Więź krwi: Złamana partnerka Alfów

Więź krwi: Złamana partnerka Alfów

Autor: Grace Somerset

Rozdział 1 Kieran
Autor: Grace Somerset
18 maj 2026
Perspektywa Kierana Byłem kłębkiem nerwów, gdy podjechaliśmy pod szkołę. Oto jesteśmy – z powrotem w miejscu, gdzie spędziłem tyle nocy, płacząc w samotności. Płacząc i pragnąc, by Ryker mnie zaakceptował. Nie potrafię nad tym zapanować; nie potrafię powstrzymać wspomnień, które zalewają mnie falą, gdy budynek ukazuje się moim oczom. Mój pokój znajdował się naprzeciwko jego... W obu tych pokojach go całowałem... W obu on odwzajemniał pocałunki... Ale w obu tych pokojach również mnie dusił. Przyciskał mnie do ściany za gardło i dusił, aż traciłem przytomność. W obu tych pokojach powtarzał mi, że nigdy nie będziemy mogli być razem, ponieważ obaj jesteśmy Alfami. W obu przypominał mi, że nie wolno mi go dotykać. Poza tym, nie przeszkadzało mi bycie w szkole. To nie tak, że miałem wrogów; właściwie miałem wielu przyjaciół. My mieliśmy wielu przyjaciół. Dzieliliśmy to samo grono znajomych, spędzaliśmy czas z tymi samymi ludźmi. To również utrudniało mi sytuację. Nawet gdy tego nie chciał, musiał mnie widywać. Musiałem przyklejać uśmiech do twarzy i udawać, że wszystko jest w porządku. Musiałem udawać, że nie jesteśmy parą, a on nie znaczy dla mnie nic więcej poza kolegą. Czuję, że samochód staje, gdy Ryker wrzuca bieg postojowy, a ja wyrywam się z odrętwienia. Byłem wdzięczny za to, że moje tarcze są podniesione i on nie może słyszeć moich myśli ani czuć tego, co czuję. Po prostu uśmiecha się do mnie. — Gotowy! Powiedział, chwytając za klamkę i otwierając drzwi. Przełykam gulę w gardle, po czym otwieram swoje drzwi i wysiadam z auta. Wiem, że nie powinienem być zdenerwowany ani przerażony, ale nie potrafię nad tym zapanować. Nie mogę przestać się zastanawiać, jak on zareaguje, gdy zobaczymy naszych przyjaciół. Czy odepchnie mnie przy nich? Czy znów będzie udawał, że jesteśmy tylko kumplami, a nie partnerami? Żołądek mam ściśnięty w supeł, czuję mdłości, idąc w stronę budynku, w którym znajdują się nasze pokoje i nasi znajomi. Wybrał czwartek na przyjazd. To dzień, w którym zazwyczaj mielibyśmy wolne. Wiedząc, że wszyscy nasi przyjaciele będą mieli wolne, chciał przyjechać właśnie dziś, żebyśmy mogli się z nimi zobaczyć. Praktycznie promienieje z ekscytacji, idąc do drzwi. Spogląda na mnie z ogromnym uśmiechem, otwierając drzwi i przytrzymując mi je. — No dalej, wleczesz się jak ślimak! Mówi, a ja wywracam oczami i przyspieszam kroku. Obserwuję, jak zerka na telefon i ekscytuje się jeszcze bardziej. Wykonuje triumfalny gest pięścią, po czym odwraca się do mnie z najszerszym uśmiechem na twarzy. — Stary, jest pora lunchu! Chodź! Powiedział, chwytając mnie za rękę i ciągnąc przez korytarz. Pokręciłem głową, śmiejąc się pod nosem z mojego niezwykle radosnego partnera. Praktycznie biegł korytarzem. Puścił moją rękę, żeby móc biec szybciej. Patrzyłem, jak gwałtownie otwiera drzwi i wbiega do środka. Złapałem drzwi, zanim się zamknęły, po czym zatrzymałem się, biorąc głęboki oddech, powoli go