Spojrzenia, które na nią kierowano, były pełne pogardy i obrzydzenia, wbijały się w nią jak tysiące igieł. To było dokładnie jak tamtej koszmarnej nocy dwa lata temu. Czuła się, jakby pochłaniała ją ciemność. Nieważne, jak bardzo się starała, po prostu nie było ucieczki... Krople potu pojawiły się na jej czole, gdy dramatycznie zbladła. Nie zdając sobie z tego sprawy, całe jej ciało zaczęło się niekontrolowanie trząść. Z boku para ciemnych, niezgłębionych oczu przyglądała się zamyślona drżącej kobiecie, podczas gdy jego smukłe palce stukały w podłokietniki wózka inwalidzkiego. "Panie Norton." W tym momencie młody mężczyzna pospieszył do boku Finnicka Nortona. Pochylając się, wyszeptał: "Pani Lopez poinformowała mnie, że utknęła w korku. Powiedziała, że dotarcie tutaj może jej zająć co najmniej godzinę." "Możesz jej powiedzieć, żeby wracała do domu. Powiedz jej, żeby nie zawracała sobie głowy przyjazdem." Finnick nawet nie zadał sobie trudu, by odwrócić głowę. Jego ostre spojrzenie było utkwione w Vivian, gdy dodał spokojnie: "Nie lubię pretensjonalnych kobiet." "Ale..." Młody mężczyzna, jego asystent, miał zmartwioną minę. "Twój dziadek bardzo naciska, żebyś się ożenił..." Jakby nie słyszał słów swojego asystenta, Finnick nacisnął przycisk na swoim wózku inwalidzkim, aby ruszyć w kierunku Vivian. "Przepraszam, panno? Czy zechciałaby mnie pani poślubić?" Rześki głos rozległ się, wyciągając Vivian z ciemności, które groziły jej pochłonięciem. Podnosząc głowę, była lekko zaskoczona tym, co ujrzała. Nie wiedziała, kiedy to się stało, ale mężczyzna na wózku inwalidzkim zatrzymał się przed nią. Jego rysy były tak doskonałe, że zapierały dech w piersiach. Ostro zarysowane brwi spoczywały na wyrzeźbionej twarzy, wyglądało to tak, jakby jego twarz była wyrzeźbiona z marmuru. Pojawił się, przypominając nieskazitelne arcydzieło. Pomimo prostoty jego białej koszuli, krój podkreślał jego szczupłą, ale potężną budowę. Siedzenie na wózku inwalidzkim wcale nie umniejszało jego szlachetnego i dumnego powietrza. Wręcz przeciwnie, wydawało się, że tylko sprawia, że wydaje się bardziej niedostępny i wyniosły. Dopiero gdy mężczyzna powtórzył swoje pytanie, Vivian wyrwała się z oszołomienia, w które wpadła. "Co?" "Nie mogłem się powstrzymać od podsłuchania pani rozmowy wcześniej. Spieszy się pani do ślubu, prawda?" Jej oddech uwiązł w płucach na te słowa, gdy upokorzenie i niepokój ją ogarnęły. Nie czekając na jej odpowiedź, mężczyzna kontynuował obojętnym tonem. "Co za zbieg okoliczności. Jestem w tej samej sytuacji. Skoro nasze cele są podobne, dlaczego nie mielibyśmy sobie nawzajem pomóc?" Sposób, w jaki to powiedział, sprawiał wrażenie, jakby mówił o transakcji biznesowej, a nie o jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu. W tym momencie Vivian w końcu zrozumiała, że ten mężczyzna poważnie myśli o ich ślubie. Niemniej jednak dopiero się poznaliśmy! Branie ślubu od razu jest zbyt skandaliczne! "Panie, nawet się nie znamy! Nie sądzi pan, że jest pan trochę zbyt pochopny i impulsywny?" "Nie znałaś też tych mężczyzn, z którymi chodziłaś na randki w ciemno." Jego odpowiedź była spokojna i bezpośrednia, zaskakując Vivian i pozostawiając ją bez słowa. "Och, rozumiem teraz. Gardzisz mną, bo jestem kaleką, prawda?" "Oczywiście, że nie!" - była jej automatyczna odpowiedź. Kiedy dostrzegła mały błysk rozbawienia w jego ciemnych oczach, zdała sobie sprawę, że robi dokładnie to, czego chciał. "Panno." Złożył starannie ręce na kolanach, zanim skierował na nią palące spojrzenie. "Jestem całkiem pewien, że bardzo potrzebuje pani tego małżeństwa. Jeśli przegapi pani tę szansę teraz, co sprawia, że myśli pani, że dostanie pani inną?" Musiała przyznać, że był bardzo przekonujący. Ma rację. Desperacko potrzebuję tego małżeństwa. Prawdę mówiąc, prawdopodobnie dokładniej byłoby powiedzieć, że muszę być zarejestrowana w gospodarstwie domowym tutaj, w tym mieście. Tylko wtedy będę mogła ubiegać się o ubezpieczenie zdrowotne tutaj, aby zapłacić za drogie rachunki medyczne mamy. Mijały sekundy, gdy wpatrywała się w mężczyznę przez bardzo długi czas. W końcu wykrztusiła: "Czy jest pan stałym mieszkańcem tutaj, w Sunshine City?" Jego usta wykrzywiły się w mały uśmieszek. "Tak." Po raz kolejny Vivian zamilkła. Jej palce zacisnęły się na rejestrze gospodarstwa domowego. Chociaż był kaleką, mężczyzna przed nią posiadał maniery i wygląd, które z pewnością przewyższały tych okropnych mężczyzn, z którymi ostatnio chodziła na randki w ciemno. Och, Vivian, czyż twoim jedynym celem przez ostatnie trzy miesiące nie było jak najszybsze poślubienie miejscowego mieszkańca? Teraz nadarza się okazja, by to zrobić, praktycznie wskakuje ci w ramiona! Dlaczego wciąż się wahasz? Sprzeczne emocje kotłowały się w niej. W końcu ugryzła się w wargę i wzmocniła swoje postanowienie. Kobieta skinęła głową na znak zgody. "Dobrze, zgadzam się."

Odkryj więcej niesamowitych treści