Następnego ranka, a właściwie jakieś trzy godziny po spotkaniu z Zavrosem, wychodzimy z Lyrą z pokoju. Lyra jest w swoim radosnym nastroju, uśmiecha się tak szeroko, że w jej pulchnych policzkach robią się dołeczki. Ja wyglądam jak strażniczka krypty. Z braku snu mam omamy. Do tego stopnia, że wpadam na kogoś na korytarzu.
– Cholera, przepraszam – mruczę. Spodziewam się szorstkiego warknięcia Kavr
















