POV Elary
„Wstawaj, Ela. Mówiłem ci wczoraj, że Alfa wyjechał z watahy. Muszę być dziś wcześniej w domu watahy”.
Spałam smacznie, gdy usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Spróbowałam zasnąć raz jeszcze, tym razem przykrywając ucho poduszką.
Mój brat, Ronan, dobijał się do drzwi.
Był o trzy lata starszy ode mnie. Niedawno awansował na Gammę naszej watahy Umbrafall. W rezultacie jego obowiązki rosły z dnia na dzień.
„Jeśli natychmiast nie wyjdziesz, zabiję twojego chłopaka” – zagroził mi.
Błyskawicznie otworzyłam oczy i usiadłam.
„Tsk! Dlaczego mi to robisz? Już idę. Poczekaj na mnie”.
„Grzeczna dziewczynka”.
Przewróciłam oczami. Doskonale znał moją słabość, którą był mój chłopak, Cassian Thorne.
Mieć kogoś takiego jak on w swoim życiu to błogosławieństwo. Kochał mnie. Miałam do niego pełne zaufanie.
Był młodszym bratem naszego Alfy, Kaelena Thorne’a.
Mimo wspólnej krwi, z natury byli całkowicie inni.
Cassian był spokojną, opanowaną osobą. Potrafił dogadać się z każdym.
Z drugiej strony jego starszy brat, Kaelen, był człowiekiem o naprawdę zimnym sercu. Wszyscy w naszej watasze się go bali. Mówiono, że spojrzeniem ostrym jak sztylet roztaczał wokół siebie aurę niebezpieczeństwa, która przyprawiała o dreszcze każdego, kto odważył się wejść mu w drogę. Każdy jego ruch był wykalkulowany, a każde działanie w świecie wilków – celowe.
Jego zabójcza postawa mogła uśmiercić każdego Alfę w dowolnym momencie. Był nie tylko najsilniejszym Alfą, ale także potentatem biznesowym, który wyniósł naszą watahę na szczyt najbogatszych stad świata.
Cóż, tyle o nim słyszałam. Widziałam go tylko raz. Na ostatnich urodzinach Cassiana mignął mi przed oczami.
Cieszyłam się, że Cassian nie był tak lodowaty jak on. Cassian był dżentelmenem, a co najważniejsze, zależało mu na mnie.
Wzięłam prysznic, ubrałam się w prostą, niebieską długą sukienkę i założyłam trampki. Szybko chwyciłam telefon i torebkę, po czym zbiegłam na dół.
„Widzisz? Ona rzadko bywa punktualna”.
Usłyszałam, jak brat skarży się na mnie mamie.
„Mamo, nie słuchaj go. On i jego Alfa działają mi na nerwy. Powiedział mi wczoraj wieczorem, że wyjeżdżamy wcześniej. Ale o której godzinie? Tego już nie wspomniał. Przez niego nie mogę się nawet porządnie wyspać”.
Mama się zaśmiała. Była przyzwyczajona do tych przekomarzan.
Ronan i ja pożegnaliśmy się z mamą i wyszliśmy z domu.
Wiedliśmy do jego samochodu, a on ruszył.
„Mama powierzyła mi obowiązek podwożenia cię na uniwersytet każdego dnia; inaczej chodziłabyś tam pieszo”.
„Dobrze, w takim razie nie musisz mnie podrzucać. Powiem Cas–”
„Nawet o tym nie myśl. Będę cię podwoził codziennie. Nie lubię tego gościa”.
„Oczywiście, że nie możesz go lubić. Bo to nie twój chłopak, tylko mój. Znam go lepiej niż ktokolwiek inny. Kocha mnie. Właściwie obiecał mi, że przyjdzie porozmawiać z mamą o nas po moich osiemnastych urodzinach” – odpowiedziałam kpiącym tonem.
Kiedy każdy członek watahy kończył osiemnaście lat, odnajdywał swojego przeznaczonego.
Wielu ludzi dzisiaj woli być z osobą, którą sami wybrali, niż ze swoim przeznaczonym partnerem. Mogą więc odrzucić więź, jeśli chcą.
Istniało jednak inne prawo, które dotyczyło tylko głównego Alfy.
Główny Alfa naszej watahy nie mógł odrzucić swojej przeznaczonej. Gdyby to zrobił, jego partnerka by umarła.
Dodatkowo inni Alfowie zdegradowaliby jego pozycję jako lidera watahy Umbrafall, co było gorsze niż śmierć.
„Czyli jutro. Jutro są twoje urodziny, Elara” – przypomniał mi brat.
„Więc on przyjdzie pojutrze”.
„Najpierw będę go miał na oku, a potem pozwolę ci zostać jego partnerką”.
Cassian był w tym samym wieku co mój brat. Nie wiedziałam dlaczego, ale Ronan w ogóle za nim nie przepadał. Zakładał jednak, że Cassian może być moim przeznaczonym, więc musiał zaakceptować nasz związek.
„Dobrze, dobrze, braciszku. Jak sobie życzysz” – mruknęłam sarkastycznie.
Lekko uderzył mnie kłykciami w głowę, co mnie rozśmieszyło.
Wysadził mnie przed głównym wejściem na uniwersytet.
„UNIWERSYTET UMBRAFALL”
To była moja wymarzona uczelnia. Musiałam włożyć mnóstwo wysiłku, żeby się tu dostać. Byłam na pierwszym roku.
Po kilku wykładach czułam się znudzona. Mojej najlepszej przyjaciółki, Vesper, nie było ze mną. Nie pojawiła się dzisiaj.
„Gdzie ona jest?”
Pomyślałam o tym i wykręciłam jej numer. Nie odbierała.
Tęskniłam też za Cassianem. On również nie przyszedł. Zadzwoniłam do niego. Odebrał po dwóch sygnałach.
