– Wiem, mamo. Jestem przed kawiarnią. Zadzwonię później! – Emmanuel Lowe z niecierpliwością rozłączył się z matką.
Ten dwudziestoletni mężczyzna nigdy nie był w związku.
Po siedmiu latach służby w armii odszedł z wojska i przez trzy lata pracował w szpitalu w Yeringham.
Był tam ginekologiem i zarabiał osiemdziesiąt tysięcy rocznie.
Matka Emmanuela, martwiąc się, że syn zestarzeje się w samotności, naciskała, by się ustatkował. Ponieważ on sam nie miał pojęcia, jak zabrać się za randkowanie, wzięła sprawy w swoje ręce i umówiła go na szereg randek w ciemno.
Dzięki jej wysiłkom do tej pory odbył ich już siedemnaście.
Niestety, weselne dzwony zdecydowanie nie miały dla Emmanuela zabrzmieć. Było to frustrujące. Wiedział, że w tym momencie robi to już tylko dla świętego spokoju.
– Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
Tuż przed wejściem do kawiarni Emmanuel usłyszał ciche wołanie o pomoc.
Krzyki dochodziły od staruszka, który upadł na poboczu drogi. Wielu przechodniów mijało go, ale nikt nie odważył się zatrzymać i pomóc mu wstać.
W końcu pomoc starszemu człowiekowi mogła przynieść więcej kłopotów niż pożytku, gdyby skończyła się kosztownym pozwem za pogłębienie urazu. Nikt nie chciał ryzykować tak lekkomyślnie.
To jednak nie powstrzymało Emmanuela przed wystąpieniem z szeregu i podniesieniem mężczyzny. Zapytał:
– Wszystko w porządku, proszę pana?
– Nic mi nie jest! Dziękuję ci bardzo, młody człowieku! Tak trudno dziś znaleźć ludzi tak życzliwych jak ty. Muszę ci się odwdzięczyć za twoją dobroć! – odpowiedział staruszek z uśmiechem.
Wtedy Emmanuel zdał sobie sprawę, że strój starca nie pasował do jego maniery. Mimo podniszczonego ubrania, czyste dłonie staruszka wyglądały na dłonie człowieka przywykłego do bogactwa.
Mimo to nie miał czasu na zaspokajanie ciekawości. Upewniwszy się, że starszy pan jest cały i zdrowy, Emmanuel wpadł do kawiarni na swoją randkę w ciemno. Ani przez chwilę nie pomyślał o nagrodzie za swój wcześniejszy dobry uczynek.
Kawiarnia była ogromna i zbudowana niemal jak labirynt.
Matka Emmanuela wspomniała, że jego partnerka siedzi przy stoliku numer osiem. Błądził po skomplikowanym wnętrzu lokalu, ale zanim zdołał zlokalizować właściwy stolik, trafił do specjalnej strefy.
Oświetlenie było tu łagodniejsze, a na podłodze rozsypano świeże płatki kwiatów.
W powietrzu unosił się słodki zapach kwiatów. Zastanawiał się, czy przypadkiem nie trafił do nieba.
Emmanuel podniósł wzrok i natychmiast zamarł.
Przy stoliku w sali siedziała piękna, elegancka kobieta.
Nie było przesadą stwierdzenie, że uosabiała samą doskonałość.
Niebiosa wyraźnie postanowiły obsypać ją wszelkimi łaskami.
Kobieta w ciszy sączyła kawę, siedząc z nogami zgrabnie założonymi na bok. Na stole leżał oryginalny, nietłumaczony egzemplarz „The Power Broker”.
Gdy zauważyła Emmanuela wpadającego do pomieszczenia, spojrzała na niego z dezorientacją i niesmakiem.
Łup! Łup! Łup!
Kiedy Emmanuel ochłonął po szoku wywołanym widokiem pięknej nieznajomej, zdał sobie sprawę, że jego serce zaraz wyskoczy z piersi.
Nigdy w swoim dwudziestoośmioletnim życiu nie czuł takiego pociągu do kobiety.