wypuszczając i wchodząc do środka. Próbowałem przygotować się na cokolwiek, co może się wydarzyć. Wchodzę i natychmiast wszystkich słyszę. Słyszę ich radosne głosy, gdy witają Rykera. Brock trzyma Rykera w niedźwiedzim uścisku, podnosząc go do góry. Odstawia go, a wszyscy podchodzą, by się przywitać. — Cholera, stary, zacząłem już myśleć, że nigdy nie wrócicie! Mówi Brock, po czym odwraca się do mnie z uśmiechem. — Rusz no tutaj ten swój mały tyłek! Mówi ten idiota, wskazując na ziemię przed sobą. Śmieję się i kręcę głową, podchodząc do niego. Przygotowuję się na uścisk, o którym wiem, że nadejdzie. I rzeczywiście, porywa mnie w górę tak samo, jak zrobił to z Rykerem. Wyciska ze mnie resztki tchu, po czym stawia mnie z powrotem na nogi. Muszę przyznać, że dobrze jest znów ich widzieć! Odwróciłem się akurat w porę, by wpaść w objęcia Diesela; on zazwyczaj nie szafuje uściskami, więc byłem zaskoczony, gdy mocno mnie przytulił. Ale jeszcze bardziej zdziwił mnie warkot, który usłyszałem ze strony Rykera, gdy ten zobaczył, że Diesel mnie tuli. Diesel zignorował warknięcie; nie jestem pewien, czy w ogóle zrozumiał, dlaczego on warczy. Puścił mnie, po czym poklepał po ramieniu, uśmiechając się do mnie. — Stary, myślałem, że nie wrócicie. Zacząłem się o was martwić, wiem, że mówiłeś, że w domu działy się kiepskie rzeczy... Myślałem, że może coś złego wam się stało. Powiedział, patrząc na mnie, a potem na Rykera. Spojrzałem na Rykera, który odwrócił wzrok. Widziałem, że nie chciał, by ten warkot mu się wyrwał, i prawdopodobnie był zawstydzony. „A więc zaczyna się!”... pomyślałem i odwróciłem wzrok. Cody zawołał mnie, przesuwając się i robiąc mi miejsce. Wołał moje imię, klepiąc siedzenie obok siebie. Podszedłem i usiadłem obok niego, spoglądając na koniec stołu, by zobaczyć Rykera siedzącego przy drugim końcu obok Brocka. Był już pogrążony w rozmowie z nimi, nie zaszczycając mnie ani jednym spojrzeniem. Przełknąłem gulę w gardle, po czym wymusiłem uśmiech na twarzy i odwróciłem się do Cody'ego. Uśmiechałem się, słuchając tego, co miał do powiedzenia. Opowiadał mi o wszystkim, co nas ominęło. O kawałach, które komu wycięli, i o tych, które wycięto im... Czasem zastanawiam się, czy szkoła nie służy bardziej do zawierania przyjaźni tylko po to, by móc robić sobie nawzajem psikusy. Przez te dwadzieścia minut, kiedy siedziałem tam, słuchając nieustannego gadania Cody'ego, co chwilę kradłem spojrzenia w stronę mojego partnera. Nie umknął mi fakt, że ani razu nie spojrzał w moją stronę. Próbowałem zignorować ból, który czułem w piersi. Nienawidzę tego, nienawidzę tu wracać! Już chcę jechać do domu. Do domu, gdzie on nie boi się być ze mną. Gdy wszyscy kończyli jeść, spojrzałem na zegar i zauważyłem, że zostało dwadzieścia minut do zamknięcia biura. W czwartki zamykali wcześnie, a chciałem tam pójść i wypełnić nasze dokumenty tak szybko, jak to możliwe. Nie chcę tu zostać ani minuty dłużej, niż muszę. — No cóż, chłopaki, chętnie bym został i pogadał, ale muszę zajść do biura, zanim zamkną. Mówię, wstając. Zaczynam iść w stronę drzwi, spoglądając na