„Halo”.
„Gdzie jesteś, Cassian?”
„Skarbie, mówiłem ci, brat pojechał do watahy Lunarvale, żeby przywieźć moją bratową. Wraca dzisiaj. Jutro są ich zaręczyny. Więc jestem teraz w domu watahy”.
„Och! Tak. Jak mogłam zapomnieć o ceremonii zaręczyn szwagra? Myślę, że dlatego mój brat pojechał tam dzisiaj tak wcześnie. Wspomniał też, że zostaliśmy zaproszeni na uroczystość”.
„Nie martw się, kochanie. Gdybyś zapomniała, ja bym ci przypomniał. Więc nie ma powodu do zmartwień. Jestem teraz dość zajęty. Chciałbym, żebyś tu była. Ale jest w porządku. Powinnaś być na zajęciach. Zadzwonię do ciebie później”.
„Dobrze, pa”.
„Pa”.
Westchnęłam, gdy Cassian się rozłączył. Postępował właściwie, pomagając rodzinie.
Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł.
„Powinnam pojechać do domu watahy, żeby zrobić mu niespodziankę. Pomogę mu w pracy. Będzie wniebowzięty”.
Wyszłam z uniwersytetu i złapałam taksówkę. Do terenu domu watahy dotarłam w dwadzieścia minut.
Zapłaciłam kierowcy i ruszyłam w stronę budynku.
Strażnicy najpierw zatrzymali mnie przy wejściu, ale kiedy powiedziałam im, że jestem siostrą Gammy Ronana, wpuścili mnie do środka.
Gdy weszłam do domu, otoczyła mnie fala zapachu, wypełniając powietrze słodką wonią kwitnących kwiatów. Każdy kąt był ozdobiony mnóstwem tętniących życiem płatków, tworząc tęczę kolorów, która tańczyła przed moimi oczami. Ściany przyozdobiono delikatnymi bukietami, których płatki kaskadami opadały w dół niczym wodospad naturalnego piękna.
Cały dom watahy wyglądał jak panna młoda. Zaśmiałam się na myśl o nazywaniu domu panną młodą.
Dlaczego mieliby go nie udekorować? To były zaręczyny Alfy Kaelena. Jutro wszyscy poznają swoją Lunę.
Rozejrzałam się za Cassianem, ale nigdzie go nie było.
„Przepraszam, gdzie znajdę Cassiana?” – zapytałam pokojówkę.
„Nie ma go tutaj” – odpowiedziała z łagodnym uśmiechem.
Założyłam, że może być w swoim pokoju. Więc zapytałam:
„Gdzie jest jego pokój?”
„Na górze, w rogu” – odparła, zanim wróciła do pracy.
„Dzięki”.
Poszłam na górę i spojrzałam na dwa narożniki.
„Który? Prawy czy lewy?” – zapytałam samą siebie, przypominając sobie, że zapomniałam dopytać o szczegóły.
Kierując się instynktem, poszłam do dalekiego lewego rogu. Zorientowałam się, że pokój znajduje się na samym końcu korytarza.
Szłam powoli i zatrzymałam się przed drzwiami.
Otworzyłam je i aż dech mi zaparło.
To była główna sypialnia.
Ogarnęło mnie poczucie ładu i czystości. Każdy kąt był skrupulatnie uporządkowany, jakby każdy przedmiot został starannie umieszczony z konkretnym przeznaczeniem.
Na środku dumnie stało łóżko typu king-size, którego królewska obecność przyciągała wzrok.
Sam pokój bił elegancją, z nieskazitelnie białymi meblami ustawionymi tak, by tworzyć atmosferę spokoju. Ściany pomalowano na ciemny kolor. Okno obok łóżka wychodziło na las.
Ku mojemu zdziwieniu, w tym pokoju czułam zupełnie inną energię.
„Cassian?”
Zawołałam go po imieniu. Ale nie doczekałam się odpowiedzi.
Gdzie on był? Czy nie mówił, że jest w domu watahy?
Próbowałam wykręcić jego numer, ale telefon był nieosiągalny.
Pomyślałam, że wkrótce wróci. Poświęciłam więc czas na przyjrzenie się całemu pomieszczeniu. Mój wzrok przykuła fotografia na szafce nocnej.
Podeszłam do niej powoli i ujęłam ramkę. To było zdjęcie dwóch braci.
Cassian i jego starszy brat.
Nieświadomie usiadłam na miękkim materacu i pogładziłam twarz Cassiana przez szybkę ramki.
Wyglądało na to, że zdjęcie zrobiono w czasach ich młodości. Cassian wyglądał uroczo, a jego brat sprawiał wrażenie oziębłego, tak jak o nim mówiono. Kiedy rok temu przybył na urodziny Cassiana, by złożyć mu życzenia, widziałam jego twarz tylko przez chwilę z daleka. Cassian nie zdążył mnie mu nawet przedstawić, bo tamten musiał pilnie wyjechać na spotkanie watahy.
Różnica wieku między nimi wynosiła tylko dwa lata. Mimo to Cassian darzył brata ogromnym szacunkiem.
Na tym zdjęciu jego brat wyglądał przystojnie, ale na bardzo aroganckiego chłopca.
Kto by pomyślał, że pewnego dnia ten chłopiec stanie się najpotężniejszym Alfą?
Szepty o jego imieniu niosą się korytarzami władzy, rozprzestrzeniając się jak pożar wśród tych, którzy byli świadkami jego bezwzględnych ataków na wojnie.
Zatopiłam się w tym zdjęciu.
Nagle zimny głos za moimi plecami wyrwał mnie z zamyślenia i wstrząsnął mną do szpiku kości.
„Jak śmiesz wchodzić do mojego pokoju bez pozwolenia?”