Niezliczone kobiece ciała, które widział w swojej pracy jako ginekolog, rzadko go interesowały. W pewnym momencie zastanawiał się nawet, czy w ogóle pociągają go kobiety.
Wbrew wszelkim przeciwnościom wydawało się, że młoda kobieta przed nim sprawiła, iż jego serce pognało jak spłoszony koń.
„Czy po prostu się denerwuję, czy też ona już mnie pociąga?”
Co bardziej zaskakujące, Emmanuel zauważył dużą tabliczkę z numerem osiem na stoliku kobiety.
„Ona jest moją randką?”
Wziął głęboki oddech, by się uspokoić, po czym podszedł do jej stolika i usiadł naprzeciwko.
Wyraz twarzy młodej kobiety stawał się coraz bardziej osłupiały. W jej ładnych oczach pojawił się nawet cień wrogości.
„Co za tupet! Wtargnięcie do mojego prywatnego pokoju to jedno, ale siadać naprzeciwko mnie, jak gdyby nigdy nic?”
Emmanuel zignorował jej minę. Nie pierwszy raz kobieta patrzyła na niego z pogardą.
Mieli prawo pójść w swoje strony, gdy tylko odbębnią tę randkę.
Przedstawił się, oświadczając:
– Cześć! Nazywam się Emmanuel Lowe. Mam dwadzieścia osiem lat i pracuję jako ginekolog. Zarabiam osiemdziesiąt tysięcy rocznie i nie mam samochodu ani domu.
Każdy mężczyzna potrzebowałby niesamowitej odwagi, by powiedzieć coś takiego kobiecie, ale Emmanuel wydawał się niezwykle spokojny i niewzruszony.
Młoda kobieta wpatrywała się w niego w szoku. Chwilę później jej usta wygięły się w uśmieszku i odpowiedziała własnym przedstawieniem.
– Miło mi poznać. Jestm Mackenzie Quillen. Mam dwadzieścia siedem lat i podwójny doktorat z finansów i zarządzania biznesem na Uniwersytecie Harvarda. W zeszłym roku zarobiłam trzy miliardy, mam samochód i dom.
Emmanuel był oszołomiony.
„Co tu się, u licha, dzieje?”
Zawsze myślał, że kobiety na randkach w ciemno mają jakieś ukryte wady.
Mackenzie jednak była bezsprzecznie nieskazitelna.
„Gdzie jest haczyk? Może jest chora psychicznie? Kaleka? A może bezpłodna?”
W głowie Emmanuela kłębiły się najróżniejsze fantastyczne teorie.
Mackenzie uśmiechnęła się drwiąco na widok jego skonsternowanej miny. Duma w jej chłodnym spojrzeniu była ewidentna.
Celowo przedstawiła się w ten sposób, by postawić nieznajomego w trudnej sytuacji i onieśmielić go, zmuszając do odwrotu.
Zgodnie z oczekiwaniami, po jej słowach w powietrzu zawisła niezręczna cisza.
„Ech, nieważne!”
To, czy Mackenzie mówiła prawdę, nie miało znaczenia. Emmanuel postanowił odegrać swoją rolę do końca, by przynajmniej udobruchać matkę, nawet jeśli randka nie zakończy się podróżą do ołtarza.
Oświadczył:
– Nie zarabiam dużo, ale jeśli zdecydujesz się ze mną spotykać, obiecuję, że zawsze będę cię chronić i o ciebie dbać. Przejmę wszystkie obowiązki domowe, żebyś w domu mogła być królową. Oczywiście mam nadzieję, że pozwolisz mi zachować męską dumę przed moją rodziną. Jeśli się pobierzemy, mogę ci dawać około pięciu do sześciu tysięcy miesięcznie.
Był to wyświechtany scenariusz, który Emmanuel wyrecytował na jednym wydechu.
Mackenzie była zdumiona jego szczerym wyrazem twarzy i wyraźnym brakiem wstydu z powodu znacznie niższych zarobków.
Po dłuższej chwili wybuchnęła śmiechem.
Nigdy nie spotkała mężczyzny, który tak bardzo by ją rozbawił.
– Z czego się śmiejesz? – Emmanuel, nieporuszony jej reakcją, kontynuował: – Wiem, że nie spełniam wszystkich wymagań, ale obiecuję, że będę dobrym i odpowiedzialnym mężem, jeśli się pobierzemy!
– Pfft!
Mackenzie nie zdołała powstrzymać chichotu.
Zirytowany Emmanuel zażądał wyjaśnień:
– Dlaczego się pani śmieje, panno Quillen? Nie uważa pani, że to dość niegrzeczne?
– Proszę pana, jest pan bardzo dobrym człowiekiem! – Mackenzie przestała się uśmiechać i odparła chłodno: – Ale myślę, że to pan jest tutaj zagubiony. Nie jestem tu na randce w ciemno!
„Hę? O co chodzi?”
Oczy Emmanuela rozszerzyły się z przerażenia, gdy wykrztusił:
– Czy to nie jest stolik numer osiem?
– Tak, ale to strefa VIP. Musi pan szukać stolika numer osiem w ogólnej sali jadalnej. Proszę wyjść i skręcić w prawo! – Wskazała smukłym palcem na wyjście.
– Ja... Przepraszam! Bardzo przepraszam! Wszystko pomyliłem!
Emmanuel marzył, by zapaść się pod ziemię ze wstydu. Zerwał się na równe nogi, gotów do pospiesznej ucieczki.
„To było takie żenujące! Jak mogłem usiąść przy złym stoliku na randce w ciemno? Nic dziwnego, że tak się śmiała. Musiała pomyśleć, że porywam się z motyką na słońce!”
Krótko po wyjściu Emmanuela do prywatnego pokoju Mackenzie wszedł starszy mężczyzna w asyście czterech ochroniarzy w czerni.
Emmanuel byłby zdumiony, gdyby wciąż tam był. Staruszek był nikim innym jak nieznajomym, któremu wcześniej pomógł przed kawiarnią!
Błagał:
– Może to przeznaczenie, Mackenzie. Masz dwadzieścia siedem lat, ale nigdy nie byłaś w związku przez swoją niechęć do mężczyzn. Żaden nie odważyłby się do ciebie zbliżyć! Ale temu młodzieńcowi się udało! Jest też dobrym i sprawiedliwym człowiekiem. Przed chwilą pomógł mi przed kawiarnią i nie oczekiwał za to nagrody!
Prawdziwa tożsamość staruszka to Terence Quillen, prezes wiodącej korporacji finansowej w Yeringham.
Choć jego majątek mógłby przewyższyć budżety całych państw, miał w życiu jeden wielki żal.
Terence miał trzech synów, którzy tragicznie zmarli przed nim. Albo nie mieli własnych dzieci, albo pozostawili po sobie tylko córki.
Mackenzie była ulubioną wnuczką Terence'a i następczynią w kolejce do sterowania Grupą Terence.
Jej inteligencja i charyzma nie zmieniały faktu, że była kobietą.
Zanim Terence spotka się ze stwórcą, pragnął, by jego ulubiona wnuczka dała mu prawnuka.
To skłoniło go do sfingowania upadku przed kawiarnią i znalezienia porządnego mężczyzny dla wnuczki. Ku jego zaskoczeniu, młody człowiek, który mu wcześniej pomógł, popełnił gafę na własnej randce i zamiast tego spotkał Mackenzie.
Czyż to nie przeznaczenie?
Mackenzie pozostała stoicko niewzruszona słowami dziadka.
– Dziadku, może i zdał twój test, ale nie zdał mojego. Wyjdę za niego, jeśli przejdzie moją próbę śpiewająco.
Chciała spełnić życzenie dziadka, ale naturalnie pragnęła obiecać swą rękę dobremu człowiekowi.
Poślubienie mężczyzny po jednej randce w ciemno było po prostu zbyt pochopne i lekkomyślne.
Oczy Terence'a rozbłysły wyczekiwaniem i odpowiedział:
– Dobrze! Jestem pewien, że zda twój test!