Rykera tylko po to, by zobaczyć, że nawet nie odwrócił się w moją stronę. Wciąż tam siedzi, gawędząc w najlepsze z Brockiem. — Idziesz? Wołam do niego, a on patrzy na mnie, po czym zbywa mnie machnięciem ręki. Serce mi zamiera; odwracam się i wychodzę. Gdy tylko opuszczam pomieszczenie, opieram się o ścianę i chwytam za klatkę piersiową. Staram się tego nie czuć, ale czuję. Pierś mnie boli, a oczy pieką i palą, wypełniając się łzami. Stoję tak przy ścianie, biorąc kilka głębokich wdechów i wydechów, próbując pozbyć się tego uczucia. Dom... Dom... Muszę tylko wziąć te papiery i je wypełnić. Im szybciej to zrobię, tym szybciej zabierzemy nasze graty i stąd spadniemy! Myślę, odpychając się od ściany i szybko biegnąc w stronę biura. Cieszyłem się, że kobieta o nic nie pytała, kiedy poprosiłem o dwa zestawy dokumentów dotyczących wcześniejszego opuszczenia szkoły. Usiadłem przy biurku najdalej od niej i szybko wszystko wypełniłem. Zarówno swoje, jak i Rykera. Skończyłem podpisywać oba nazwiska akurat wtedy, gdy przygotowywała się do zamknięcia. Szybko podszedłem i podałem jej papiery. Przejrzała je, podczas gdy ja nerwowo przygryzałem policzek. Mam nadzieję, że nie poprosi o nic więcej, zwłaszcza o Rykera, skoro go tu nie ma. — Dobrze, wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Pan Sterling wraca do biura jutro i zadzwoni do waszych Alf, żeby upewnić się, że zostało to przez nich zatwierdzone. Jeśli tak będzie, wszystko zostanie załatwione i wasze wcześniejsze zwolnienie ze szkoły zostanie zatwierdzone. — Bardzo dziękuję, Brenda! — Nie ma za co, Kieran. Trzymaj się! Dobry z ciebie dzieciak, życzę ci wszystkiego najlepszego! Mówi z uśmiechem na twarzy. Wyciągnąłem rękę i uścisnąłem dłoń, którą do mnie wyciągnęła. Czułem taką ulgę, wychodząc z biura. To znaczy, że jutro możemy wyjechać! Pomyślałem radośnie, wracając do naszego budynku i do swojego pokoju. Żołądek mi się wywraca, gdy zbliżam się do naszych pokojów. Zatrzymałem się pomiędzy nimi. Jego pokój, który jest naprzeciwko mojego. Wstrzymałem oddech i nasłuchiwałem, próbując sprawdzić, czy jest u siebie, ale słyszałem tylko ciszę... Ta cisza powiedziała mi, że go tam nie ma i prawdopodobnie wciąż jest z naszymi przyjaciółmi. Westchnąłem, otwierając drzwi i wchodząc do ciemnego, pustego pokoju. Pstryknąłem światło i stanąłem, rozglądając się po wnętrzu. Spojrzałem na podłogę, na której obudziłem się tamtym razem. Tamtym razem, gdy dusił mnie w swoim pokoju, aż zemdlałem. Obudziłem się później właśnie tam, na podłodze we własnym pokoju, sam... Zamykam oczy, biorę głęboki oddech i powoli go wypuszczam. Przecieram twarz dłońmi, próbując oczyścić umysł, po czym podchodzę do łóżka. Uznając, że na dziś mam już dość, położyłem się i zgasiłem światło. Przewróciłem się na bok twarzą do okna, zamykając oczy i próbując zasnąć. Leżałem tak ponad godzinę, zanim zwlokłem się z łóżka. Postanawiając wykorzystać czas, zacząłem wszystko pakować. Gdy spakowałem już wszystko, co mogłem, położyłem się z powrotem i znów próbowałem zasnąć.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki