POV Peytona
Za każdym razem, gdy się budzę, wszystko zaczyna się od nowa. Budzę się, wyciągając rękę w jego stronę, ale go tam nie ma. Budzę się zdezorientowany, bo go nie czuję, a miejsce pachnie obco. Szukam go ręką i natrafiam na zimną pościel obok mnie.
Budzę się i płaczę, zdając sobie sprawę, że znów jestem sam. To jak déjà vu, choć tym razem nie jest tak źle jak za pierwszym razem. Nie budzę
















